Rodzice powtarzają sobie historie o
pobiciach, wymuszeniach i narkotykach w szkole. Wychowawcy narzekają na
słaby kontakt z rodzicami. Rzeczywistość szkolna staje się coraz
brutalniejsza. „My nie jesteśmy od wychowywania
młodzieży” - narzekają w sądzie rejonowym w Legionowie,
który ma najwięcej nadzorów kuratorskich w całym
okręgu Warszawa-Praga
Do szkół weszły elementy subkultury więziennej i wojskowej.
Początek roku w gimnazjach to kocenie. Starsi gnębią nowych. Pierwszaki
przez tydzień muszą znosić pisanie markerami na czole, ręce i bluzach
słowa „Kot”. Po tygodniu rytualna fala się kończy.
Co dzieje się później?
Porażka
Wrzesień tego roku, legionowskie gimnazjum. Podobno najspokojniejsze z
trzech funkcjonujących w mieście. Do jednej z pierwszych klas trafia
chłopak, który już w podstawówce sprawiał
kłopoty. W klasie napuszcza jednych na drugich, na podwórku
nasyła swoich starszych kolegów, żeby grozili jego
rówieśnikom. Efektem agresji, która pojawiła się
w klasie jest pobicie na przerwie. Jeden
z chłopców zostaje przewrócony na ziemię
uderzeniem w twarz i kopnięty w kręgosłup. Nauczycielka dzwoni do
matki, że syn gorzej się poczuł i trzeba go zabrać. Wbrew obowiązkowi
nałożonemu na szkołę policja nie dowiaduje się o sprawie. Wychowawczyni
co prawda zajmuje się sprawą, ale niektórzy rodzice wolą nie
czekać. Kilku uczniów rodzice przenoszą do spokojniejszym
klas, jednego z chłopców do innej szkoły.
- Jeśli z klasy zabierani są spokojni uczniowie to jest to porażka
szkoły – komentuje opisaną przez nas sytuację Elżbieta
Kiełbasińska, naczelnik Wydziału Edukacji Urzędu Miasta Legionowo.
- Już wśród dzieci przychodzących do nas z
podstawówek są uczniowie z nadzorem kuratorskim –
mówi nam dyrektor innego legionowskiego gimnazjum. - W
każdej klasie zdarza się kilkoro dzieci, które nie potrafią
panować nas sobą.
Obraz bez zagrożeń
Obraz szkoły, jaki maluje oficjalnie policja, dyrektorzy
i urzędnicy zajmujący się szkolnictwem nie jest wolny od patologii. Ale
nie znajdziemy na nim drastyczniejszych zdarzeń.
- Kradzieże telefonów komórkowych, malowanie po
ścianach, niszczenie drzwi, ławek, wulgaryzmy, nawet obrażanie
nauczycieli – Robert Szumiata, rzecznik policji, wylicza
najczęstsze przewinienia uczniów jakimi zajmują się
funkcjonariusze.
- Wymuszenia większych sum się nie zdarzają, w naszej szkole nie ma
narkotyków, co potwierdziła wizyta policji z psem
– mówi dyrektor Łucja Goździewska, z Gimnazjum nr
3.
- Nie ma zachowań, które miałyby cechy poważnych zagrożeń.
Najczęściej zdarzają się wulgaryzmy, czy zagrożenia zewnętrzne
wynikające z wizyt obcych osób na terenie szkoły –
mówi naczelnik Elżbieta Kiełbasińska.
Mimo że nie jest tak źle w dwóch legionowskich gimnazjach,
na Piaskach i w Gimnazjum nr 3 przy ul. Broniewskiego zainstalowano
monitorning. Trwają starania o fundusze na zamontowanie kamer
również w gimnazjum przy ul. Królowej Jadwigi.
Coraz brutalniej
Z informacji uzyskanych przez nas od dzieci, za pośrednictwem
osób zajmujących się młodzieżą wynika, że sytuacja nie
wygląda tak różowo. Żadne z gimnazjów nie jest
wolne od narkotyków. Większość uczniów zdaje
sobie sprawę od kogo z kolegów można zakupić
„towar”. Palenie marihuany traktowane jest
swobodnie jak palenie papierosów.
- Gdy wchodziliśmy z psem do szkoły w klasach rozdzwaniały się
komórki, uczniowie wyrzucali narkotyki za szafy lub przez
okno – opowiada anonimowo legionowski policjant.
- Dlatego tylko raz, w liceum, udało nam się złapać ucznia z
narkotykami przy sobie.
Zdarzają się wymuszenia. Częsta jest praktyka pożyczania bez oddawania,
codziennie nawet dwa razy dziennie, mniejszych sum, albo liczenie
procentów od pożyczek.
- Coraz większą grupę stanowią uczniowie lekceważący normy –
przyznaje dyrektor Goździewska z Gimnazjum nr 3.
- Życie brutalnieje coraz bardziej i dzieci są wobec siebie też coraz
brutalniejsze - opowiada Piotr Zagajewski, policjant z Centrum
Szkolenia Policji, z wykształcenia pedagog.
W raporcie policji legionowskiej o stanie bezpieczeństwa w pierwszych
miesiącach 2007 r. wśród pięciu zadań podstawowych na 2007
rok znajdujemy punkt: „Podniesienie poziomu pracy i
skuteczności związanej ze zwalczaniem przestępczości wśród
nieletnich sprawców.”
Pobicia
Historia z innego gimnazjum w Legionowie. Dwie uczennice pobiły się w
szkole. Jedna wezwała na pomoc koleżanki z zawodówki. Trzy
starsze dziewczyny, dwie z zawodówek warszawskich, jedna z
legionowskiej szkoły przy Targowej, przychodzą pod gimnazjum. Biją
konkurentkę swojej koleżanki. Pobita trafia do szpitala.
- Co najmniej od roku nie mieliśmy żadnych zgłoszonych
przypadków pobić na terenie szkół. Poza terenem
szkoły, to inna sprawa – mówi Robert Szumiata,
oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji Legionowo.
- Dzieci rzadko się tłuką w szkole, rzadko też umawiają się na
solówki (walka jeden na jednego). Najczęściej nasyłają teraz
kolegów z osiedla – mówi nam jeden z
naszych rozmówców, zajmujący się młodzieżą
gimnazjalną.
Dwa z trzech legionowskich gimnazjów mają zdecydowanie
gorszą opinię. Niektórzy rodzice zmieniają dzieciom
meldunki, żeby posłać je do lepszej szkoły lub gimnazjów
poza miastem.
Policja, sąd, kurator
- Nauczyciele nie są przygotowani do rozwiązywania nowych sytuacji
jakie pojawiają się w dzisiejszej szkole – mówi
naczelnik Kiełbasińska.
Na szczęście w 2004 r. zaczął działać program edukacji prawnej pod
nazwą „Krajowy Program Zapobiegania Niedostosowaniu
Społecznemu oraz Przestępczości wśród Dzieci i
Młodzieży”. Policjanci przychodzą do szkół,
informują nauczycieli o przysługujących im prawach, uczniów
o konsekwencjach nieprawidłowych zachowań.
- Zostaliśmy nauczeni, że to policjanci są fachowcami od
sytuacji trudnych - mówi Łucja Goździewska, z Gimnazjum nr 3.
Sprawy zgłaszane policji trafiają nieraz na wokandę. Sąd rodzinny w
Legionowie notuje nawał spraw związanych z nieletnimi. W roku 2006 było
ich ponad 400, do połowy tego roku już ponad 200.
- Często są to sprawy o naruszenie nietykalności cielesnej, groźby
karalne. Obrażanie – mówi sędzia Elwira Gocławska,
przewodnicząca III Wydziału Rodzinnego i Nieletnich Sądu Rejonowego w
Legionowie.
Większość spraw dotyczy gimnazjalistów. Zdarzają się sprawy
o narkotyki, ale są dość rzadkie.
- Rodzice wolą chyba nie zgłaszać takich spraw, ale mówi
się, że to w Legionowie duży problem – opowiadają w sądzie
rodzinnym.
Kuratorzy w rejonie legionowskim (obejmującym cały powiat) zorientowali
się, że właśnie tutaj zostało ustanowionych najwięcej kuratorskich
nadzorów w całym okręgu Warszawa-Praga (a więc więcej niż na
Pradze, w powiatach wołomińskim, nowodworskim i otwockim).
- Nie wszystkie te dzieci powinny trafiać do sądu, najmniejszych nie
widać zza barierki. Większość spraw powinno się rozwiązywać na terenie
szkoły – uważa sędzia Gocławska, która niedawno
odmówiła wszczęcia sprawy o kradzież batonika za
złotówkę.
Rodzice, obudźcie się!
Jednak sankcje sądowe bywają lekceważone. Jak opowiedział nam dyrektor
jednego z gimnazjów, nawet gdy sąd kieruje dziecko do
placówki opiekuńczo-wychowawczej (forma łagodniejsza od
poprawczaków) rodzice często nie zgadzają się na
umieszczenie tam dziecka. I ukarany przez sąd wraca do szkoły.
- Kiedyś wystarczył telefon do rodziców, a teraz nawet gdy
przychodzi policja, dzieci na krótko się uspokajają a potem
jest po staremu – opowiada policjant Piotr Zagajewski. -
Dzieci potrzebują jasno wytyczonych granic postępowania. Ale nie
poradzimy sobie z problemem, jeśli rodzice nie znajdą czasu na
wychowanie dzieci i współpracę ze szkołą. Niestety z
rodzicami jest coraz gorzej – dodaje Zagajewski.
Tomasz Elbanowski