Facebook

POLSKIE ROCZNICE. Jaruzelski: Zestrzelić Ikara

2015-07-16 1:27:10

16 lipca 1975 r. Dionizy Bielański, instruktor lotniczy z Opola, podjął – nieudaną i tragiczną – próbę ucieczki samolotem AN-2 do Austrii. Zestrzelono go nad terytorium Czechosłowacji (Słowacji) dosłownie kilka kilometrów od austriackiej granicy. Rozkaz zestrzelenia cywilnej polskiej maszyny wydał z Warszawy ówczesny szef MON towarzysz Wojciech Jaruzelski.

O 15.56 maszyna pilotowana przez Bielańskiego roztrzaskała się o ziemię i stanęła w płomieniach. W tym momencie 36-letni pilot, mąż oraz ojciec dwóch córek, już nie żył. Zestrzelenie cywilnego samolotu nie było typowym zadaniem dla pilota myśliwca – co więcej, było niezgodne z prawem. Dlatego też Vlastimil Navratil, pilot, który nacisnął spust, kilkakrotnie dopytywał się dowódcy przez radio, czy rzeczywiście ma to zrobić. Gdy wylądował na lotnisku w Brnie usłyszał: „Naciskał na to sam Jaruzelski”.

Wróg ustroju
Dionizy Bielański miał szczęśliwą rodzinę, był absolwentem szkoły lotniczej w Dęblinie, pilotem z zamiłowania, a w latach 70. zdobywał trofea dla Aeroklubu Opolskiego. Praca, którą wykonywał, była spełnieniem jego marzeń: w 1975 roku pracował we wrocławskim Zakładzie Usług Agrolotniczych, opryskiwał pola, co było bardzo dobrze płatne. Marzył o pilotowaniu samolotów rejsowych LOT-u. Ponoć dlatego pilnie uczył się angielskiego. Uczył jednak też swoje córki, gdy wspólnie słuchali zachodnich piosenek i tłumaczyli ich słowa ze słownikiem. Jako pilot w okresie komunizmu był z góry podejrzany, bo co pewien czas jakiś polski pilot wylatywał z kraju i nie wracał. Najczęstszym celem wypraw były duńska wyspa Bornholm na Bałtyku oraz południowa Szwecja, ale próbowano uciekać także do Austrii nad Czechosłowacją. Stąd też Służba Bezpieczeństwa starała się mieć jak najwięcej współpracowników wśród osób należących do tego środowiska. W 1971 roku postanowiła zwerbować Bielańskiego na tajnego współpracownika. Próba nie powiodła się: pilot nie tylko nie chciał współpracować z bezpieką, co więcej, miał negatywne zdanie na temat ustroju.

Życie na podsłuchu
Skoro nie dał się zwerbować, stał się obiektem, który należy obserwować i rozpracować. Wielu jego znajomych, jak okazało się po latach, składało na niego donosy. „Doszło między mną a obywatelem Bielańskim do sporu parę dni temu. Chodziło o klucz od szafy, który otrzymałem od szefa wyszkolenia. Okazało się, że ob. Bielański w szafce w biurze przechowuje rakietnicę i mapy” – można przeczytać w donosie, który pod koniec 1971 roku na pilota złożył TW „Bogumił”.
– Potem okazało się, że były to sztuczne ognie na sylwestra robione przez Dyzia – mówił tajny współpracownik po latach w rozmowie z córką swojego byłego kolegi w filmie dokumentalnym TVP „Zestrzelony nad Czechosłowacją” (całość dostępna na Youtube), określając swoje zachowanie jako „głupie i niekoleżeńskie”. Jednak wówczas nikomu nie było do śmiechu. Esbecja przyjęła, że Bielański może chcieć podpalić aeroklub, w którym pracował. Pilot został zwolniony i przez długi czas nie mógł znaleźć pracy, także dlatego, że nie otrzymał z aeroklubu opinii na swój temat.

Teczka „Ikara”
Gdy go wyrzucano, prosił: „Wydajcie mi opinię taką, jaka mi się należy. Gierek mówi, wasz sekretarz, że w Polsce jest miejsce dla partyjnych i niepartyjnych, wierzących i niewierzących. Ja już sobie dam radę, tylko żeby mi nie szkodzić, żebyście nie nazywali mnie sabotażystą. Tego tylko chcę, ja sobie sam znajdę pracę, a jeśli nie, to proszę mnie zamknąć do więzienia, bo mogę coś ukraść. A jeżeli nie, to wyrzućcie mnie za granicę, bo ja w końcu muszę żyć!” – mówił do pracownika Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Wiemy to dzięki zapisowi podsłuchu telefonicznego. Donosy i nasłuchy z mieszkania znajdują się dziś w teczce „Ikar”, założonej przez SB. Wynika z nich, że od 1972 roku Służba Bezpieczeństwa podejrzewała Bielańskiego o chęć ucieczki. Wspomniany już TW „Bogumił” mówił esbecji o tym, że mężczyzna skupuje dolary, uczy się angielskiego i zbiera materiały, dzięki którym mógłby za granicą przedstawiać siebie jako ofiarę systemu. Problem w tym, że ze swoich rzekomych planów w ogóle nie zwierzał się członkom rodziny. Naukę języka wiążąc jedynie z chęcią pracy w LOT.

Zestrzelenie za zgodą szefa MON
Bielańskiemu w 1975 roku udało się znaleźć pracę we wrocławskim Zakładzie Usług Agrolotniczych. Wciąż jednak interesowała się nim bezpieka, a w zakładzie pracy wypytywali o niego milicjanci. Wiedział, że mogą z dnia na dzień odebrać mu licencję. Niewykluczone, że podjął próbę ucieczki w obawie, że wkrótce utraci w ogóle taką możliwość, jak dawały mu skrzydła. Swój ostatni lot Bielański rozpoczął w Gawłówku koło Bochni. Osoby, które widziały go po raz ostatni, twierdzą, że do samolotu wsiadał spokojny i uśmiechnięty.
Gdy zbliżał się do granicy z Czechosłowacją, zastępca dowódcy Wojsk Ochrony Powietrznej Kraju nawiązał kontakt z ministrem obrony narodowej gen. Wojciechem Jaruzelskim. Procedura była bowiem taka: zestrzelić można było samolot, ale tylko po stronie polskiej. Po przekroczeniu granicy z innym państwem bloku wschodniego odpowiedzialność przejmowali sąsiedzi. Jednak nie podejmowali oni samodzielnej decyzji – zgodnie z wewnętrznymi ustaleniami wojsk Układu Warszawskiego na zestrzelenie samolotu zgodę musiał wydać minister obrony narodowej państwa, z którego wyleciał samolot.
Około 15.00 Bielański przekroczył granicę z Czechosłowacją. Starał się lecieć jak najniżej, by uniknąć złapania przez radary, jednak namierzono go jeszcze nad terytorium Polski. Niebawem dołączyły do niego 4 czechosłowackie myśliwce. Miały za zadanie zmusić go do lądowania – sygnałami i strzałami ostrzegawczymi. Bielański jednak nie odpowiadał na nie; starał się uciec. W końcu padły śmiertelne strzały.

Szukając sprawiedliwości
Strącenie samolotu zmieniło życie pilota, który wykonał rozkaz. 9 miesięcy po wydarzeniu Vlastimil Navratil zrezygnował ze służby. – To wydarzenie wpłynęło na moją psychikę i spowodowało problemy w życiu osobistym – zeznawał później. Sprawa, która miała zostać zamknięta jeszcze w latach 70. ubiegłego wieku, wypłynęła bowiem po upadku komunizmu. Za jego czasów obowiązywała bowiem jedna wersja: doszło do nieszczęśliwego wypadku. Kilkanaście lat temu swoje śledztwo zaczęli prowadzić Słowacy. Także polski Instytut Pamięci Narodowej bada sprawę. W 2009 roku obecny prezes IPN, dr Łukasz Kamiński, odnalazł notatkę opolskiego milicjanta, który zapisał informację na temat śmierci Bielańskiego. „Samolot zestrzelony został na terenie Czechosłowacji w miejscowości Trnawa k. Brna w dniu dzisiejszym o godz. 15.56 na polecenie Ministra Obrony gen. W. Jaruzelskiego”. Prawdziwą wersję wydarzeń i sprawstwo Jaruzelskiego potwierdziły też dokumenty źródłowe z Czech i Słowacji.
Prokuratura IPN rozpoczęła procedurę przygotowawczą do procesu, jednak najpierw Jaruzelski zachorował, a potem (2013) zmarł. Dionizy Bielański zginął w drodze ku wolności. Ten, który wydał na niego wyrok śmierci, nie odpowie ani za tę, ani za inną zbrodnię. W III RP towarzysza Jaruzelskiego pochowano z honorami na Powązkach, a nad jego trumną zgodnie pochylili się prezydenci Wałęsa, Kwaśniewski i Komorowski.

Robert Szydlik

r.szydlik@tio.com.pl

Podobne artykuły

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *