|
|
10.01.2008. |
Mieszkańcy ulicy Klonowej stali się mimowolnymi świadkami polowania komendanta Straży Miejskiej, Ryszarda Gawkowskiego na dziki. Komendant uważa, że robił to dla dobra mieszkańców. Tymczasem kilku z nich złożyło oświadczenie w komendzie policji, że zostali narażeni na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia
6 stycznia, niedziela, ok. godz. 19.00 Komendant Gawkowski ubrany w moro stoi koło szlabanu oddzielającego koniec ulicy Klonowej od ścieżki wiodącej do lasu. Naprzeciwko domu, w którym mieszkają państwo Guzowscy też jest las, własność prywatna. To właśnie tam ukrył się mały dziczek, na którego czeka komendant. Ulica jest dobrze oświetlona latarnią. Dodatkowe źródło światła dają reflektory z czerwonego Forda Focusa, którym przyjechał komendant w towarzystwie swojego syna.
Safari na ulicy
Sławomir Guzowski, mieszkaniec domu na Klonowej, koło którego padły strzały: – Wcześniej byłem w lesie. Chyba komendant mnie widział, poczekał aż wejdę do domu i dopiero wtedy zbliżył się do lasu. Teresa Guzowska, matka Sławomira, mieszka w tym samym domu: - Ja zobaczyłam przez okno faceta, jak idzie ze strzelbą. Strzelba wystawała ponad jego głowę. I nagle słychać: Trzask. Huk taki, że naraz na ulicy pojawiła się gromada ludzi z okolicznych domów. Sławomir Guzowski: - Widzę stojącego komendanta na skraju lasu naprzeciwko domu, najwyżej 20 metrów od mojego ogrodzenia. Wyskakuję: „Jakim prawem pan strzela?” - krzyczę. Wiesław Stachnik, mieszka kilka domów dalej: - Usłyszałem huk, szyby w chałupie zadrżały. Myślę sobie - porachunki mafijne czy co? Ostrożnie wyszedłem przed dom, sąsiedzi stali już przy domu Sławka. Dowiaduję się, że o godzinie 19 w niedzielę komendant Straży Miejskiej safari na ulicy sobie urządził. Pani Guzowska: – Znałam Gawkowskiego od dawna, jeszcze jak był milicjantem w Legionowie: „To pan, były milicjant, strzela? Jakim prawem?”- ja do niego. Powiedział, że przyjechał na interwencję.
Ślady sanek na śniegu
Pan Sławomir: - Zjawił się policyjny ford. Wyszedł tylko jeden funkcjonariusz, żeby podać panu Gawkowskiemu alkomat. Wykazał 0,0. Ludzie krzyczeli jeden przez drugiego do policjanta siedzącego w radiowozie: „Panie, zrób pan coś”, „Zabezpieczcie broń”. Żaden się nie ruszył, żeby wejść do lasu i sprawdzić ślady albo zobaczyć, czy tam nie leży ranny dzik. Mówiłem nawet: „Panowie, pójdę do lasu, poprowadzę”. Akurat spadł świeży śnieg, więc ślady byłyby dobrze widoczne, dokąd doszedł, żeby oddać strzał. Nie podjechali, nie podeszli. Policjant stwierdził tylko: „Jutro będzie wizja lokalna, my tylko spisujemy protokół”. Gawkowski pokazał im jakąś kartkę, że ma zgodę na odstrzał. Potem zatrąbił na zgromadzonych ludzi, żeby zeszli mu z drogi i odjechał z bronią. Wiesław Stachnik: Komendant po oddaniu strzału nie wszedł do lasu. Objechał tylko lasek wkoło. Nie szukał dzika, nie sprawdzał, czy dzik nie został postrzelony, czy nie będzie niebezpieczny. Sławomir Guzowski: - Po odjeździe policji przeszedłem z latarką. Na Kolejowej za laskiem, niedaleko miejsca, gdzie strzelał komendant, zobaczyłem na świeżym śniegu ślady sanek i dziecięcych butów – łatwo można sobie wyobrazić, że mogło dojść do tragedii.
Chorowitek nie przeżył
7 stycznia, poniedziałek, godz.12.45 Pani Guzowska: - Na drugi dzień idę sobie drogą koło lasu, w którym strzelał komendant i nagle widzę jakąś górkę. O, Jezu, myślę - to chyba ten zabity dziczek. Podchodzę. Rozpoznałam go - najmniejszego z dziewięciu warchlaczków. Locha przyprowadzała wszystkie małe pod nasze ogrodzenie od początku kwietnia. Nie dawaliśmy temu najsłabszemu szans na przeżycie, ale jakoś się uchował, nazywaliśmy go „Chorowitek”. I teraz leżał zastrzelony przez komendanta, gdzieś dwadzieścia metrów od miejsca oddania strzału. Dzwonię na 112. Po kwadransie zjawiła się policja, potem przyjechał też komendant Gawkowski. Chciał podejść do dzika. Powiedział: „Żeby się nie zepsuł, trzeba go wypatroszyć”. Tu już policja reagowała i dzik został wzięty na badania do weterynarza. Pani Teresa: - Żal nam tych stworzeń. Nie zrobiły nikomu krzywdy, tylko człowiek ich skrzywdził. Ze 2 tygodnie temu słychać było strzały. W wakacje widzieliśmy w lesie pana Gawkowskiego. Taki John Wayne w prywatnym samochodzie. Tak gdzieś od pół roku zaczęło ubywać dzików. Z dziewięciu warchlaków zostały tylko cztery, teraz będą trzy. Jak latem pojawiały się na drodze, mieszkańcy z całej ulicy się schodzili. Po karmieniu małe kładły się na plecach - były z nami zżyte, nie bały się nas i my nie baliśmy się ich. Nie wierzę, że ktoś z tutejszych zgłosił, że są niebezpieczne. Wiemy, że musi być uzasadniony przypadek, żeby strzelać do zwierząt. I to co najmniej z odległości 100 metrów od zabudowań, po sprawdzeniu, czy nie ma zagrożenia dla ludzi. A tu: niedziela, godzina 19 – ciemno, 20 – 30 metrów od domów mieszkalnych, na linii strzału mógł się ktoś znajdować – zaznacza nasza rozmówczyni.
*
W poniedziałek dowiadujemy się u weterynarza Mirosława Kado, jakie są wyniki sekcji ustrzelonego dzika: - Śmierć nastąpiła na skutek wykrwawienia do rany opłucnowej. Rana postrzałowa, pocisk nie został znaleziony, prawdopodobnie uległ rozpadowi. Od godz. 14 do 16 w poniedziałek trwały przesłuchiwania świadków zdarzenia w Komendzie Powiatowej Policji. Kilka osób podpisało oświadczenie, że komendant Straży Miejskiej, Ryszard Gawkowski swoim zachowaniem stworzył zagrożenie dla życia i zdrowia okolicznych mieszkańców.
Halina Czarnecka, Tomasz Elbanowski
Komendant RYSZARD GAWKOWSKI:
- Strzelałem głęboko w lesie, wcześniej ze względów bezpieczeństwa wpędziłem dzika do lasu. Oceniam, że zrobiłem wszystko według przepisów i nie stworzyłem niebezpieczeństwa dla ludzi. Końcowa ocena będzie należeć do prokuratury. To prokuratura uzna, czy jestem winien, czy nie. Na polowanie wypisany byłem należycie. Że strzał oddałem prawidłowo świadczy to, że kula weszła w dzika. Miałem wszystkie formalne zezwolenia, od Zarządu Koła Łowieckiego „Łoś” 166. Odstrzał 3 tygodnie temu został wydany. Byłem wypisany w książce, powiadomiłem prezesa koła, o której godzinie wychodzę. Policja zrobiła xero. Po oddaniu strzału powiadomiłem prezesa koła i policję. Obszukałem las, dzika nie znalazłem. Dużo mieliśmy zgłoszeń zagrożenia przez dziki. Jedynie zasadną rzeczą był ich odstrzał. Według mojej wiedzy nie ma ograniczenia wiekowego. Ja, jako Ryszard Gawkowski uważam, że największe szkody powodują małe dziki. Ja dostałem odstrzał na dziki do 45 kilogramów. Waga znalezionego dzika była idealna – 45 kg. Ludzie z okolicznych domów chcieli mnie zlinczować. Ja już nie rozumiem mieszkańców. Spotkała mnie ogromna przykrość. To był dla mnie ogromny afront, ta zajadłość. A przecież wiadomo, że nie wolno dzików dokarmiać, bo będą podchodzić do domów. Na Kozietulskiego rozwieszaliśmy nawet ulotki z apelem do mieszkańców.
WIESŁAW WARDAK, łowczy Wojskowego Koła Łowieckiego „Łoś”:
- Gawkowski miał zezwolenie ode mnie na odstrzał indywidualny, był wpisany do książki w leśniczówce. Podobno ciągle wydzwaniali ludzie, że chodzą dziki po ulicy. Gawkowski zadzwonił do mnie po tym strzale i powiedział, że strzelał w powietrze, żeby dzika przestraszyć. Potem, w poniedziałek, była policja na miejscu i znalazła dzika, a weterynarz znalazł w nim blachy po pocisku. Nam nie wolno bliżej niż 100 m od budynku oddać strzału. Gawkowski trochę głupio jak na komendanta zrobił, nie zachował bezpieczeństwa.
HALINA COPIJA, zastępca prokuratora rejonowego w Legionowie
- Tutejsza Prokuratura nadzoruje dochodzenie w sprawie narażenia w dniu 6.01.08 mieszkańców ulicy Klonowej w Legionowie na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, tj. o czyn z art. 160. par.1kk. Aktualnie trwają czynności przesłuchania ze świadkami zdarzenia. W sprawie dotychczas nie przedstawiono nikomu zarzutu. Pismo z dn. 7 stycznia 2008, godz.16.011
| Komentarze () >> |
 |
|
|
|
|
|
XX lat samorządu |
|
|
|
Artykuł "Czy KZB wyłudza pieniądze?" zamieszczony w TiO nr 25/2020 wywołał reakcję Urzędu Miasta Legionowo w postaci tekstu zamieszczonego na stronie internetowej ratusza. Poniżej prezentujemy stanowisko władz miasta oraz odpowiedź autora naszego artykułu
|
Czytaj całość
|
|
|
|
List do mieszkańców Legionowa z opisem i komentarzem do obchodów 20-lecia Samorządu Terytorialnego (cz. 1.)
|
Czytaj całość
|
|
|
|
List do mieszkańców Legionowa z opisem i komentarzem do obchodów 20-lecia Samorządu Terytorialnego (cz.2)
|
Czytaj całość
|
|
|
|
Komunalizacja terenu pod szpital to była niesamowita wartość, a zarazem szansa dla Legionowa. Niestety, wtedy się nie udało i do dzisiaj jest to odczuwalna strata dla Legionowa i całego powiatu legionowskiego. Dlatego działania ówczesnych władz gminy Jabłonna oceniam jako karygodne – mówi ANDRZEJ KICMAN. Z byłym prezydentem Legionowa oraz ze starostą JANEM GRABCEM rozmawiamy o mentalności urzędników publicznych. To trzecia część redakcyjnej debaty z okazji 20. rocznicy pierwszych wyborów samorządowych
|
| Czytaj całość |
|
Z okazji XX rocznicy pierwszych wyborów lokalnych rozpoczynamy cykl debat na temat osiągnięć i wad samorządu. Dziś pierwsza część rozmowy z ANDRZEJEM KICMANEM, JANEM GRABCEM i MARIUSZEM BŁASZCZAKIEM
|
| Czytaj całość |
|
|
|
Szkody wyrządzone w krajobrazie kulturowym, przestrzeni publicznej są na długie lata nie do odrobienia - mówi starosta JAN GRABIEC w drugiej części redakcyjnej debaty z okazji XX rocznicy pierwszych wyborów samorządowych
|
| Czytaj całość |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
NASZA NAZWA - NASZEJ HALI |
|
|
|
|
|
|
|
|
|
Legionowo Rock Festiwal 2010 VI Edycja |
|
|
20 LAT TiO |

|
|
|
Jeżeli tygodnik istnieje na rynku już od 20 lat, tzn., że trafnie wyłapuje problemy, które są istotne dla mieszkańców. Minęły czasy, kiedy czytelnik brał do ręki gazetę i czytał ją od deski do deski, dlatego dziś sukcesem wydawcy jest kiedy czytelnik czuje, że gazeta jest potrzebna społeczności. W tym przypadku świadectwem trwałej potrzeby jest utrzymanie przez tyle lat dość dużej (jak na małe społeczności) publiczności czytelniczej
|
| Czytaj więcej |
|
|
O początkach To i Owo mówi PAWEŁ KOZERA, wydawca tygodnika
|
Czytaj więcej
|
|
|
 |
| Czytaj więciej |
|
|
Czy jest sens utrzymywać takie tytuły, które nie są samorządowe, a są niezależne? Ależ oczywiście! Ściślej mówiąc: które są niezależne od władzy. Gdybyśmy temu zaprzeczyli, w ogóle zaprzeczylibyśmy samej idei wolnej prasy. Na tym polega właśnie wolna prasa – że jest ona niezależna od władz – mówi prof. WALERY PISAREK, medioznawca w rozmowie z Aleksandrą Karkowską
|
| Czytaj więcej |
|
|
To jedyny tygodnik wydawany w Legionowie nieprzerwanie od 20 lat. Spina epokę i stanowi cenne źródło informacji bieżących i historycznych
|
| Czytaj więcej |
|
|
Piotr Kucza: – W „TiO” pracuje pan od pierwszego numeru i sport na łamach tygodnika obecny był przede wszystkim za pańską sprawą. Jakie zmiany zaszły w ciągu tych 20 lat w obliczu legionowskiego sportu?
– Generalizując i trochę upraszczając, legionowski sport przed dwudziestu laty to przede wszystkim monokultura piłkarska. Na piłkę się chodziło, o futbolu się pisało, kibiców nie brakowało. |
| Czytaj więcej |
|
|
Tygodnik To i Owo trudno sobie wyobrazić bez dwóch Ew. Gdyby tak policzyć, kto częściej ma bezpośredni kontakt z Czytelnikami, pewnie wygrałyby one. Dziennikarze mogą być w tak zwanym terenie, a Ewy zawsze trwają na swoim posterunku na półpiętrze przy Piłsudskiego, nad sklepem państwa Kusków |
| Czytaj więcej |
| |
|
|
|
|
Odwiedziło nas 3068862 czytelników
|
|
|
|
|
|