Facebook

Historia dziewczynki ze zdjęcia (cz. II)

2016-07-13 2:21:03

Pod koniec sierpnia lub na początku września 1944 r. hitlerowcy wywieźli panią Janinę na roboty do Niemiec. Dokładnej daty nie pamięta. Miała wtedy niecałe 16 lat. Trafiła tam razem z dwoma starszymi siostrami: Zuzanną i Genowefą. Pracowały w fabryce tkackiej, a mieszkały w barakach. Podczas bombardowań zginęły tam między innymi: pani Weronika Dobraszczyk (nauczycielka z Nieporętu), Krysia Górska (z Legionowa), Krysia Królikowska z Wołomina i Marysia Sosińska z Nieporętu.

Oto druga część (ostatnia) wspomnień pani Janiny Wieczorek (z domu Pietrzak), która urodziła się w Nieporęcie. W „TiO” nr 25 przedstawiliśmy zdjęcie wykonane podczas wojny, na którym pani Janina rozpoznała większość osób ze swojej klasy, podając ich imiona i nazwiska. Te szczegóły dotyczyły nauki w Szkole Podstawowej w Nieporęcie, której ówczesnym kierownikiem był Bronisław Tokaj.

Koniec dzieciństwa
Pani Janina nie należała do nieporęckich struktur Szarych Szeregów ani Armii Krajowej. Była na to za młoda. Zajmowała się natomiast roznoszeniem specjalnych gazetek, w których dystrybucję był zaangażowany jej tata. Jej sąsiadem był mały Stasio Sosiński (obecnie członek Pocztu Sztandarowego Koła nr 1 w Legionowie ŚZŻAK). – To był specjalista od łowienia ryb w Samicy (przepływa przez Nieporęt). Wielokrotnie podczas okupacji kąpaliśmy się w tej rzece, bo w wielu miejscach była płytka. Natomiast Staś Sosiński doskonale wiedział, gdzie są takie głębsze dołki i zastawiał tam swoją koszałkę-opałkę do łapania ryb. Często przychodził do mnie i mówił: … „Jasia, Jasia chodź ze mną, chodź. Ja będę wyrzucał te ryby, a ty będziesz je zbierała i wrzucała do koszyka”… . Dzięki tej pułapce jedliśmy częściej ryby, a wśród płotek zdarzały się też szczupaki – opowiada pani Janina.

- W dzieciństwie pomagałam Stasiowi Sosińskiemu łowić ryby w Samicy - opowiada pani Janina.

– W dzieciństwie pomagałam Stasiowi Sosińskiemu łowić ryby w Samicy – opowiada pani Janina.

Wywózka na roboty
Pod koniec sierpnia bądź na początku września 1944 r. rodzina państwa Pietrzaków (podobnie jak i innych mieszkańców Nieporętu i pobliskich wsi) została wypędzona z domów. Niemieccy żołnierze uniemożliwiali im wtedy zabranie dobytku i przekonywali, że Polacy zostaną wywiezieni w miejsca, w których otrzymają potrzebne im rzeczy. – Najpierw samochodem ciężarowym zawieźli nas do Rembelszczyzny, w której starsze osoby od młodszych rozdzielili na dwie grupy – wspomina pani Janina. Następnie razem z dwoma siostrami została przetransportowana do fortów w Zakroczymiu. Od tego czasu aż do połowy 1945 r. nic nie wiedziała, co się dzieje z resztą rodziny. – W Zakroczymiu spałyśmy w piwnicy na słomie, gdzie momentalnie oblazły nas pchły. Gdy następnego dnia Niemcy zapytali, kto na ochotnika chce jechać dalej, zgłosiłyśmy się. Nie chciałyśmy zostać w fortach – opowiada. W efekcie trafiły na 3 tygodnie do Piły, gdzie o głodzie i chłodzie pędzono Polaków pod lufami karabinów do ciężkiej pracy w lesie. Spali w barakach na gołych i drewnianych pryczach. W nocy dokuczały im bardzo pluskwy i wszy. Pani Janina do tej pory czuje skrępowanie, gdy opowiada o ich kąpielach i dezynsekcjach, które odbywały się w Niemczech. – Duże grupy kobiet Niemcy kierowali do łaźni, a my bałyśmy się czy to aby nie krematoria. Nasze ubrania były wtedy odwszawiane, a odbierali je od nas mężczyźni z taczkami. Byłyśmy wtedy nagusieńkie… – mówi. Od października 1944 r. aż do wyzwolenia, pracowały w niemieckiej fabryce tkackiej w Emsdetten (Westfalia). Ich praca trwała po 12 godzin, z godzinną przerwą obiadową. – Jedzenie było znośne. Nie była to taka iście niewolnicza praca. Dostawaliśmy za nią jakieś grosze. Ważne też, że Niemcy zachowywali się w porządku wobec pracowników. Tamtejsze kobiety przynosiły nam ubrania, gdy widziały, że w listopadzie chodzimy na bosaka i chłodno ubrane – dodaje pani Janina. Z grupy około 50 Polek, w których przebywała pani Janina, zginęło podczas bombardowania kilka kobiet. Jego celem była fabryka, ale szczęśliwie akurat tego dnia była w niej awaria prądu i Polki nie musiały pracować. Chęć bycia w harcerstwie młoda Janka zrealizowała dopiero w 1945 r., tuż po wyzwoleniu ich w Niemczech. To tam została harcerką.

Niemiecka karta zatrudnienia pani Janiny.

Niemiecka karta zatrudnienia pani Janiny.

Od przedszkola do Legionowa
Po powrocie do Nieporętu, młoda Janka rozglądała się za pracą. Skończyła kurs dla przedszkolanek organizowany przez Chłopskie Towarzystwo Przyjaciół Dzieci i zaczęła pracować w zawodzie. Najpierw na stażu w nieporęckim przedszkolu, a potem za Powsinem, gdzie została zakwaterowana. Po dwóch miesiącach wróciła i skierowali ją do pracy w przedszkolu na Bukowcu, w Legionowie (przy ul. Wilczej). Pani Janina męża poznała w legionowskim przedszkolu i dochowała się trojga dzieci: Jadwigi (po mężu Leszczyńska), Jerzego i Pawła. Obecnie Janina Wieczorek z domu Pietrzak ma 87 lat i od młodzieńczych lat mieszka w Legionowie. Jej nieporęckie ślady to wspomnienia, zdjęcia i niewielka działka w Nieporęcie, a dokładnie przy ulicy Nowolipie. Miała siedmioro rodzeństwa. Jej rodzice: Marianna z domu Borkowska pochodziła z Rembelszczyzny, a ojciec Józef Pietrzak – z Nieporętu. Pracował w Zegrzu, w fabryce zwanej potocznie „Gazówką”, ponieważ produkowane w niej były maski gazowe. Pani Janina jest szczęśliwą prababcią. Ma ośmioro prawnucząt.

Olga Gajda

Pierwszą część historii pani Janiny przeczytasz:

Historia dziewczynki ze zdjęcia

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *