Facebook

75. ROCZNICA POWSTANIA WARSZAWSKIEGO. Basiunia, czy pamiętasz 1 sierpnia 1944 roku?

2019-08-01 6:41:38

Z prawej Barbara Grabowska ps. „Oleńka” z lewej Małgorzat Grabowska-Kozera.
Warszawa 2017 roku
Fot. Arkadiusz Gołębiewski

Trzy dni Powstania Warszawskiego w Chotomowie wspomina Barbara Grabowska ps. „Oleńka” w rozmowie z Małgorzatą Grabowską-Kozera

Małgorzata Grabowska-Kozera: Pamiętasz 1 sierpnia 1944 roku?

Barbara Grabowska: Oczywiście, że pamiętam. Byłam harcerką, było nas 7 dziewczyn w zastępie. Siedziałyśmy w szpitalu polowym. Szpital był przygotowany u pani Szczypińskiej w domu. Wcześniej przeszłyśmy 3 stopniowe szkolenie na sanitariuszki i łączniczki. Twoja babcia Basia ps. „Gabrysia” w ramach Wojskowej Służby Kobiet prowadziła takie szkolenia. 1 sierpnia wykoleił się pociąg, bo chłopaki rozkręcili szyny. Pobiegłam pomóc przynosić do szpitala urządzenia sanitarne i wszystko co mogło się przydać. Pamiętam jak ciągnęliśmy ciężkie łóżka szpitalne, fotele itp. Andrzej Linke przysłał swoich chłopaków do pomocy, bo to był ciężki sprzęt. Parę łóżek operacyjnych zostało na szosie. Byli tam różni ludzie, również szabrownicy łapali co popadnie na handel. W Chotomowie była cała „mafia” handlujących z Niemcami.

MGK: A gdzie była reszta rodziny?

BG: Mój tata Filip Grabowski „Dąb” z moim bratem ps. „Ryś” i z twoim dziadkiem Gerardem ps. „Moskit”, „Brzoza” poszli już na akcję ze swoim wspaniałym dowódcą porucznikiem „Kacprem” – Stefanem Krasińskim. „Kacper” to była wspaniała szlachetna istota. Charyzmatyczny dowódca na terenie Chotomowa. Zginął blisko torów, na polu kartofli. Dostał strzał w szyję. Mój tata, brat i wujek mieli więcej szczęścia, byli w lasku i przeżyli.

MGK: A co się działo w waszym szpitalu, byli jacyś ranni?

BG: Tak, np. Zygmunta Dąbrowskiego przeniósł przez cały Chotomów Boguś Oleksiak – młody chłopiec, łobuziak z mocnymi bicepsami, ocalił życie Zygmunta. Zajęły się nim siostry skrytki z Chotomowa. Te same, które przechowywały dzieci żydowskie od Sendlerowej. Zygmunt po wojnie śpiewał w operze, miał piękny głos.
Tych, którzy zginęli chowaliśmy w nocy. Między innymi Antka Grabowskiego i Henrykę, jego ukochaną.
3 sierpnia Niemcy wzięli krwawy odwet i po walkach zabrali starszych mężczyzn (młodzi byli po lasach) kobiety, dzieci i popędzili do Modlina. Tam został rozstrzelany mój ukochany dziadek, który przyjechał do nas z Warszawy na kilka dni, by wykurować się po pobiciu przez swojego pracodawcę Niemca w łazienkach warszawskich. Tyle było naszego (chotomowskiego) powstania, trzy dni.

Rozmawiała: Małgorzata Grabowska-Kozera

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *