Facebook

HISTORIA. Chłopak ze Zwierzyńca, czyli Wacław Jóźwiak z Legionowa [CZEŚĆ III]

2018-01-14 3:55:14

 

 

Kontynuujemy historię pana Wacława ze znanej i lubianej w powiecie legionowskim rodziny Jóźwiaków. Ten 97-letni kombatant pomyka po legionowskich ulicach na ciemno-różowym pojeździe elektrycznym i nie opuszcza dosłownie żadnej patriotycznej uroczystości obchodzonej publicznie. Jego przodków łączyły więzy rodzinne zarówno z Wrocławskimi, Gwiazdowskimi czy Krajewskimi


W pierwszej części wspomnień pisaliśmy m.in. o: pasji sportowej, zacięciu do nauki, zaprawie wojennej, a także pracy i handlu, dzięki którym młody Wacek pomagał rodzicom i rodzeństwu. W drugim odcinku pan Jóźwiak opowiadał o swojej zaprawie wojennej oraz miłości swojego życia – żonie Stanisławie. Przypomnijmy! Nasz zacny kombatant urodził się 12 września 1920 r. w Zwierzyńcu (obecnie to teren Legionowa). Jego rodzicami byli – Cecylia (z domu Wrocławska) i Tomasz. Mama pochodziła z osady o nazwie Cegielnia, natomiast ojciec urodził się we wsi Guty, która zaliczała się do gminy Zegrze, w powiecie pułtuskim.

PSL – solą w oku

– Na początku czerwca 1945 r. wzięliśmy ze Stasią ślub kościelny, po którym zorganizowaliśmy skromne przyjęcie w mieszkaniu przy Batorego. Niedługo potem, w 1946 r. z grupą znajomych założyliśmy Koło Polskiego Stronnictwa Ludowego. Było ono solą w oku miejscowych władz, podporządkowanych Polskiej Partii Robotniczej (PPR) – wspomina kombatant. W gronie założycieli byli między innymi: oprócz ojca i wujków – Józefa i Piotra Gwiazdowskich, także panowie Mazurkiewicz i Kokosiński. PSL było stronnictwem prawicowym, którego prezesem Zarządu Głównego był wówczas Stanisław Mikołajczyk, wcześniej premier polskiego rządu na emigracji. – Na pierwszym zebraniu na prezesa wybrano pana Mazurkiewicza, a sekretarzem zostałem ja – mówi pan Wacław. W tym czasie Koło PSL szybko poszerzało swe szeregi. W ciągu kilku miesięcy 1946 r. dołączyło do niego ponad 200 członków. – To było szokiem dla rządzącej lewicy, ponieważ wówczas Polska Partia Socjalistyczna (PPS) miała w naszym regionie 40 członków, Stronnictwo Demokratyczne – 18, PPR – około 20 a Stronnictwo Ludowe – 4 członków. Dzięki członkowskim składkom i pomocy życzliwego społeczeństwa wkrótce ufundowaliśmy sztandar naszego Koła, który został uroczyście poświęcony w kościele. Na sztandarze widniał orzeł w koronie, co spowodowało wrogi stosunek wszechwładnej PPR – wspomina pan Jóźwiak. Zaczęły się szykany, zastraszanie a nawet represje. W lipcu 1946 r. pan Wacław stracił pracę, bo zwolnili go na Kolei jako reakcjonistę. Zarząd Koła polecił wtedy zorganizowanie Koła „Wici” i do tej działalności pan Wacław namówił m.in. Barbarę Rykaczewską i Zbigniewa Reronia. Zorganizowali oni Koło, do którego przyłączyło się około 60 młodych ludzi.

Reakcjoniści – bez prawa głosu

Dzięki koleżeńskiej pomocy pan Wacław znalazł pracę w Warszawie, w Spółdzielni Komunikacyjno-Budowlanej, ponieważ miał wykształcenie drogowo-budowlane. Jego żona również pracowała w stolicy, w spółdzielni „Staniola”, która produkowała tubki na pastę do zębów oraz oprawki do szminek. – W następstwie działalności politycznej, w 1946 r. zostałem aresztowany. Stało się to przed referendum. Dopiero następnego dnia, czyli po głosowaniu zostałem zwolniony. Ponieważ w 1947 r., tuż przed wyborami do Sejmu zostałem ostrzeżony, że ponownie zostanę aresztowany, wyjechałem wcześniej do Warszawy i wróciłem dopiero po głosowaniu. I tak zresztą nie mógłbym głosować, bo CAŁA MOJA RODZINA ZOSTAŁA POZBAWIONA PRAWA GŁOSU JAKO REAKCJONIŚCI – opowiada pan Wacław.

Studia na SGGW

W 1947 r. już jako mąż i ojciec pan Jóźwiak rozpoczął dwuletnie studia inżynierskie w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego. Edukację godził z pracą zarobkową. W 1950 r. zmienił pracę. Został zatrudniony jako inżynier w Państwowym Przedsiębiorstwie „Hydrotrest”, które budować miało tamę na Narwi w Dębem. Pan Wacław pracował m.in. przy budowie warszawskiego stadionu przy ul. Wawelskiej, a potem na budowie żoliborskiego kanału burzowego. Za radą i namową Krysi Pawłowskiej, pani Stanisława Jóźwiak (żona) pod koniec 50-tych lat XX w. i po pracy w sekretariacie Narodowego Banku Polskiego ukończyła kurs bieliźniarstwa i gorseciarstwa. Dzięki tym uprawnieniom została członkinią Spółdzielni Rzemieślniczej w Legionowie i rozpoczęła działalność gospodarczą w zakresie gorseciarstwa i bieliźniarstwa. W dystrybucji i handlu bielizną pomagał jej mąż.

Inicjator legionowskiego stadionu

W drugiej połowie lat 50-tych XX w. pan Wacław, już z wykształceniem inżynierskim, miał ustabilizowaną sytuację rodzinną. Razem z żoną i pomocą najbliższej rodziny wychowywali już czwórkę dzieci. Cały czas mieszkali w Legionowie, a codzienne obowiązki pozwalały powoli zapominać o koszmarze wojennym, który dopadł ich na starcie w dorosłe życie. Jak już opisywaliśmy w poprzednich dwóch odcinkach wspomnień pana Wacława, jego zaradność, hart ducha oraz wspaniała kondycja sportowa przyczyniały się do sukcesów, jakie dzień po dniu odnosił w różnych dziedzinach życia. – Zajmowałem się też pracą społeczną. Od 1956 r., przez 2 kadencje byłem radnym w Miejskiej Radzie Narodowej (M.R.N.) w Legionowie i jedną kadencję w Powiatowej Radzie Narodowej w Nowym Dworze Mazowieckim z ramienia Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego. W efekcie byłem m.in. inicjatorem i prezesem Społecznego Komitetu Budowy Stadionu Sportowego w Legionowie – opowiada pan Wacław. Początkowo w Komitecie było 10 osób, spośród których największą aktywnością odznaczała się czwórka: Bogdan Malechowski, kapelan ks. Jan Mrugacz, Jan Szulc i Wacław Jóźwiak. Ponieważ w tamtych czasach władza uzależniała finansowanie określonych projektów budowlanych od społecznego zaangażowania pomysłodawców, w związku z tym na początku postarali się o przyznanie terenu na stadion. Udało się, bo na ten cel przeznaczono nieużytki na rogu ulic Sobieskiego i Parkowej w Legionowie.

Społeczne zaangażowanie

– Dzięki wykształceniu i doświadczeniu w kolejnym etapie wykonałem społecznie plan sytuacyjny i założenia projektowe. Zawiozłem je do Wojewódzkiego Komitetu Kultury Fizycznej (WKKF) i zostały one zatwierdzone. Następnie wykonałem projekt wstępny i pomiary geodezyjne, w czym pomagali mi dwaj synowie. Na tej podstawie zrobiłem przybliżony bilans mas ziemnych – opowiada pan Wacław. Za kolejne etapy prac przy budowie stadionu odpowiadał już ks. Mrugacz. Z relacji pana Wacława wynika, że księdzu udało się wypożyczyć od swojej jednostki wojskowej spychacz z operatorem, który wykonał prowizoryczną niwelację terenu. Dzięki tym pracom pod przewodnictwem i przy zaangażowaniu Społecznego Komitetu, WKKF przydzieliło fundusze na dalszą budowę stadionu. Pod koniec 1957 r. Powiatowa Rada Narodowa z Nowego Dworu Mazowieckiego przekazała Komitetowi większą sumę pieniędzy. – Zrobiła to jednak perfidnie. Pieniądze dostaliśmy bodajże 29 grudnia 1957 r., a dotacja miała być wykorzystana do końca roku, bo w przeciwnym razie traciła wartość – wspomina pan Jóźwiak.

Feta bez pomysłodawców

Szczęśliwie na wspaniały pomysł wpadł Jan Szulc, który wymyślił jak szybko można wykorzystać te środki finansowe. Doradził, by zakupić prefabrykaty na ogrodzenie stadionu. Błyskawicznie pojechali więc do Zegrza, gdzie była wytwórnia prefabrykatów i momentalnie przeleli dotację na jej konto. Dzięki temu zakupowi, przez kolejne miesiące Jan Szulc powoli grodził teren stadionu, w czym pomagali mu żołnierze społecznie werbowani przez kapelana i młodzież licealna przysyłana przez dyr. Chruściela. I właśnie dzięki temu zaangażowaniu społecznemu, dalsze prace związane z powstaniem stadionu w Legionowie finansowane były już przez województwo. – Oczywiście otwarcie stadionu w latach 60-tych odbyło się z wielką fetą. Śmietanka z P.R.N. i M.R.N. odbierała gratulacje, ale zapomniała oficjalnie podziękować inicjatorom tego przedsięwzięcia. Nie zaprosili nas, w tym prezesa Komitetu Społecznego na trybunę honorową. Gdy uczynili to dopiero za sprawą kapelana Mrugacza na początku uroczystości, odmówiłem wejścia. Odwróciłem się na pięcie i powiedziałem niecenzuralne słowo – dodaje Wacław Jóźwiak

Rodzina państwa Jóźwiaków

W 1946 r. jako pierwszy urodził się Andrzej, syn państwa Jóźwiaków, następnie Stanisław i Włodzimierz. Wszyscy dostali się na studia, ale Politechnikę Warszawską ukończył Stanisław a Akademię Medyczną – Włodzimierz. Najmłodsza z rodzeństwa Magdalena pojawiła się na świecie w 1957 r. W 1979 r. ukończyła dwuletnie studium medyczne w Konstancinie i otrzymała tytuł technika fizykoterapii. Pan Wacław mieszka teraz z nią i jej mężem Tomaszem w Legionowie. Pani Magda Obręczarek pracuje w legionowskim Domu Pomocy „Kombatant”. Najstarszy syn Andrzej mieszka z żoną, synem i wnukami w Australii, młodszy Stanisław z rodziną w USA, a Włodzimierz, podobnie jak jego żona jest lekarzem i pracuje w warszawskim szpitalu.
Do powyższego tekstu wykorzystałam m.in. spisane wspomnienia pana Wacława Jóźwiaka, które są w Muzeum Historycznym w Legionowie.

Wysłuchała i opracowała Olga Gajda
(koniec)

CZEŚĆ 1
CZĘŚĆ 2

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *