Facebook

Dzień Łączności – 18 października

2021-10-17 6:33:54

18 października każdego roku w Polsce obchodzony jest Dzień Łączności. Na pytanie dlaczego akurat w tym dniu obchodzone jest to święto – prawie 50% zapytanych nie potrafiło udzielić wyczerpujących informacji

W wojsku natomiast złośliwi żartobliwie odpowiadają w ten sposób:

„Dlatego, że pod Lenino kiedy polscy żołnierze rozpoczęli atak na pozycje niemieckie dopiero po 6 dniach nawiązano łączność pomiędzy dowództwem, a atakującymi żołnierzami”. Dlatego też pozwoliłem sobie napisać kilka zdań na ten temat.

Pierwszą instytucję umożliwiającą stały kontakt pomiędzy Krakowem a Wenecją powołał król Zygmunt August. Dokumentem datowanym 18 października 1558 r. nadał swojemu dworzaninowi Prosperowi Prowanie przywilej zorganizowania poczty miedzy tymi miastami.

Z tej to właśnie okazji Poczta Polska w 1958 roku wyemitowała znaczek ze stemplem „400 LAT POCZTY POLSKIEJ” (znaczek ten jest w formie bloku i nie na papierze, ale na jedwabiu). I właśnie w tym roku obchodzić będziemy po raz 63. Dzień Łączności.

Nie była to łączność komfortowa. Ludzie, jak i różnego rodzaju bagaże, korzystali ze zwykłych wozów pokrytych opończą, które po ulewnych deszczach grzęzły w błocie, a na drogach suchych, wznosiły tumany kurzu. Zazwyczaj ciągnione były przez jedną parę koni, którą co 30 km. zmieniano na nowe – wypoczęte. Ludzie tymczasem mogli odpocząć, coś zjeść i napić się kawy. Dopiero około 200 lat później wynaleziono dyliżanse pocztowe, powozy bardziej przydatne do przewożenia poczty i ludzi. Należy zauważyć, komfort podróżowania nimi znacznie się poprawił.
Sprawna łączność to nie tylko kadry, środki techniczne, ale także szczególnie w czasie I wojny światowej, a nawet i w okresie międzywojennym, środki żywe, do których zaliczano między innymi gołębie pocztowe i psy meldunkowe. Właśnie tym ostatnim chciałem poświęcić więcej uwagi w artykule.
Użycie psów meldunkowych polegało na wykorzystaniu następujących ich cech: wiernego przywiązania psa do swego pana oraz bardzo dobrego orientowania się w terenie na małych i średnich odległościach. Natomiast użycie gołębi pocztowych polegało na wiernym przywiązaniu do swojego gniazda. Zastosowanie psów do celów wojskowych było znane już w starożytności. Dowodzi tego opis oblężenia Koryntu przez Rzymian w 146 r. pne. Jednak w Europie do przenoszenia meldunków władze wojskowe Francji zorganizowały w 1917 r. pierwszą jednostkę pod nazwą „50 KOMPANIA PSÓW WOJENNYCH”. W skład tego pododdziału obok psów, wchodzili także ich właściciele, treserzy, a także inni jak karmiciele itp. Wojskowi stwierdzili, że do tego celu najlepiej nadawały się owczarki szkockie collie hodowane w Szkocji (nazwa wywodzi się od czarnowłosych owiec szkockich – colleys, których psy te pilnowały). Były one inteligentne, podatne do nauki, szybkie i zwinne, a co najważniejsze, były wierne właścicielowi. Dzięki tym zaletom psy te przewyższały inne rasy jak owczarki niemieckie itp., chociaż zdarzało się często, że i te inne rasy też były do ww. celu wykorzystywane.

Jak zatem odbywało się szkolenie takich psów? Szkolenie te postaram się rozwinąć na nw. przykładzie.
Treser, jego pomocnik i pies znajdują się w punkcie A. Treser wraz z psem przechodził do punktu B oddalonego od punktu A o 400 m. w terenie płaskim. Następnie odsyłał psa z meldunkiem do swego pomocnika pozostającego w punkcie A. Pomocnik zatrzymał zwierzę przez okres około 10 minut , następnie włożył mu do tulejki zapytanie pod adresem tresera i wysłał psa w drogę powrotną do punktu B.
W tym czasie treser przeszedł z punktu B do odległego o 1000 m. punktu C. Pies nie zastawszy tresera w punkcie B pobiegł za nim do punktu C, gdzie odebrał zapytanie od swego pomocnika. Dobrze, gdy odpowiedź została natychmiast zredagowana i wysłana za pośrednictwem psa do pomocnika znajdującego się w dalszym ciągu w punkcie A.

Zaznaczyć należy, że przy przebieganiu pierwszej części drogi 400 m. pies opierał się wyłącznie na swej pamięci, ponieważ odległość jest krótka. Natomiast druga część drogi 1000 m. wymagała od psa odwołania się do węchu. Odległość między punktem B i C ustalono dlatego, aby mieć pewność, że wiejący wiatr w stronę psa nie przynosił zapachu tresera. Oczywiście w zależności od inteligencji i wieku zwierzęcia w początkowym okresie tresury zwiększano lub zmniejszano długość trasy, ale zawsze mierzono czas przebycia drogi przez psa z dostarczeniem meldunku.

W drugim bloku programowym zwracano szczególną uwagę na zachowanie się psa w warunkach zbliżonych do pola walki. W tym celu na trasie między punktem A,B i C ustawiano różnego rodzaju zapory z drutu kolczastego, przegrody wodne itp. oraz wykorzystywano środki pozoracji jak: świece dymne, petardy i race. Dopiero po pomyślnym ukończeniu obydwu bloków programowych pies zdawał egzamin przed specjalną komisją i mógł być wykorzystywany w wojskowej jednostce organizacyjnej. Stwierdzono, że szybkość psa meldunkowego przewyższała w normalnych warunkach szybkość gońca, a przy silnym ostrzale nawet czterokrotnie. Optymalna granica trasy, na której używano z pomyślnym skutkiem psów, wynosiła 4-5 km. Jednak często się zdarzało, że pies pokonywał odległość dwukrotnie większą. Do przenoszenia meldunków podczas I wojny światowej psy meldunkowe zaopatrywane były w specjalną uprząż przedstawioną na powyższym rysunku.

Uprząż psa meldunkowego

Uprząż ta składała się z dwóch nieprzemakalnych płaskich toreb połączonych rzemieniem wokół tułowia oraz obroży z tulejką wykonaną z lekkiego nierdzewnego metalu. W jednej z nich znajdowała się tzw. rezerwowa – wojenna porcja żywności, w drugiej zaś książka ewidencyjna zawierająca dane psa i odbytych przez niego tras. Jednak w okresie międzywojennym, aby zmniejszyć obciążenie psa, a tym samym zwiększyć jego szybkość, zostawiono tylko obrożę z tulejką, do której wkładano rozkazy i meldunki.

Aby jednak utrzymać wzorową łączność między przełożonym a podwładnym, należało przestrzegać ścisłej dyscypliny w stosunku do psów meldunkowych, a mianowicie:
1. Nikomu nie wolno było odżywiać psa meldunkowego oprócz jego przewodnika.
2. Obowiązywał bezwzględny zakaz nawoływania psa w czasie jego biegu z meldunkiem.
3. Obowiązywał bezwzględny zakaz łagodnego obchodzenia się z psem (np. głaskanie, pieszczenie czy też wymawianie zdrobniale jego imienia).
4. Każda wojskowa jednostka organizacyjna powinna mieć na swoim utrzymaniu psy meldunkowe jednakowej rasy (niestety nie zawsze było to z przyczyn obiektywnych przestrzegane).

Poza przenoszeniem meldunków używano psów do przenoszenia gołębi z gołębników za linię frontu. W tym celu w miejsce toreb znajdujących się po bokach tułowia umieszczano dwa małe koszyki, każdy z parą gołębi. Pies dobiegając do linii frontu wyzwalał zębami zawleczkę umocowaną przy koszykach, uwalniając tym samym gołębie z meldunkami umieszczonymi w tulejkach przy nogach. Jak już wcześniej wspomniałem, taka łączność była możliwa, gdy gniazdo gołębi znajdowało się poza linią frontu i dlatego też tę metodę łączności stosowano bardzo rzadko.
Były pomocne przy budowie lekkich linii telefonicznych. Okazały się niezastąpione w roli psa sanitarnego i strażniczego. Z resztą straż wodna, pożarna, policja czy niektóre rodzaje obecnych jednostek wojskowych psów używają do dnia dzisiejszego.

Pod koniec I wojny światowej takie armie jak: niemiecka, francuska i austriacka posiadały na swoim utrzymaniu kolejno 20 000, 12 000 i 14 000 psów meldunkowych.

W naszej armii pierwsze oddziały psów meldunkowych powstały przy Batalionie Telegraficznym w Poznaniu i przy Oficerskiej Szkole Telegraficznej w Warszawie. W 1919 r. obydwie te szkoły liczyły 60 psów. Jednak pod koniec lat 30-tych dzięki wprowadzeniu do wojska radiowych środków łączności hodowle psów zlikwidowano. Czy zrobiono dobrze – nie wiem, niech się wypowiedzą czytelnicy.

Wojciech Brodzik

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *