Facebook

HISTORIA. Nasz Rynek [CZĘŚĆ I]

2020-06-03 8:49:26

Przyrządzone proszki wydawano w białych torebeczkach,
zaś płyny w małych buteleczkach, do których gumką była przymocowana karteczka
ze sposobem użycia i zamkniętych lakowanym lub zakręcanym korkiem.
W aptece przez wiele lat pracowały farmaceutki Bronisława Żodkiewicz
i Melania Skusz

Centrum życia handlowego znajdowało się na Rynku. Cała jego prostokątna powierzchnia była wybrukowana ,,kocimi łbami”. Na środku znajdowała się duża żeliwna pompa wodna, uruchamiana dźwignią, której koniec zwieńczała metalowa kula. Okalające rynek ulice były również wybrukowane


Na rogu Rynku i Batorego znajdowała się apteka. Nad wejściem do niej przez długie lata wisiał metalowy prostokąt z przedwojennym liternictwem, na którym na białym tle widniał niebieski napis: ,,Apteka”. Jej założycielem przed wojną i właścicielem był farmaceuta Jan Piętka. Kiedy zmarł w 1944 roku, zgodnie z obowiązującym prawem, według którego apteki mogą być prowadzone tylko przez osoby posiadające wykształcenie farmaceutyczne, została ona przekazana w dzierżawę kuzynowi Tadeuszowi Cieślawskiemu.
Po wojnie apteka została upaństwowiona ale jej wystrój: szafy, szuflady, słoiki, możdzieże, wagi i inne niezbędne meble i sprzęty farmaceutyczne przypominały dawne czasy. Na półkach panował ład, a po wejściu zewsząd unosił się zapach proszków i chemicznych płynów przemieszany z wonią ziół suszonych. Tylko nieliczne leki były sprzedawane ,,od ręki”, większość miała wypisany przez lekarza skład chemiczny, według którego leki były sporządzane ,,do odbioru” na drugi dzień. Przyrządzone proszki wydawano w białych torebeczkach, zaś płyny w małych buteleczkach, do których gumką była przymocowana karteczka ze sposobem użycia i zamkniętych lakowanym lub zakręcanym korkiem. W  aptece przez wiele lat pracowały farmaceutki Bronisława Żodkiewicz i Melania Skusz.
Za apteką pańastwo Maria i Kazimierz Karkowscy prowadzili sklep z gospodarstwem domowym, a pan Przybyszewski sklep zielarsko-farmaceutyczny. Obok sklep mydlarsko-farbiarsko-chemiczny pana Bieniasa zaskakiwał szyldem-reklamą: ,,Olla gum” i tym, że jako jedyny w Legionowie sprzedawał….prezerwatywy. Z tego powodu powtarzano wierszyk: ,,U Bieniasa wielki szum, bo sprzedają Olla gum”. Były to produkty szwedzkiej firmy, która reklamowała się powiedzonkiem: ,,Prędzej ci serce pęknie”.

Założycielem apteki, do dziś znajdującej się na rogu ulic rynek i Batorego, był pan Jan Piętka
(na zdjęciu)

Po tej samej stronie małżeństwo Józefa i Antoni Smoleńscy (pan z czarnym wąsikiem), od lat przedwojennych prowadziło sklep spożywczo-warzywniczy. Znajdował się on w budynku postawionym już w 1926 roku. W piwnicy pod sąsiadującym z nim pawilonem, w momencie wkraczania Rosjan do Legionowa, ukrywała się bratowa pani Smoleńskiej, Jadwiga Nowińska z trójką dzieci. Żołnierze rosyjscy potraktowali ich jako szpiegów i grozili rozstrzelaniem. Nadzwyczajny zbieg okoliczności spowodował, że pojawił się major Armii Czerwonej o nazwisku Migdalski, który podobno był przed wojną mieszkańcem Legionowa, znał rodzinę Smoleńskich i za nich poświadczył.
Wchodząc do ich sklepu trzeba było uważać, bo za progiem znajdowało się kilkucentymetrowe, niebezpieczne obniżenie. Jesienią, kiedy nastała pora kiszenia kapusty, należało ,,u Smoleńskich” zapisać się na wypożyczenie szatkownika. Był on na korbkę, która poprzez tryby poruszała noże, umieszczone pod deską. Na niej znajdował się wykrojony otwór, do którego wkładało się pokrojone główki kapusty. Żaden inny szatkownik nie kroił tak cienko i szybko. Właściciele pilnowali, aby szatkownik oddawany byl w określonym czasie, co było odnotowywane w prowadzonym przez nich zeszycie.

W piwnicy pod pawilonem przy ul. Rynek (wówczas adres Sienkiewicza 11), w momencie wkraczania Rosjan do Legionowa, ukrywała się bratowa pani Smoleńskiej, Jadwiga Nowińska z trójką dzieci

Podobny zestaw artykułów i również szatkownik oferował sklep państwa Stanisławy i (?) Kurków. Byli tacy, którzy uważali, że ich szatkownik lepiej kroi i lżej ,,chodzi”. Prawdopodobnie nie było między nimi żadnych różnic, a ci, co tak mówili, kierowali się wyłącznie przyzwyczajeniami i wynikającą z tego przekorą. Przed wojną sklep materiałowo-galanteryjny prowadziła w tym miejscu Janina Piątek. Po wojnie znajdowały się w pobliżu sklepy Ignacego Kuzki i Grzelaka i warsztat szewski Władysława Mościckiego.i sklep warzywniczy Weroniki Karczewskiej.
Od potrzeb dnia codziennego odbiegała wystawa i zaplecze, znajdującego się tu od lat przedwojennych, sklepu modystki Władysławy Mikołajczyk. Jej kapelusze stroiły głowy żon oficerów i uświetniały legionowskie uroczystości. Po wojnie, aż do roku 1966, zabiegała o utrzymanie swojej profesji. Jednak zmiany w warunkach życiowych ludności i nadchodząca moda była dla wyrabianych przez nią kapeluszy nieubłagana. Warto wspomnieć o Wawrzyńcu, mężu pani Władysławy. Pracował on przed wojną jako krojczy w znanym zakładzie Przysuskiego i Spółki w Warszawie. Pracownia ta miała bardzo intratne zamówienia na szycie mundurów wojskowych. Zarobione pieniądze ulokował, już w 1927 roku, w budowę jednych z pierwszych dwóch domów na ulicy Batorego.
Cdn.

Aleksander Łuczak
Autor (ur. 1943) jest profesorem historii, byłym wicepremierem, ministrem edukacji i ministrem nauki. Mieszka w Legionowie.
Tytuł i wyróżnienia
pochodzą od redakcji.

Druga część artykułu znajduje się w bieżącym 23 numerze Tygodnika Mazowieckie To i Owo

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *