Facebook

FESTIWAL ORGANOWY. Cellorganic

2015-09-16 12:04:01

Wśród utworów zagranych (30 VIII) przez organistę Radosława Marca znalazł się Marsz weselny Mendelssohna; fakt o tyle zabawny, że w tym samym koncercie wystąpiła małżonka organisty, wiolonczelistka Renata Marzec.


Na początku zabrzmiała wiolonczela solo w Serenadzie orientalnej (Serenade orientale) Ryszarda Sielickiego. Zdaje się, że po dotarciu do ostatniego taktu można by tę serenadę snuć dalej. Przypuszczam, iż pani Renacie nie sprawiłoby trudności zaimprowizowanie dalszego ciągu – w tym samym duchu i stylu – tak, aby dziełko trwało dwa, trzy razy dłużej. Tylko po co? Lepiej byłoby je maksymalnie skrócić.
Drugi utwór na wiolonczelę solo, Asturias Albeniza, wypadł o wiele lepiej, a to dzięki takim walorom, jak melodyjność, hiszpański koloryt i faktura sprawiająca złudzenie, że grają dwie wiolonczele.
Czytając w programie: Canonnade, można się było obawiać, że będzie to strzelanina z grubych rur organowych, pod względem ilości decybeli nie ustępująca urządzonej 15 VIII na legionowskim rynku imprezie, której opis w To i Owo opatrzono tytułem Rock i motocykle. Owszem, ten utwór Claude`a Balbastre był głośny, ale także melodyjny, radosny, porywający – natchniony.
Dwie części wybrane z dwu różnych dzieł Bacha złączono w harmonijną całość: śpiewne Adagio (BWV 564) oraz Allegro (BWV 529), będące kunsztowną przeplatanką trzech linii melodycznych.
„Moje serce otwiera się na twój głos” (Mon coeur s`ouvre a ta voix), czyli fragment drugiego aktu opery Saint-Saënsa Samson i Dalila, słynna aria będąca owocem genialnej inwencji melodycznej – została wykonana przez Cellorganic. Jest to nazwa duetu, jaki tworzą Renata i Radosław Marcowie, miano będące zlepkiem nazw instrumentów: wiolonczeli (cello) i organów.
Program koncertu, ułożony pomysłowo, dostarczający publiczności niemałej różnorodności wrażeń, został zarazem upstrzony taką ilością obcojęzycznych tytułów, że dla rozszyfrowania ich trzeba być poliglotą. Przyszedł nam z pomocą Wojciech Włodarczyk. Zawdzięczamy mu skrupulatne spolszczenie owych tytułów, a także pasjonujące komentarze z zakresu muzykologii i historii muzyki. O wspomnianym kompozytorze, Klaudiuszu Balbastre (1724 – 1799), organiście katedry Notre Dame, dowiedzieliśmy się, że grał na organach… zbyt pięknie. Wierni zapełniali świątynię głównie po to, by posłuchać organowej gry, i zapominali o nabożeństwie. Historyjka dająca do myślenia. Według niektórych teologów Dobro i Piękno są tym samym, natomiast przykład Balbastre`a dowodzi, że te dwie wartości mogą z sobą kolidować.
Dzięki panu Wojciechowi wiemy, że tytuł kompozycji Maxa Brucha Kol Nidrei oznacza modlitewną prośbę o zwolnienie z przysięgi danej pod przymusem. Zaś ilustracyjny utwór Saeta (Strzała), autorstwa Eduardo Torresa, byłby bez omówienia mało komunikatywny. (Tu już cytowanie komentarza zajęłoby za dużo miejsca; szkoda.)
Tylko w dwóch przypadkach, panie Wojciechu, byłoby lepiej powstrzymać się od przekładu z francuskiego na polskie. Mam na myśli dwa szlagiery Mendelssohna, których oryginalne tytuły brzmią: La fileuse i Marche Nuptiale. Rozpoznanie już po paru taktach znanych każdemu od zarania majstersztyków, Prząśniczki tudzieżMarsza weselnego, stanowiłoby dla festiwalowego bywalca radosną niespodziankę.

ANTONI KAWCZYŃSKI

Zdjęcie: MOK Legionowo

Podobne artykuły

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *