Facebook

HISTORIA. Nasz Rynek [CZĘŚĆ II]

2020-06-05 8:34:34

Msza polowa na legionowskim Rynku, 3 V 1933. Po lewej kamienica Smoleńskich i inne budynki opisywane w poprzednim odcinku Po prawej domy Wronów i Szczotków

O tym, jak pan Antoni “Dorsz” Stępień sprowadzał ryby wprost z Bałtyku, legionowianie chronili się przed bombami w lodowni pana Wojciecha Ocipińskiego i jak władza ludowa ukradła sklep panu Szymonowi Mazurkowi


Przy Rynku, ale trochę w głębi, przy ulicy Sienkiewicza, znajdował się budynek, w którym mieściło się kierownictwo i biura Powszechnej Spółdzielni Spożywców. Początki tej instytucji w Legionowie sięgają jesieni 1939 roku. Po wojnie spółdzielczość została podporządkowana wymogom ideologicznym i stała się narzędziem uspołecznienia handlu i usług. Sklepy i warsztaty przetwórczo-usługowe pod szyldem PSS zmonopolizowały legionowski rynek i na nich w głównej mierze opierało się zaopatrzenie ludności. Niestety, odbywało się to często kosztem zajęcia lokalu sklepowego lub warsztatu należącego do prywatnego właściciela.
Do licznych w Legionowie masarzy dołączyła w pewnym okresie rodzina Anieli i Stefana Wiśniewskich. Na ich posesji, prawie naprzeciwko biurowca PSS, w warsztacie masarskim wyrabiano wędliny i rozbierano tusze, które sprzedawano w przyległym sklepie. W tym samym domu przez długie lata pan Kazimierz Staciwo w swoim zakładzie fotograficznym utrwalał podobizny legionowian U  niego wykonywano po chrzcie pierwszą fotografię niemowlęcia, utrwalano dzień komunii i ślubu oraz wykonywano zdjęcia do pierwszej legitymacji szkolnej i innych osobistych dokumentów.
Przy ulicy Piłsudskiego, w drewnianym parterowym domku, pan Antoni Stępień, którego powszechnie nazywano Dorszem, prowadził sklep rybny. Podziwiać należy jego organizację zaopatrzenia. Porozumiał się on z kolejarzami, którzy codziennie nocnym pociągiem z Gdańska dowozili beczkę śledzi, skrzynki wędzonych szprotek i pojemniki świeżych ryb. Całe to zamówienie wynosili z pociągu na peron w Legionowie. Takiej jakości ryby trafiały po południu na obiadowe stoły w naszym mieście.
Chyba w tym samym domu, ale od strony ulicy Batorego, Józef Kuleczko miał sklep z taką różnorodnością artykułów, że trudno po latach określić jego podstawowy asortyment. Chłopcy z pożądaniem patrzyli na dużą siatkę różnokolorowych gumowych piłek, która była przywiązana przed wejściem jako reklama. Byli tacy, którzy dawali upust swojej sportowej pasji i z wyskoku, tzw. nożycami kopali siatkę z piłkami. Zrozumiałe, że ich wyczyn powodował oburzenie właściciela. W tym samym budynku był warsztat szewski Józefa Kiełbasińskiego.


Naprzeciwko, w podwórku za budynkiem, w którym mieściła się mydlarnia, znajdowała się kuźnia, w której mistrzem sztuki kowalskiej był (?) Piechur. Tam, w  szopie, w rozpalonym do czerwoności koksie rozgrzewano żelazo, z którego młotami formowano podkowy. Po ostudzeniu w wodzie, w kłębach pary, mocowano je na kopytach koni. To było podstawowe zajęcie, ale ,,złota rączka” właściciela sprawiała, że reperowano wozy konne, motocykle i samochody oraz… garnki. W sąsiedztwie (?) Chojnowski miał pracownię obuwia. Na rogu, przy Reymonta Henryka Chodkoska w budce przygotowywała w mroźne dni grzańca według włąsnej receptury. Polegała ona na pomieszaniu piwa z gorącą wodą..
W ,,drewnianych kamienicach” rodzin Szczotków i Wronów, przy Rynku wzdłuż ulicy Sienkiewicza, wśród kilku sklepów zmieniających właścicieli i asortyment, niezmiennie, bo od 1945 roku przez wiele lat funkcjonował sklep i warsztat naprawy rowerów Mariana Litwińskiego. W latach sześćdziesiątych warsztat ten przeniósł do własnego domu na ulicy Kościuszki. Dom zbudowano na działkach, które były własnością jego teścia, Tomasza Jóźwiaka, który był gajowym w majątku Maurycego Potockiego i jednym z pierwszych nabywców nieruchomości. W domu tym kontynuował naprawę rowerów. Obecnie w tym miejscu prowadzi tą samą działalność jego syn Adam. Blisko siedemdziesięcioletnią tradycję zawodową podtrzymują stare szafki i narzędzia (kowadło i imadło) pamiętające okres pionierski.


W domach Szczotki i Wrony drugi z właścicieli prowadził sklep z materiałami piśmiennymi. Dalej znajdował się sklep mięsny Stanisława Jakimiaka z artykułami gospodarstwa domowego oraz materiałami włókienniczymi (“bławatny”) Jerzego Andrzeja Pietrzaka , w którym następnie znajdowała się pracownia krawiecka ,,ciężkiego” Kazimierza Makowskiego. Obok była pasmanteria Stefanii Deplewskiej, (?) Nowackiego z artykułami piśmiennymi i spożywczy (?) Karczmarzewskiego.. Ten ostatni przedwojenni uczniowie przypominali sobie jako miejsce, w którym nabywanie małych czekoladek nazywanych anglassami powiązane było z tajemnicą wyjaśnianą po rozdarciu opakowania. Były w nich ukryte serie obrazków historycznych, geograficznych, sławnych ludzi, przyrodniczych i innych. Na każdym obrazku znajdował się krótki opis wyjaśniający. Kupienie 100 małych czekoladek nagradzane było nagrodami, co pobudzało pasję kolekcjonerską, ale po drodze spełniało wymiar dydaktyczny.
Na Rynku, wzdłuż ulicy Piłsudskiego, znajdował się sklep z materiałami budowlanymi i żelaznymi prowadzony przez mojego ojca Ładysława Łuczaka i Józefa Etminisa. Można w nim było nabyć wszystko, co było niezbędne do wybudowania domu, począwszy od gwoździ a skończywszy na deskach, wapnie i cemencie.
Obok państwo Anna i Antoni Malinowscy, ze swoim zięciem Leopoldem Buczackim prowadzili sklep spożywczy, już wtedy nazywany ,,Po schodkach”. Pani Anna, znana z pomysłowości i talentu, była uprzednio właścicielką pracowni krawieckiej przy ul. Jagiellońskiej 7. Córka z zięciem mieszkali na zapleczu sklepu. W lato przez okna ich mieszkania słychać było panią Lilię Buczacką. Ćwiczyła śpiew przy akompaniamencie pianina, na którym grał jej mąż. Za sklepem spożywczym pani (?) Jankowska, żona mechanika z Warszawskiej, miała sklep galanteryjny, którego gustowną wystawę ozdabiała duża lalka. W tym samym domu, ale od strony ulicy Sienkiewicza, swoją karierę fryzjerską rozpoczął Stefan Krauze.
Po przeciwnej stronie, na rogu, znajdowała się masarnia Wojciecha Ocipińskiego
Po wojnie właścicielem masarni został Szymon Mazurek. Wybudował narożny dom, mieszkał na jego piętrze, na parterze zaś urządził sklep, w którym sprzedawał mięso i wykonane według własnej receptury wędliny. Gospodynie chwaliły ich jakość wskazując, że zakupiły je ,,U Mazurka”. Właściciel wszelkimi sposobami przeciwstawiał się upaństwowieniu. Władze, aby przełamać jego opór, postanowiły użyć siły. 1 grudnia 1949 roku milicja z bronią w ręku wkroczyła do mieszkania i  zatrzymała Szaymona Mazurka oraz Stanisława Krzeszewskiego, których osadzono w areszcie. W nocy przejęto masarnię i sklep. Następnego dnia sklep rozpoczął sprzedaż wędlin i mięsa należących do dotychczasowego właściciela, ale już pod szyldem PSS. Po upaństwowieniu, nad wejściem pojawiły się nowe nazwy ,,Rzeźnik”, a potem ,,Mięso” i ,,Serdelek”. Starsi mieszkańcy długo jeszcze używali określenia ,,U Mazurka” i żyli wspomnieniami jakości dawniej zakupywanych wędlin i pełnych półek. W przeciwieństwie nowe nazwy kojarzyły się z zapytaniem ,,co dziś rzucili?” i wystawaniem przed sklepem w długich kolejkach ,,za mięsem”.
Cdn.

Aleksander Łuczak
Autor (ur. 1943)
jest profesorem historii, byłym wicepremierem,
ministrem edukacji
i ministrem nauki.
Mieszka w Legionowie.

Tytuł, podtytuł
i wyróżnienia pochodzą
od redakcji.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *