Facebook

HISTORIA. Śmierć Antoniego Gawryszewskiego – fragment książki „Peowiacy i ich losy (Jabłonna, Chotomów, Krubin, Wieliszew)”

2020-11-11 9:30:20

Koszary przy stacji Jabłonna (Legionowo), które strzegł Antoni Gawryszewski w listopadzie 1918 r.

Poniżej przedstawiamy fragmenty książki Jacka Szczepańskiego pt. „Peowiacy i ich losy (Jabłonna, Chotomów, Krubin, Wieliszew)”. Autor odtworzył w niej przebieg rozbrojenia garnizonu niemieckiego w Legionowie (wówczas Jabłonna) 11 listopada 1918 r. Dzięki najnowszym ustaleniom poznajemy prawdziwe okoliczności śmierci peowiaka Antoniego Gawryszewskiego

W nocy 28 listopada 1918 r. dyżurny w kancelarii Komendy Naczelnej POW w Warszawie Bożydar Szabuniewicz odebrał alarmujący telefonogram z garnizonu Jabłonna. Komendant obozu por. M. Słobódzki zameldował, że nieznani sprawcy postrzelili 2 wartowników-peowiaków. Dowódca prosił o szybkie zabranie ciężko rannych do szpitala w Warszawie i przysłanie plutonu wojska w celu opanowania groźnej sytuacji w Jabłonnie. Sam – jak twierdził, dysponował zaledwie 90 niezbyt doświadczonymi ludźmi.

29 listopada o 11.00 ranni dotarli do Szpitala Ujazdowskiego (były okupacyjny Festungslazarett III). Tego samego dnia zjawił się u nich podchorąży kancelaryjny POW Leon Wiesław Jankiewicz w celu wyjaśnienia zajść w Jabłonnie. Jeden z peowiaków był nieprzytomny, drugi miał przebłyski świadomości, co umożliwiło jego przesłuchanie. Okazało się, że przebieg zdarzeń był następujący: w czwartek 28 listopada 1918 r. około 22.30 nastąpiła zmiana warty przy jednym z magazynów. Zluzowana sekcja 8−9 żołnierzy udała się w ciemnościach na odpoczynek do koszar. Na końcu szli dwaj Śmierć Antoniego Gawryszewskiego peowiacy, którzy zostali nieco w tyle. Po odejściu około 150 kroków od magazynów niepodziewanie usłyszeli głosy nadchodzących ludzi. Zaskoczeni zażądali podania hasła. Zamiast odpowiedzi rozległy się strzały. Obaj żołnierze zostali ranni i upadli na ziemię. Po wymianie ognia z resztą pododdziału napastnicy zbiegli do lasu. Rannych przeniesiono początkowo do koszar, a następnego dnia rano odwieziono ich do wspomnianego Szpitala Ujazdowskiego. L. Jankiewicz kończąc raport napisał:

„Nie chcąc męczyć rozmową rozgorączkowanego ustaliłem nazwiska obydwóch: są nimi członkowie POW Wójcik i Gawryszewski. Wójcik otrzymał ranę w prawy bok i rękę (stan poważny), Gawryszewski w nogę powyżej łydki (rana mniej poważna, ogólny stan z upływu krwi marny)”.

Projekt-cegiełka niezrealizowanego czynu POW w Jabłonnie-
Legionowie, lata 30. XX w.

W rezultacie podchorąży doszedł do wniosku, że napadu dokonali zwykli bandyci, zamierzający okraść magazyny. Na podstawie kuli wyjętej z rany A. Gawryszewskiego wynikało, że byli uzbrojeni w karabiny. Niestety, peowiak ten zmarł z powodu wykrwawienia. Sprawą napadu zajęła się również żandarmeria polowa POW, której funkcjonariusze przesłuchali żołnierzy w Jabłonnie. (…). Prawdziwe okoliczności napadu przedstawił Józef Wójcik, jeden z postrzelonych peowiaków. W Życiorysie z 1937 r. napisał:

„W Jabłonnie w czasie usiłowania tamtejszych okolic[znych] mas chłopskich rozbicia magazynów prowiantowych zostałem raniony w prawą rękę i piersi. Skąd zostałem przewieziony do szpitala ujazdowskiego w Warszawie. Działo się to 28 listopada 1918 r. w nocy. W szpitalu przebywałem do miesiąca kwietnia 1919 r. (…)”.

Powyższe ustalenia podważają jeden z najważniejszych mitów funkcjonujących w świadomości mieszkańców powiatu legionowskiego. Polega on na przekonaniu, że A. Gawryszewski poległ w walce z Niemcami 11 listopada 1918 r. podczas zdobywania garnizonu w Jabłonnie. Taka legenda jego śmierci pojawiła się już przed II wojną światową, m.in. w życiorysie Polikarpa Wróblewskiego z 1933 r.: „Podczas rozbrajania, Niemcy stawili mi opór, a podczas mego nacierania zranili z mego oddziału dwóch ludzi – ob. Wójcika i Gawryszewskiego Ant[oniego] (ostatni pomimo amputacji nogi zmarł)”. Zbliżona wersja występuje także w relacji Eugeniusza Rusieckiego z 1938 r. (…). Być może kilkanaście lat po wypadkach autorów zawiodła pamięć, a może tak ujęte wydarzenia pasowały do kombatanckiej wizji rozbrojenia jako walki z bronią w ręku. Śmierć A. Gawryszewskiego uległa zmitologizowaniu w duchu lat 30. XX w. Jej rzeczywiste okoliczności przedstawili, jeszcze przed II wojną, bezpośredni świadkowe pełniący z nim wartę. Jednak ich relacje nie trafiły do szerszego obiegu. Byli to koledzy Gawryszewskiego z oddziału POW Las–Zbytki – Ignacy Dróżdż i Roch Wrzosek, który w 1937 r. tak wspominał wydarzenia w Jabłonnie:

„Po rozbrajaniu w Warszawie, udałem się do Jabłonny, gdzie chodziłem na warty pilnować magazynów, które bandy z bronią w ręku napadały, tam został zabity Gawryszewski Antoni, Wójcik Józef został ranny w rękę (…)”.

Nazwisko Gawryszewskiego przed II wojną nadano jednej z ulic na III Parceli w Legionowie. W wyniku szczegółowych badań porównawczych okazało się, że wizja wykreowana w latach 30. XX w. i funkcjonująca do dziś, w przypadku Legionowa nie odpowiada rzeczywistości. Ta okazała się bardziej prozaiczna. 17- letni peowiak A. Gawryszewski nie poległ od niemieckiej kuli podczas zdobywania koszar 11 listopada 1918 r. – zginął dwa i pół tygodnia później – 28 listopada, postrzelony przez pospolitych przestępców próbujących okraść magazyny żywnościowe. Wynoszenie mienia z koszar przez część społeczeństwa miało głębsze przyczyny. Należy pamiętać, że trzyletni okres okupacji niemieckiej charakteryzowała ogromna zapaść gospodarcza. Ludność cierpiała głód. Mieszkańcy Królestwa musieli zadowalać się tzw. ersatzami, zastępczymi produktami o bardzo niskiej wartości odżywczej. Zamiast cukru używali sacharyny, zamiast masła – margaryny i to rzadko. Przy produkcji chleba powszechnie dodawano łupin i trocin. Herbatę zastąpił susz z kwiatu lipy, kawę – mielone żołędzie, naftę – karbid i świece. Powszechnie brakowało odzieży, obuwia i opału. Kryzys doprowadził nie tylko do urzędowej eksploatacji pokrzyw i kasztanów, ale także trzciny wodnej (tzw. sieczka trzcinowa dla koni), a nawet liści z drzew (tzw. siano z drzew liściastych). Sytuację pogarszał system niemieckich rekwizycji przeprowadzanych z całą brutalnością. Tak więc magazyny zaopatrzone w luksusowe i niedostępne towary m.in. koniaki, słodycze, kawę, sardynki itp. kusiły. Żandarmeria POW zwalczała rabunek, ale w pierwszej kolejności poszukiwała broni zabranej z koszar podczas rozbrajania Niemców.

Peowiacy i ich losy (Jabłonna, Chotomów, Krubin, Wieliszew), wyd. Muzeum Niepodległości w Warszawie we współpracy z Muzeum Historycznym w Legionowie, Warszawa 2020, s. 350.

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *