Facebook

DZIEJE SIĘ U NAS… Dworcowa niedziela

2018-03-16 5:14:55

Ostatnia niedziela miała być tą pierwszą z zakazem handlu. Odnotowano jednak sporą ilość przypadków niezastosowania się sklepów do przepisów ustawy o ograniczeniu handlu w niedzielę. Można przypuszczać, że w następne niedziele nie będzie lepiej, bo w ustawie pozostawiono wiele furtek, które mogą wykorzystywać pomysłowi handlowcy

Z całą pewnością związkowcy, pomysłodawcy wprowadzenia zakazu handlu w niedziele mieli dobre intencje i przyświecały im szczytne cele, jak umożliwienie pracownikom supermarketów spędzania większej ilości czasu z rodziną. Jednak same dobre chęci to za mało. Według niektórych pożądany efekt można było osiągnąć w zupełnie inny sposób, na przykład gwarantując pracownikom handlu odpowiednią ilość wolnych od pracy niedziel.

Podobnymi, szczytnymi intencjami kierował się na przykład Ruch na Rzecz Wstrzemięźliwości, który po kilkudziesięciu latach walki, doprowadził do wprowadzenia prohibicji w Stanach Zjednoczonych Ameryki. Okazało się jednak, że zakaz ten był powszechnie łamany, a jego negatywne skutki przewyższyły płynące zeń korzyści. Dlatego po 13 latach ogłoszono koniec prohibicji.

Zakazy nie są bowiem najlepszym sposobem na zmienianie ludzkich zachowań i przyzwyczajeń. Sam zakaz handlu nie zagwarantuje przecież tego, że pozbawieni możliwości zakupów ludzie, pójdą do kościoła albo do teatru. Nie podejrzewam, aby miały powstawać jak w USA nielegalne czy podziemne supermarkety. Natomiast ludzie mogą na przykład, na przekór intencjom twórców ustawy, oddawać się zupełnie innym i to mało wyszukanym rozrywkom. Oczywiście po uprzednim obfitym zaopatrzeniu się w rozweselające produkty, w małym, rodzinnym osiedlowym sklepie.

Już na samym starcie okazało się, że handlowcy przechytrzyli twórców ustawy. Położone w pobliżu dworców, albo specjalnie nawet przy nich zbudowane galerie i sklepy, skrzętnie wykorzystały zapis umożliwiający sprzedaż towarów podróżnym. Duże możliwości otwierają się także, przed nie objętymi zakazem, stacjami benzynowymi. Tylko patrzeć, jak oprócz kawy i kanapek pojawią się tam stoiska warzywne, z chemią, a nawet mięsne.

Najbardziej rozczulił mnie jednak właściciel jednego z działających w niedzielę sklepów. Zapytany przez reportera, czy klienci dopisali, odpowiedział – „klientów miałem dzisiaj najwięcej od początku roku”. Po czym, poprawił się: – „ to znaczy, podróżnych odwiedzających mój sklep było dzisiaj wyjątkowo dużo”.

Miała być więc niedziela bez handlu, a wyszła – dworcowa niedziela…

ML

Komentarze

8 komentarzy

  1. Krzysztof odpowiedz

    Takie NAKAZOWO-ROZDZIELCZE sterowanie ludźmi i tym kiedy i co mają robić już mieliśmy w PRL-u i do niczego oprócz zacofania oraz długów nie doprowadziło. Widać , że niektórzy nie znają historii , a w każdym razie nie potrafią wyciągać z niej nauki…

  2. Janek odpowiedz

    A ja jestem za wolnymi niedzielami. Nie pamiętacie jak nasi ojcowie walczyli o wolne soboty a teraz z pracujących niedziel mam być zadowolony?. Jeden dzień oddechu od wariactwa sklepowego się przyda, a i przez miasto można przejechać bez korków, w kinach więcej ludzi itd itp. .

    1. Daro odpowiedz

      Owszem zgoda, tyle że przez tyle lat zmieniła się struktura zatrudnienia, coraz więcej ludzi dojeżdża do pracy poza miejsce swojego zamieszkania
      Aby daleko nie szukać, większość mieszkańców Legionowa szuka pracy w Warszawie, rzadko kto może pozwolić sobie na pracę w godz 8-16, jeżeli już nawet to pozostaje kwestia dojazdu do domu
      Ludzie po prostu nie mają czasu i dlatego niedziela dla wielu była jedynym dniem w tygodniu kiedy mogli zrobić duże zakupy z całą rodziną, poszukać ubrań dla dzieci, w spokoju wybrać meble i na końcu iść do kina i obiad
      Druga sprawa o której już pisałem ideologia,czy sprzedawca na stacji benzynowej którego pracodawca zmusza do sprzedawania w niedzielę kiełbachy, wódy czy piwa jest jakimś gorszym człowiekiem któremu nie należy się odpoczynek, dlaczego pozostawiono możliwość sprzedaży dewocjonaliów w niedzielę, to jakiś towar pierwszej potrzeby
      A właściciele małych sklepików już liczą straty

  3. magda odpowiedz

    Cały tydzień zasuwam, wpadam do domu zmęczona z codziennymi zakupami. Sprzątam, przygotowuję się do pracy na kolejny dzień, prasuję i noc. W tygodniu nie mam czasu na przyjemności, a jest tym dla mnie chodzenie po sklepach i galeriach. Do Kościoła nie chodzę, roweru nienawidzę. Chyba właśnie ktoś zadbał, bym kolejny dzień sprzątała i prała. Po miesiącu wysprzątam na błysk i co dalej???

  4. Daro odpowiedz

    Zakaz handlu w niedzielę w formie w jakiej to wprowadzono ma jeden ideologiczny cel dowalić tym znienawidzonym marketom.
    Czy pracownicy stacji benzynowych którzy będą w niedzielę handlować wódą, piwem i kiełbachą są jakimś gorszym sortem
    Paradoksalnie zakaz przyniesie więcej szkód dla pracowników marketów bo pracodawca wydłużył im godziny pracy np do 24 w sobotę

    1. magda odpowiedz

      Paradoksalnie, to Ci sprzedawcy wcale nie byli tak przeciwni pracy w niedzielę. W zamian mieli wolny dzień w tygodniu, mogli sporo pozałatwiać. A teraz już nie.

      1. Daro odpowiedz

        To są właśnie efekty kiedy do głosu dochodzi ideologia zamiast zdrowego rozsądku
        Właśnie w małych sklepikach dochodzi do nagminnego łamania praw pracowników, fałszowania czasu pracy i tu było pole do popisu aby bronić pracowników
        Niestety chodziło jedynie o walkę z marketami

  5. Natalia odpowiedz

    Zakaz handlu w niedziele – to jest głupie i się nie sprawdzi. Nie można ludźmi tak sterować i ustawiać im całego życia. Lepiej zachęcac ich żeby nie spędzali całych niedziel w galeriach. A ludzie niech sami już decydują…. 🙂 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *