Facebook

DZIWIĘ SIĘ. Konflikt w szkole – upychają pod dywan

2016-10-12 1:05:07

W starym dowcipie, jeszcze z czasów realnego socjalizmu, pytano: – gdy na polu gniją buraki i ziemniaki, co się najpierw zbiera? Okazywało się, że ani jedno ani drugie. Najpierw zbierał się partyjny aktyw. Podobnym, absurdalnym panaceum na wszystko, w dzisiejszych czasach, okazuje się – szkolenie.

Taki właśnie pomysł – zorganizowanie szkoleń, na rozwiązanie konfliktu nauczycieli i pracowników szkoły z dyrektorką mają władze miasta. O co chodzi w tym konflikcie?
70 proc. kadry placówki zarzuca dyrektorce stosowanie mobbingu, zastraszanie, poniżanie, łamanie prawa pracy, wydawanie niezgodnych z prawem poleceń, podważanie autorytetu nauczycieli i niepochlebne wyrażanie się o samej szkole, a także inne nieetyczne zachowania. Niepochlebną „laurkę” o współpracy z dyrektorką wystawiła także rada rodziców.

Jakie są skutki tego konfliktu dla uczniów? W szkole często nie odbywają się lekcje i nie jest realizowany program. Panuje też zła atmosfera. Nauczyciele bowiem zwalniają się z pracy albo biorą urlopy, to samo pracownicy administracji. Odeszło już ponad 10 osób. Nie zamierza jednak odchodzić, mająca poparcie władz miasta, przyczyna tego konfliktu, a więc sama dyrektorka. Ona, tak samo jak władze, uważa, że receptą na zaistniałą sytuację jest przeprowadzenie szkoleń, nie dla niej – dla nauczycieli.

Już wyobrażam sobie jak miałyby one wyglądać. Zapewne podczas warsztatów nauczycielowi wbijano by szpilę w pewną część ciała, a on miałby uśmiechać się i udawać, że nic go nie boli. Natomiast obrażany, miałby zachować spokój i pogodę ducha, a co najważniej, nie wolno by mu było puszczać pary z ust.
Władze, które wcześniej ukrywały narastający konflikt w szkole, gdy już wyszedł na światło dzienne, jego rozwiązanie chcą przedstawić jako własny sukces. Oczywiście odbycie szkoleń ma być potwierdzone odpowiednimi dokumentami. Z zebrania aktywu też zawsze sporządzano protokół. A gdy już będą mieli odpowiednie podkładki, nikt nie zarzuci im, że nic nie robili albo pod dywan schowali problem. Co jednak stanie się z uczniami i nauczycielami?

Najwyraźniej dzieci i ich edukacja, jak buraki i ziemniaki, są mniej ważne niż dobre samopoczucie rządzących. Oby tylko nie okazało się, że podobnie jak warzywa pozostaną w polu.

MACIEJ LERMAN

mlerman@tio.com.pl

Podobne artykuły

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *