Facebook

CHOTOMÓW. Postępowanie w sprawie nie wysłania karetki do 3-letniego chłopca

2017-10-20 5:00:10

Pogotowie odmówiło przyjazdu do 3-letniego chłopca. Wystąpiło zagrożenie utraty życia w czasie transportu samochodem osobowym. Dziecko przeszło poważną operację. To wszystko zafundowała rodzinie dyspozytorka i lekarz koordynujący Pogotowia Ratunkowego.


W poprzednim numerze To i Owo (41/2017) opisywaliśmy historię 3-letniego Maksa z Chotomowa. Chłopiec w trakcie zabawy złamał sobie kość udową.

Feralna niedziela

Przypomnijmy do zdarzenia doszło w niedzielę (8.10) tuż przed godziną 14:00. W trakcie zabawy 3-latek najprawdopodobniej potknął się źle upadł. W wyniku upadku doszło do pęknięcia kości udowej. Rodzice chłopca natychmiast wezwali karetkę pogotowia. W rozmowie z dyspozytorką, a później z lekarzem koorydnującym dowiedzieli się, że mają sami przywieźć poszkodowane dziecko do szpitala. Jakby tego było mało, lekarz pogotowia, z którym rozmawiali wprowadził ich w błąd odsyłając ich do nieistniejącego oddziału chirurgii dziecięcej w szpitalu Bielańskim.

Lekarze ratują życie chłopca

Ojciec, zachowując zimną krew skontaktował się ze znajomą lekarką, która poleciła mu udać się z dzieckiem do szpitala przy ulicy Niekłańskiej. Po dotarciu na miejsce lekarze błyskawicznie zajęli się chłopcem. Dziecko po otrzymaniu zastrzyku z morfiny, błyskawicznie zostało przetransportowane na blok operacyjny. Tam lekarze w pełnej narkozie przeprowadzili operację pękniętej kości udowej.

Lekarz był w szoku

Lekarz przyjmujący chłopca na oddział chirurgii nie mógł uwierzyć, że rodzice usłyszeli od dyspozytorki i lekarza koordynującego, że mają przywieźć dziecko do szpitala sami. Jak stwierdził w rozmowie z nami ojciec dziecka – lekarz z Niekłańskiej powiedział, że w trakcie transportu mogło dojść do przerwania tętnicy i krwotoku. Chciał także w związku z tym wezwać policję. Po usłyszeniu tego wszystkiego rodzice złożyli zawiadomienie do prokuratury.

Maks, znajduje się w domu

W środę Maks, wrócił do domu. Jego obie nogi zostały unieruchomione przez gips. Teraz chłopiec raz w tygodniu musi trafiać do szpitala na kontrolne zdjęcia pękniętej kończyny. Jak podaje ojciec – Karetka przyjeżdża zabiera synka na kontrolę i odwozi do domu. Kontrola przeprowadzona we wtorek rano napawa optymizmem, że obędzie się bez powikłań. W przeciwnym wypadku chłopca czekałaby kolejna operacja, skręcenie kończyny śrubami i długie tygodnie pobytu w szpitalu i unieruchomienie na wyciągu.

Postępowanie w prokuraturze

W rozmowie z szefem legionowskiej Prokuratury, Ireneuszem Ważnym dowiedzieliśmy się, że dochodzenie w tej sprawie zostało przekazane policji. Policja ma dwa miesiące na przeprowadzenie dochodzenia. Ze względu na charakter sprawy i wagę ewentualnych zarzutów sprawę może przejąć Prokuratura Okręgowa. Nie uzyskaliśmy jeszcze odpowiedzi od Wydziału Zdrowia, Mazowieckiego Urzędu Wojewódzkiego nadzorującego pracę Ratownictwa Medycznego.

QK

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *