Facebook

HISTORIA. Chłopak ze Zwierzyńca, czyli Wacław Jóźwiak z Legionowa [CZĘŚĆ 1]

2017-12-24 5:59:29

Tym razem historia pana Wacława ze znanej i lubianej w powiecie legionowskim rodziny Jóźwiaków. Ten 97-letni kombatant pomyka po legionowskich ulicach na ciemno-różowym pojeździe elektrycznym i nie opuszcza dosłownie żadnej patriotycznej uroczystości obchodzonej publicznie. Jego przodków łączyły więzy rodzinne zarówno z Wrocławskimi, Gwiazdowskimi czy Krajewskimi.


W pierwszej części wspomnień, którymi pan Wacław podzielił się z „TiO” i bardzo ciekawie je opisał, piszemy m.in. o: jego pasji sportowej, zacięciu do nauki, zaprawie wojennej, a także pracy i handlu, dzięki którym pomagał rodzicom i rodzeństwu. W drugim odcinku czytelnicy będą mogli liczyć na: „love story wojenne”, akowskie akcje i szczęśliwe zakończenie.

Zwierzynieckie lasy

Wacław Jóźwiak urodził się 12 września 1920 r. w Zwierzyńcu (obecnie to teren Legionowa). Jego rodzicami byli – Cecylia (z domu Wrocławska) i Tomasz. Mama pochodziła z osady o nazwie Cegielnia, natomiast ojciec urodził się we wsi Guty, która zaliczała się do gminy Zegrze, w powiecie pułtuskim. Mały Wacław początkowe nauki pobierał w szkole, która mieściła się w koszarach, a zlokalizowana była w miejscowości Jabłonna Legionowa. – Z domu do szkoły było około 2 km, w tym przez las 1,5 km. A las ten był piękny, szczególnie starodrzew-bór. Najpierw do obecnej ul. Sowińskiego był młodniak (20-30-letni las), a dalej, prawie do samej stacji kolejowej – potężne sosny, średnicy 50-70 cm – wspomina pan Wacław. Niestety, w 1927 r. stary bór leżał pokotem na skutek bardzo silnego huraganu, który spowodował wiele szkód także w domach mieszkalnych.

Przedwojenna edukacja

Młody Wacek Szkołę Powszechną skończył w Jabłonnie w 1934 r. Razem z bratem Edmundem i siostrą Joasią kontynuował naukę, zgodnie z zamierzeniami rodziców, którzy planowali dla potomstwa przynajmniej średnie wykształcenie. Po nieudanej próbie dostania się Wacka i Mundka do Państwowej Średniej Technicznej Szkoły Kolejowej, Mundek uczęszczał do Szkoły Rzemieślniczej, a po jej ukończeniu zaczął pracować w Wytwórni Spadochronów w Legionowie. Z kolei Wacek w 1935 r. zdał do Państwowej Szkoły Drogowej w Warszawie. Najmłodsza Joasia również skończyła Rzemieślniczą Szkołę Bieliźniarstwa w Warszawie. Edukacja rodzeństwa możliwa była dzięki temu, że od 1935 r. do wybuchu wojny ich tata prowadził mały sklepik – herbaciarnio-piwiarnię. Uzyskiwany z niego dochód oraz z wynajmu innych lokali pozwalał państwu Jóźwiakom na skromne utrzymanie i opłacenie czesnego w szkołach, które za trójkę dzieciaków oraz ich dojazdy wynosiło miesięcznie około 60 zł. – Nasza mama była zawsze cicha, łagodna i pogodna. Zajmowała się tylko gospodarstwem domowym i dziećmi – wspomina pan Wacław.

Z zamiłowania sportowiec

Podczas szkolnych praktyk mierniczych, które odbywały się w majątku ziemiańskim w Karczmiskach, koło Kazimierza nad Wisłą, zakwaterowani byli w pustym spichrzu, gdzie na drugim piętrze mieli kreślarnię, natomiast stołówka urządzona była w stodole. – Nasza szkoła była zamiłowana w lekkiej atletyce i w grach zespołowych. Wstawaliśmy o 5 rano i biegaliśmy dookoła plantacji chmielu o wymiarach 200×200 m. Po kilku okrążeniach, biegliśmy do niedalekiego strumienia i po kąpieli, wracaliśmy na śniadanie – opowiada pan Jóźwiak. Jak się miało niebawem okazać, sportowe zacięcie, a przez to hart ducha i dobra kondycja Wacka niejednokrotnie ratowało mu życie podczas II wojny światowej albo pozwalało mu wyjść z opresji
Pod koniec czerwca 1939 r. Wacek wyjechał na obóz przysposobienia wojskowego, który trwał 3 tygodnie. W szkołach średnich był to program obowiązkowy. – Ćwiczyliśmy musztrę, taktykę, naukę strzelania na strzelnicy i kilka razy ćwiczenia na Bielanach – wspomina nasz bohater. Obóz zlokalizowany był na obrzeżach Kozienic. Na tym samym piaszczystym poligonie, zwanym „Saharą” ćwiczyła również Szkoła Podchorążych. W tym czasie sytuacja polityczna była niewyraźna. Młodzi nie przypuszczali jednak, że może dojść do wojny. Stało się jednak inaczej i 1 września 1939 r. Niemcy napadły na Polskę. Zajęcia szkolne zostały przerwane i rozpoczęły się intensywne przygotowania do obrony, szczególnie przeciwlotniczej. Błyskawicznie zorganizowano drużyny sanitarne, przeciwpożarowe, kopane były rowy do ochrony przed bombardowaniem.

Wojenna tułaczka

Rozpoczęła się także masowa ucieczka ludności z zachodu przed szybko postępującą armią niemiecką. Ponieważ docierały złe wieści o bestialstwach Niemców, szczególnie młodzież zaczęła wędrować na wschód Polski. Po zgodzie rodziców w drogę wyruszył także 19-letni Wacek, a wraz z nim brat cioteczny Mietek oraz Rysiek, syn znajomego taty. Gdy ruszali w drogę (8 września), niemieckie wojska były pod Łodzią. Szli w kierunku Mińska Mazowieckiego i Siedlec. Od czasu do czasu przelatywały nad nimi niemieckie samoloty bombardując i ostrzeliwując szosę, którą wędrowały masy ludzi oraz tabory wojskowe. – Na odgłos nadlatujących samolotów uciekaliśmy w pole, kładliśmy się w bruzdy i chroniliśmy się jak to było możliwe – mówi pan Jóźwiak. Raz nocowali w jednym gospodarstwie wsi Broszków. Nie zastali tam gospodarzy, ale w zamian powitały ich: świnie, krowy i drób. Złapali wtedy prosiaka i przygotowali z niego oraz ziemniaków strawę. Nad ranem wrócili gospodarze, którzy przed bombardowaniem uciekli do sąsiedniej wsi. Jedzenie im smakowało i nie mieli żadnych pretensji za samowolę w ich gospodarstwie. Niebawem trójka młodzieńców ruszyła w dalszą podróż, pierwotnie planując iść na wschód, a dopiero po tym, jak dogonili ich Niemcy, zdecydowali się na marsz w stronę południa. W ten sposób dotarli do wsi Piaski (20 km od Kocka), gdzie mieszkała rodzina Mietka Szczotki. Pozostali tam w gościnnych progach około 2 tygodni i 5 października 1939 r., po przegranej przez Polaków kampanii wrześniowej, ruszyli w drogę powrotną do Legionowa.

Życie w trakcie niemieckiej okupacji

Po tym, jak Niemcy pozwolili otworzyć szkoły podstawowe, zawodowe i niektóre średnie techniczne, Wacław Jóźwiak ukończył ostatni kurs wydziału budowlano—drogowego w „Kolejówce”. Szybko znalazł sobie pracę drwala, by uniknąć wywózki do Niemiec. Mimo niemieckiego terroru, już w 1941 r. zaczął się organizować w Legionowie i okolicach ruch oporu i konspiracyjne wojsko polskie. Do Związku Walki Zbrojnej, którego potem przemianowano na Armię Krajową przystąpiła także trójka rodzeństwa Jóźwiaków., pomimo tego, że za przynależność do konspiracji groziła kara śmierci czy obóz koncentracyjny, np. Oświęcim, Dachau itp. Na początku 1942 r. Wacław znalazł pracę jako murarz w Ciechanowie (był wtedy na terenie III Rzeszy). Został pracownikiem niemieckiej firmy, która płaciła im 6 marek dziennie.

Konspiracyjna liga okręgowa

W czasie niemieckiej okupacji Wacek miał troszkę czasu także na życie towarzyskie i sportowe. Jeszcze w szkole średniej był przygotowywany do trenowania lekkiej atletyki. – Ze względu na moją szybkość i skoczność profesor od wychowania fizycznego przygotowywał mnie do biegów przez płotki, szczególnie na 400 m – mówi pan Wacław. Oczywiście w czasie wojny kontynuowanie tego rodzaju zajęć sportowych było niemożliwe. Właśnie dlatego Wacław zajął się boksem, który ćwiczył z kolegą Stefanem Coghenem (przed wojną trenował w szkółce bokserskiej w gdyńskiej „Flocie”). Wacka ciągnęło również do piłki nożnej. Trenowali ją najczęściej raz w tygodniu. – Czasami grałem na pomocy, ale przeważnie na obronie. Dzięki swojej sprawności fizycznej robiłem stałe postępy. W efekcie pod koniec okupacji awansowałem z II drużyny do I, która brała udział w rozgrywkach konspiracyjnej Ligi Okręgowej.

Koniec części pierwszej

Olga Gajda

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *