Facebook

Harmonijny duet wiolonczeli i fortepianu

2016-05-19 3:00:34

Interesujący program w świetnym wykonaniu – tak najogólniej i najkrócej skwitować można koncert dany w niedzielę 15 maja.

Jakub Tchorzewski wystąpił w pałacu po raz trzeci. Spotkanie z młodym pianistą po dłuższej przerwie pozwala skonstatować, jak wielkie poczynił on postępy w ciągu paru ostatnich lat. Jego uderzenie stało się nadzwyczaj miękkie, zarówno w powolnych jak i szybkich fragmentach, co w tym drugim przypadku warte jest podkreślenia, jako że gra presto nie traci wyrazistości. Artyście nie zdarza się uronić ani jednej nutki; nawet w nawałnicy dźwięków słychać wszystko. Inne walory? Umiejętność cieniowania dynamicznego lub – przeciwnie – umiejętność gry idealnie wyrównanej pod względem głośności, choć palce w długim pasażu zaledwie muskają klawiaturę. W powolnych częściach fortepian śpiewa. Jest owa pianistyka absolutnym przeciwieństwem gry dyletanckiej, czyli grzmocenia i bębnienia.

Wiolonczelistka Izabela Buchowska potrafiła oddać zalety swego instrumentu, przede wszystkim pełne, soczyste brzmienie i niezrównaną śpiewność.
Obie partie, wiolonczeli i fortepianu, splatały się wspaniale w dziełach Schuberta i Chopina. Sprawny i zgrany duet wykazał, że nie tylko Schubertowska Sonata „Arpeggione” ocieka melodyjnością. To samo można powiedzieć o Sonacie g-moll op. 65 Chopina, jakże niedocenianej. Dopiero przy takich okazjach, jak omawiany koncert – słuchanie na żywo muzyki w pierwszorzędnym wykonaniu – można się przekonać, że na tle innych opusów ten nie jest bynajmniej obniżeniem lotu. Tematy wszystkich czterech części wydają się być owocem autentycznej inspiracji.

W owe romantyczne ramy wprawiono – jako środkowy punkt programu – Metamorfozy Lutosławskiego, dzieło o skrajnie odmiennej estetyce.
W rozmowie z panem Jakubem wyraziłem takie oto przypuszczenie:
– Zdaje się, że wykonawcy mają tę przewagę nad słuchaczami, iż mogą kompozycję chłonąć nie tylko słuchem, ale i wzrokiem. Patrząc na zapis nutowy widzi pan, jak mądrze jest tam wszystko przeprowadzone. A zatem do przyjemności słuchania dochodzi przyjemność czytania. Natomiast nie będący fachowcem odbiorca ma do dyspozycji „tylko” uszy. Słuch to zmysł najważniejszy i w przypadku Schuberta i Chopina powinien w zupełności wystarczyć, gdy jednak przychodzi kolej na Lutosławskiego, przydałoby się nieco teorii. Teorii, którą w małym palcu ma odtwórca. Tak więc wrażenia zwykłego melomana są w porównaniu z wrażeniami odtwórcy o wiele uboższe.
Artysta przyznał mi rację. On czytając nuty mógł podziwiać zamysł kompozytora. Metamorfozy, czyli przemiany, polegają właśnie na stopniowej przemianie rytmu, od dużych wartości rytmicznych do drobnych. Słuchacz ma wrażenie przyśpieszenia tempa, ale jest to złudne, bo w istocie następuje zagęszczenie faktury.

Szkoda, że tego komentarza nie usłyszałem przed koncertem. Musztarda po obiedzie… Jednakże byłby sposób, aby dało się skosztować musztardy w trakcie biesiady, a to przez zamieszczenie takiego właśnie komentarza w ulotce programowej. Zawarte w niej omówienie Metamorfoz jest interesujące, ale dla zrozumienia intencji kompozytora nieprzydatne. Można było przybliżyć publiczności trudną muzykę, lecz nie wykorzystano tej szansy.

ANTONI KAWCZYŃSKI

toiowo@toiowo.eu

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *