Piątek 3 Września 2010 Antoni, Bartłomiej, Bazylissa, Bronisław, Bronisz, Erazma, Eufemia, Eufrozyna, Izabela, Jan, Joachim, Joachima, Manswet, Mojmir, Szymon, Wincenty, Zenon, Zenona

 
Brak pluginu Flash


Drukuj
Legionowo oczami żołnierza Utwórz PDF Wyślij znajomemu
21.01.2010.

„Dowódca kazał nam wszystkim uciekać, a sam wszedł na „ścisły” teren pomiędzy podwójnymi siatkami i zastrzelił dzika z kałasznikowa. Rano przyjechał pułkownik, bodajże Zamorski – dziś już dokładnie nie pamiętam, wrzucił dzika do bagażnika swojego auta...”

Legionowo od samego początku istnienia było związane z wojskiem. Jednym z niedocenionych aspektów historii naszego miasta są powojenne dzieje legionowskiego garnizonu. Na szczęście sytuacja ta powoli ulega zmianie i z roku na rok pojawia się co raz więcej materiałów traktujących o tym niezwykle ciekawym okresie. Historia legionowskich jednostek kryjących się pod tajemniczymi nazwami JW. 1237 czy też JW. 3350 (i wielu, wielu innych) składa się nie tylko z oficjalnych dokumentów, stosów szablonowych konspektów zajęć i służbowych raportów. Przez kilka powojennych dziesięcioleci przez Legionowo przewinęła się cała masa żołnierzy pełniących zasadniczą służbę wojskową. Dziś ich wspomnienia i relacje pozwalają uchwycić historię wojska widzianą oczami zwykłych żołnierzy – historię o wiele bogatszą i prawdziwszą od tej oficjalnej, wg której zawsze wszystko było dopięte na ostatni guzik, a „fala to była tylko na morzu”.
Dziś proponuję Państwu niezwykle ciekawą i barwną historię opowiedzianą przez pana Grzegorza, który trafił do Legionowa ponad dwadzieścia lat temu:
„Moją macierzystą jednostką była JW 2227 w Wesołej, jednakże w latach 1987 – 1989 do Legionowa przybywałem wielokrotnie. Po raz pierwszy trafiłem tu ze swoją 5. kompanią piechoty, aby pomóc w budowie szkoły na osiedlu wojskowym nieopodal szkoły milicji. Wbrew pozorom były to piękne czasy. Początkowo pracowaliśmy z młodymi gliniarzami – podaj cegłę, zaprawę itd. Nawiązały się znajomości i to nie tylko pomiędzy wojskiem a milicją, ale także między nami a robotnikami. I wcale nie mówię tu o piwku – no może troszeczkę. W każdym bądź razie przypominam sobie takie zdarzenie, gdzie jeden z murarzy chciał na siłę wyswatać jednego kolegę ze swoją córką. Był to uczynny i super kolega, góral z Raby Wyżnej, bardzo lubiany przez wszystkich.
W dowód uznania za pracę przy budowie szkoły dostawaliśmy pięcio lub siedmiodniowe urlopy, więc wszyscy byli zadowoleni.  Podczas pracy na budowie poznałem osobiście generałów Jaruzelskiego i Siwickiego. Przyjechali wówczas na inspekcję budowy tej szkoły. Przetaczałem akurat betoniarkę – podeszli i przeprowadziliśmy sobie małą rozmowę. Pytali się z jakiej jednostki jestem, gdzie mieszkam w cywilu, jak długo tu pomagamy przy budowie. Atmosfera była luźna. Pokuszę się o opinię, że obaj panowie byli bardzo mili. Zresztą w Legionowie nie szokowały mnie wysokie stopnie generalskie, bo często na terenie lądowały śmigłowce z oficjelami, którzy udawali się potem do sztabu. 
Szkołę postawiono w szokującym jak na tamte czasy tempie. Niczego nie brakowało. Cement, cegły, itp. – wszystko było na czas.
Podczas następnego pobytu w Legionowie byliśmy również zakwaterowani na JW 3350, ale tym razem już nie pomagaliśmy przy budowie,  tylko zostaliśmy skierowani do pełnienia wart w magazynach amunicji w lesie na obrzeżach miasta. I tutaj zdarzyła się ciekawa historia. Podczas jednej z wart na teren pomiędzy ogrodzeniami wszedł dzik. Kolega zadzwonił do dowódcy warty z pytaniem co ma zrobić? Dowódca kazał nam wszystkim uciekać, a sam wszedł na „ścisły” teren pomiędzy podwójnymi siatkami i zastrzelił dzika z kałasznikowa. Rano przyjechał pułkownik, bodajże Zamorski – dziś już dokładnie nie pamiętam, wrzucił dzika do bagażnika swojego auta. Jak się domyślaliśmy w celach późniejszej konsumpcji.
Na magazynach przy Strużańskiej było też jedno ciekawe zdarzenie. Dowódca JW. 3350 zbierał sobie grzyby w okolicach ogrodzenia magazynów. Rzecz jasna ubrany był po cywilu. Choć ludności cywilnej nie wolno było podchodzić do ogrodzenia na pewną odległość to jeden z wartowników, nie wiedząc z kim ma do czynienia, zawołał go do siebie i poprosił gościa, żeby kupił mu flaszkę wódki. Nie muszę chyba kończyć! Wartownik oczywiście skończył w areszcie. Na marginesie wspomnę jeszcze o trzech panienkach, które przychodziły często nie tylko do koszar, ale i na wartownię. Ale tak to już bywa nie tylko na tej, ale i na innych jednostkach.
Warunki koszarowe były raczej typowe. Ja mieszkałem na bloku MPS. Przez pewien czas musieliśmy zamieszkać pod namiotami, bo w budynku zalęgły się pluskwy. To było straszne. Wszędzie na ciele ślady ukąszeń i zaczerwienienia. Jedzenie na jednostce było raczej marne. Szczególnie zapadła mi w pamięć wigilia – a i owszem na kolację były rybki, ale smażone ogonki i części od głowy. Główne porcje ryby jakimś dziwnym trafem znikły i na talerz żołnierski nie trafiły. To chyba mówi samo za siebie. Jedzenie poprawiało się jedynie z okazji wyborów, świąt państwowych typu 1 maja czy 22 lipca.
Co do wybryków i wszelakich zachowań nazwijmy to „nieregulaminowych” to na szczęście nie było aż tak źle.  W momencie kiedy nie pozawalano nam wychodzić z bloku, łączyło się pasy i schodziło przez okno jak po drabinie. Z lewizną (opuszczaniem terenu jednostki bez przepustki – „na lewo” – przyp. autor.) nie było kłopotów i taki sposób podobał się wszystkim. Na bramie stały „bażanty” (podchorążowie rezerwy, czyli studenci odbywający swoje obowiązkowe przeszkolenie   – przyp. autor) więc z wyjściem nie było kłopotów. Nawet kadra nie zwracała na nasze wyjścia szczególnej uwagi – w Wesołej byłoby to nie do pomyślenia. W Legionowie natomiast wszyscy byli przyzwyczajeni do naszego widoku, bo bywało i tak, że chodziliśmy na osiedle trepów (pogardliwa nazwa kadry zawodowej używana przez żołnierzy – przy. autor) malować ławki, huśtawki, trzepaki.
Poza tym często wykonywaliśmy jakieś prace porządkowe. Po prostu na porządku dziennym było to, że często wychodzimy.  Przy okazji udawało się niekiedy  przehandlować z mieszkańcami trochę farby. Korzyść była obopólna.
Bardzo często chodziliśmy przez kładkę na drugą stronę torów do ciastkarni. Kupowaliśmy wtedy dziesiątki ciastek – były one wówczas wśród nas bardzo pożądanym towarem. Ciekawym miejscem na tym osiedlu był sklep w piwnicy jednego z bloków. Był bez żadnego oznaczenia, że coś się tam mieści, ale jak to mówią, szybko żeśmy go wyczaili – świeża śmietana, pączki, ba nawet trampki i dresy. Bywali tacy co robili paczki i wysyłali do domu. W cywilnej części kupowaliśmy przede wszystkim ciastka. Byłem kiedyś w knajpce za mostem, jakoś tak po prawej stronie na piętrze, ale z tego co pamiętam to raczej na piwku.
Zdarzyła się też taka sytuacja, że kapral z MPS poszedł na lewiznę chyba z trzema  szeregowcami. Zaczepili o przyjęcie weselne… ktoś musiał donieść, bo podobno wiwatowali młodej parze i popijali sobie solidnie na przyjęciu. Następnego dnia na rozprowadzaniu kapral został zdegradowany – dowódca kompanii przy wszystkich obciął mu pagony.
Ciekawą postacią był pewien sierżant z kompanii MPS. Pewnego dnia przyszedł na naszą kompanię szukając kierowcy, który potrafi jeździć Starem 266. Jako że byłem mechanikiem i kierowcą w cywilu, zgłosiłem się na ochotnika. Sprawa była niewielka – chodziło o to, żeby zapiąć do Stara kuchnię polową i przewieźć ją do innego garażu. Po 10 minutach okazało się, że w chłodnicy nie ma wody. O mało co nie zatarłem silnika. Wracając do sierżanta, to ciągle bez żadnej krępacji puszczał bąki. Najzwyczajniej w świecie popiardywał sobie. Było to nagminne. Pytając się potem kolegów dowiedziałem się, że w jego wykonaniu to normalka – po prostu tak już miał.
Co do fali za mojego rocznika to w Legionowie na pewno była mniejsza niż w Wesołej. U mnie na bloku MPS było spokojnie, choć nie wiem jak na innych blokach bywało. W sumie było u nas dwóch nieobciętych tzw. stalowców. I tak było o wiele lepiej niż na bloku 2 Berlińskiego – tam ciągle mieli apele mundurowe. Po prostu większy rygor, ale z nimi spotykaliśmy się tylko na stołówce.
Ze służby w Legionowie najlepiej wspomina się częste wyjazdy do domu na urlopy nagrodowe dawane za pomoc przy budowie szkoły. A najgorzej? No cóż – przez cały okres mojej dwuletniej służby Legionowo kojarzyło się dobrze. Było po prostu ok. Byłem w czterech jednostkach wojskowych i Legionowo to był po prostu kurort wypoczynkowy. Jak była potrzeba wart na magazynie, to zawsze chętnie wyjeżdżałem z Wesołej do Legionowa, bo wiedziałem, że nawet pomimo służby wartowniczej człowiek odpocznie sobie psychicznie.
Grzegorz, Jesień 87”

Wysłuchał i spisał Adam Kaczyński

Wyróżnienia w tekście – redakcja

A może ktoś z Państwa ma jakieś ciekawe wspomnienia ze swojej służby w Legionowie i okolicach? Jeżeli chcecie się podzielić swoimi wspomnieniami – piszcie na adres: Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć

Zdjęcie: Szacunkowe dane mówią, iż okresie powojennym tylko przez szeregi związanej z Legionowem 1. Dywizji Zmechanizowanej przewinęło się prawie pół miliona żołnierzy. Każdy z nich może opowiedzieć swoją niepowtarzalną historię  – historię, która jest również częścią dziejów naszego miasta

Fot. ze zbiorów autora

Komentarze (13) >>
1021
Napisane przez Zyga on styczeń 21, 2010, 08:28

Służyłem też w Legionowie ale to była placówka z jednostki 1021 w NDM, czyli bibole. Mógłbym lepsze kawałki opowiedzieć o tym co się wtedy działo. A tak krótko: pijaństwo, złodziejstwo, pobicia i wiele innych patologi. Wojsko było najgorszym koszmarem tamtego systemu. Stąd tez wzięła się nazwa tego przybytku wśród żołnierzy - SYF

Fajne! Proszę o więcej!
Napisane przez ja on styczeń 22, 2010, 05:43

Mnie na szczęście udało wymigać się od służby ludowej ojczyźnie i bratniemu Związkowi Radzieckiemu. Jednak moi koledzy nie mieli tyle szczęścia. Ich opowieści z wojska mrożą krew w żylakach, chociaż sporo było też zabawnych historyjek. Generalnie wszyscy powtarzali, że wojsko to największy syf na świecie. Ciekawe, czy teraz ta instytucja choć trochę się zmieniła?

no no
Napisane przez Zyga on styczeń 22, 2010, 10:07

Zmieniła się bo: smilies/wink.gif nie ma już Szwejów. Zostali sami biedacy.

dziękuję za ten artykuł
Napisane przez kałasz on styczeń 22, 2010, 20:10

Co prawda moje wojsko nie było związane z Legionowem, ale w Polsce tak to wyglądało. Malowanie trawy i jej pielęgnacja niezbędnikiem to norma. Niezbędnik to zestaw nóż, łyżka, widelec w jednym takie wyjaśnienie dla młodszych. Wspomnienia z wojska szkoda że tylko tego z Legionowa to temat rzeka, brawo za jego wybór.

...
Napisane przez PIOTR (imię prawdziwe) on styczeń 23, 2010, 13:07

Historia o wartowniku, co to ubranego po cywilnemu oficera wysłał po flaszkę, przypomina mi mój trzytygodniowy pobyt w Marynarce Wojennej w Ustce w 1985 roku. Anegdotka opowiadana tam prze mata Wilczyńskiego (nazwisko celowo zmieniam) była bardzo podobna, z niewielka tylko poprawką. Żołnierz mówi do oficera: "Ty, skoczyłbyś mi po flaszkę do sklepu. A oficer wyobraźcie sobie, poszedł i mu przyniósł. Wręczając wartownikowi butelczynę powiedział; 'A tak w ogóle to jestem major Kowalski, a butelczyna przyda się wam żołnierzu po wyjściu z aresztu". W marynarce kapral nazywa się "mat". przy czym nie wolno nam było zwracać się do przełożonego per: "obywatelu macie", bo mat wtedy odpowiadał: "Wy h..a macie, my was mamy", Trzeba więc było zawsze mówić: "obywatelu mat".
Jestem dumny, że byłem tam w środku PRL-owskiej jednostki wojskowej, a mimo to po trzech tygodniach zwolniono mnie do domu ("mocne lekarskie papiery"). W ten sposób pokazałem Jaruzelowi "figę" i nigdy mnie nie zaprzysiężono w komunistycznym wojsku.

mocne lekarskie papiery
Napisane przez ZORRO on styczeń 23, 2010, 16:49

byłeś świrek czy zboczek ? Przypuszczam,że Jaruzel bardziej się ucieszył niż zmartwił, po stracie takiego "bohatera".

...
Napisane przez PIOTR (imię prawdziwe) on styczeń 23, 2010, 19:17

Byłem "szmalczyk". Mocno posypałem pewnemu docentowi na Akademii Medycznej w Warszawie (słowo honoru!).
smilies/grin.gifziś dałbym temu docentowi wysokie państwowe odznaczenie, bo w latach 80. wybronił w ten sposób przez wojem Jaruzela wielu świetnych chłopaków, którzy by się tylko marnowali w tym SYFIE, a tak to było komu potem Wojsko Polskie angielskiego uczyć (już w NATO)

POST SCRIPTUM
Napisane przez PIOTR (imię prawdziwe) on styczeń 23, 2010, 19:26

A papiery były na skrzywienie kręgosłupa - odcinek lędźwiowy. "Kręgosłup ideologiczny" też był w moim przypadku mocno skrzywiony jak na czasy PRL "Sztywnego", bo dwa lata przed wcieleniem mnie do Marynarki Wojennej w Ustce (dokładnie w 1983 roku) moja rodzona siostra wyszła za mąż w Londynie i została obywatelką brytyjską. Zresztą wcześniej w Anglii mieszkał przez kilkanaście lat mój dziadek, saper kolejowy z przedwojennego Legionowa. Wiec Jaruzel i jego politruki byli dla mnie politycznie obcym ciałem, którym się brzydziłem.

legionowo 3350
Napisane przez rafał on luty 05, 2010, 22:13

tez odbyłem tam słuzbę 97-98 dwa wypadki smiertelne duzo miłych i nie miłych wspomnień fala i w ogóle duzo wszystkiego i tych wart na obiekcie w lesie chyba ze 148 masakra ale było miło szef sztabu trzeciak dowódca smaga magazynier mpsu roleski pijaczek dawał wszzystkim popalic
a i jeszcze rolka był siersciuch -co mogę powiedziec i miło było i fajnie zwłaszcza w kasynie piweczko he he ale i cięzko było czasami jak mnie za młodego jakis kurdupel pionował ale to powszechny obowiązek obrony pozdrawiam

...
Napisane przez PIOTR (imię prawdziwe) on luty 10, 2010, 09:19

Czasem bywa tak, że zając królikowi pomoże.

do ZYGA
Napisane przez anty skok on luty 22, 2010, 04:38

Widzę kolego że jakiś biedak nieźle ci skórę przetrzepał. Nie płacz tak, jest gorszy syf na tym świecie.

W ogóle te wasze narzekania...
Napisane przez anty skok on luty 22, 2010, 04:41

...szkoda gadać, lalusie.

...
Napisane przez ANNA A. on luty 22, 2010, 11:51

Anty skok - masz rację - to wszystko lalusie. Najdzielniejszym polskim żołnierzem jest Radosław Sikorski. Śniło mi się, że był cichociemnym i go alianci zrzucili na spadochronie pod Moskwą. I jeszcze te Radosława szlachetne rysy twarzy. Nie mogę spać po nocach.

Napisz komentarz
quote
bold
italicize
underline
strike
url
image
quote
quote
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley

 
« poprzedni artykuł


XX lat samorządu

Polemika w sprawie systemu odbioru śmieci

Artykuł "Czy KZB wyłudza pieniądze?" zamieszczony w TiO nr 25/2020 wywołał reakcję Urzędu Miasta Legionowo w postaci tekstu zamieszczonego na stronie internetowej ratusza. Poniżej prezentujemy stanowisko władz miasta oraz odpowiedź autora naszego artykułu

Czytaj całość
 

List do mieszkańców

List do mieszkańców Legionowa z opisem i komentarzem do obchodów 20-lecia Samorządu Terytorialnego (cz. 1.)

Czytaj całość
 

List do mieszkańców

List do mieszkańców Legionowa z opisem i komentarzem do obchodów 20-lecia Samorządu Terytorialnego (cz.2)

Czytaj całość
 

Nie warto nie konsultować

Komunalizacja terenu pod szpital to była niesamowita wartość, a zarazem szansa dla Legionowa. Niestety, wtedy się nie udało i do dzisiaj jest to odczuwalna strata dla Legionowa i całego powiatu legionowskiego. Dlatego działania ówczesnych władz gminy Jabłonna oceniam jako karygodne – mówi ANDRZEJ KICMAN. Z byłym prezydentem Legionowa oraz ze starostą JANEM GRABCEM rozmawiamy o mentalności urzędników publicznych. To trzecia część redakcyjnej debaty z okazji 20. rocznicy pierwszych wyborów samorządowych

Czytaj całość

Po co nam powiat w Legionowie?

Z okazji XX rocznicy pierwszych wyborów lokalnych rozpoczynamy cykl debat na temat osiągnięć i wad samorządu. Dziś pierwsza część rozmowy z ANDRZEJEM KICMANEM, JANEM GRABCEM i MARIUSZEM BŁASZCZAKIEM

Czytaj całość

Co i gdzie budować

Szkody wyrządzone w krajobrazie kulturowym, przestrzeni publicznej są na długie lata nie do odrobienia - mówi starosta JAN GRABIEC w drugiej części redakcyjnej debaty z okazji XX rocznicy pierwszych wyborów samorządowych

 

Czytaj całość

 

Nasza JEDYNKA

NASZA NAZWA - NASZEJ HALI
ZAKOŃCZYLIŚMY PLEBISCYT NA NAZWĘ HALI
W ostatnich dniach plebiscytu ostre starcie rozegrało się między Legionowianką i Areną Legionów.  Ostatecznie wygrała Legionowianka. List informujący o wyniku wysłaliśmy do władz Legionowa. To od prezydenta miasta zależy, czy wybrana przez mieszkańców nazwa będzie miała swoje zastosowanie.
Wszystkim, którzy wzięli udział w plebiscycie – dziękujemy.

Nasz tekst i list do prezydenta
Odpowiedź prezydenta

Najnowsze artykuły
Najcześciej czytane
Reklama

Fundusze dla Mazowsza
Mapa dotacji z funduszy europejskich
 

Legionowo Rock Festiwal 2010 VI Edycja

Ostatnio komentowane
Dla kogo MOSiR? (6 komentarzy)
Mieszkańcy przeciw zasiedzeniu (21 komentarzy)
Ada Przybył wicemistrzynią! (1 komentarzy)
"Ćwikła" i "Buncol" (1 komentarzy)
Fałszerstwo w ratuszu (11 komentarzy)
Chłopaki z Cegelni (5 komentarzy)
Musi się popsuć (3 komentarzy)
Gołębnik na 500 ptaków (3 komentarzy)
Zawracanie Wisły kijem (3 komentarzy)
LEGIONOWIANKA! (2 komentarzy)
20 LAT TiO

Prasowa wyspa szczęśliwości

Jeżeli tygodnik istnieje na rynku już od 20 lat, tzn., że trafnie wyłapuje problemy, które są istotne dla mieszkańców. Minęły czasy, kiedy czytelnik brał do ręki gazetę i czytał ją od deski do deski, dlatego dziś sukcesem wydawcy jest kiedy czytelnik czuje, że gazeta jest potrzebna społeczności. W tym przypadku świadectwem trwałej potrzeby jest utrzymanie przez tyle lat dość dużej (jak na małe społeczności) publiczności czytelniczej

 Czytaj więcej

Wszystko robiliśmy na wariata...

O początkach To i Owo mówi PAWEŁ KOZERA, wydawca tygodnika





 Czytaj więcej

Sprzedawcy weterani

 
 Czytaj więciej

Po co nam te gazety

 Czy jest sens utrzymywać takie tytuły, które nie są samorządowe, a są niezależne? Ależ oczywiście! Ściślej mówiąc: które są niezależne od władzy. Gdybyśmy temu zaprzeczyli, w ogóle zaprzeczylibyśmy samej idei wolnej prasy. Na tym polega właśnie wolna prasa – że jest ona niezależna od władz – mówi prof. WALERY PISAREK, medioznawca w rozmowie z Aleksandrą Karkowską
 Czytaj więcej

Świat przed To i Owo

 To jedyny tygodnik wydawany w Legionowie nieprzerwanie od 20 lat. Spina epokę i stanowi cenne źródło informacji bieżących i historycznych

 Czytaj więcej

Ilu kibiców, tyle list

 Piotr Kucza: – W „TiO” pracuje pan od pierwszego numeru i sport na łamach tygodnika obecny był przede wszystkim za pańską sprawą. Jakie zmiany zaszły w ciągu tych 20 lat w obliczu legionowskiego sportu?
– Generalizując i trochę upraszczając, legionowski sport przed dwudziestu laty to przede wszystkim monokultura piłkarska. Na piłkę się chodziło, o futbolu się pisało, kibiców nie brakowało.
 Czytaj więcej

Dwie Ewy

  Tygodnik To i Owo trudno sobie wyobrazić bez dwóch Ew. Gdyby tak policzyć, kto częściej ma bezpośredni kontakt z Czytelnikami, pewnie wygrałyby one. Dziennikarze mogą być w tak zwanym terenie, a Ewy zawsze trwają na swoim posterunku na półpiętrze przy Piłsudskiego, nad sklepem państwa Kusków
 Czytaj więcej
 

Archiwum
2005
2006
2007
2008
2009
Odwiedza nas 75 gości
Odwiedziło nas 3068862 czytelników


Reklama
O firmie
Mapa zasięgu
Siatka modułowa
Zamówienie drobnych
Zamówienie modułowych
Zasady zamieszczania
Cennik ogłoszeń drobnych
Cennik reklam
Adresy biur ogłoszeń
Tygodniki powiatowe
Tygodnik Pułtuski
Tygodnik Nowodworski
Czas Ciechanowa
Lokalna - powiat miński i wesoła
Portal iSerock.pl
 
   
 
Copyright 2008 Agencja TiO