Facebook

JABŁONNA. Bój o Buchnik. Nieznana historia znanych miejsc

2020-04-23 8:40:03

W miejscu, gdzie dzisiaj łączy się obwodnica Jabłonny z ul. Modlińską, w październiku 1944 r. Niemcy doszczętnie zniszczyli dwa polskie T34 o numerach bocznych
115 i 118. Na zdjęciu: grupa rekonstrukcji historycznej „Jarzębina Czerwona” z czołgiem T34/85

Dziś już mało kto zna historię tamtych dni, choć miejsca, których ona dotyczy, są doskonale znane mieszkańcom Legionowa i okolicznych miejscowości. Jednym z nich jest leżący na granicy Jabłonny Buchnik. W końcu października 1944 okolice ronda, na którym obecnie łączy się obwodnica Jabłonny z ul. Modlińską, były miejscem zażartych walk  – tutaj ważyły się losy polskiego natarcia na Jabłonnę


Po wyparciu wojsk niemieckich z okolic Tarchomina, rankiem 27 X 1944 2 pułk piechoty zbliżył się do miejscowości Buchnik, bronionej przez niemiecki 73 pułk zmotoryzowany (z 19 dywizji pancernej ) oraz 560 batalion karny. Dodatkowo Niemcy byli wspierani przez ustawione za Wisłą w okolicach Łomianek nebelwerfery (6-lufowe moździerze) i artylerię operującą z okolic Jabłonny.

Początek walki

O godzinie 9 rano poszczególne bataliony 2 pp. rozpoczęły natarcie, jednak wkrótce utknęły w okolicach silnie bronionego wzgórza 85,6 (niewielkie górki, które zostały obecnie częściowo zniwelowane pod drugą nitkę Modlińskiej) Dodatkowym utrudnieniem dla nacierających oddziałów było, oprócz ognia artyleryjskiego, bardzo silne zaminowanie terenu. Saperom udało się jednak wykonać przejścia w polach minowych i piechota powoli zaczęła posuwać się w kierunku Jabłonny.
Około godziny 13 na żołnierzy 2 pp. wchodzących do skrajnych zabudowań Jabłonny ruszyło niemieckie kontrnatarcie wspierane przez czołgi. Zaskoczeni piechurzy zaczęli się wycofywać, jednak dowódcy kompani powstrzymali uciekających żołnierzy i zorganizowali obronę. Ostrzał był na tyle skuteczny, że udało się odizolować niemieckie czołgi od wsparcia własnej piechoty. Z powodu braku ciężkiego uzbrojenia polscy piechurzy nie byli w stanie powstrzymać czołgów wroga, które pomimo obrzucenia ich granatami przeciwpancernymi przedarły się i zagroziły punktowi dowodzenia pułku rozlokowanemu w willi Torunianka nieopodal przystanku kolejowego na Buchniku.

Pierwszy ppor. Zajdynowicz

Posuwając się wzdłuż szosy niemieckie czołgi natknęły się na ustanowione zgodnie z regulaminem walki działa 45 i 76 mm. Wkrótce polscy artylerzyści trafili jeden z czołgów, pociski nie wyrządziły jednak żadnej szkody. Do prowadzenia ognia przyłączyły się także działka 45 mm ustawione w pobliżu sztabu 2 pp. Niemieccy czołgiści wyczuli obecność artylerii i nie chcąc ryzykować rozpoczęli powolny odwrót.
W tym samym momencie w rejon walki przybyły przydzielone do 2 pp. czołgi z 1 batalionu czołgów. Pierwszy ruszył czołg ppor. Zajdynowicza, który po zauważeniu nieprzyjacielskich wozów wskazał je pociskiem smugowym pozostałym czterem maszynom. Ogień polskich czołgistów poskutkował zapaleniem się jednego z niemieckich pojazdów. Po chwili polskie czołgi wyszły na szosę, skąd ostrzelały wycofujące się w stronę Jabłonny czołgi niemieckie, uszkadzając jeden z nich. Z powodu braku wsparcia piechoty polskie czołgi po chwili wycofały się na pozycje wyjściowe.

Pantera w krzakach

Ponowne natarcie 2 pp. wyznaczono na godzinę 18. (na całym froncie posługiwano się wówczas czasem moskiewskim. – wg czasu polskiego była wówczas 16). Wspierało je pięć czołgów z 1 batalionu czołgów i 4 działa pancerne SU 85 z 13 pułku artylerii pancernej. Dwa czołgi płk Sienicki – dowódca 2 pp. pozostawił przy stacji kolejki wąskotorowej dla ochrony własnego stanowiska dowodzenia. Czołgi ruszyły do natarcia pod osłoną piechoty, jednak silny ogień ze strony niemieckiej zmusił ją do zalegnięcia. Wkrótce polskie pojazdy pancerne pozostawiły piechurów daleko w tyle i pozostały bez jakiejkolwiek osłony. Prowadząc ogień podczas jazdy czołg porucznika Michajluka zniszczył zamaskowane w krzakach działo niemieckie typu Pantera, jednak jego własna maszyna została trafiona z armaty polowej, a sam dowódca doznał ciężkich obrażeń. Pozostałe czołgi kontynuowały natarcie dojeżdżając do stojącego w pobliżu szosy murowanego budynku na wysokości drewnianego krzyża. W tym właśnie miejscu zasadzkę zorganizowała obsługa niemieckiego działka ppanc. Jeden z pocisków trafił w czołg ppor. Reźnika. Pomimo niewielkiego kalibru pociskowi udało przebić pancerz, którego odłamki zabiły ładowniczego, a kolejny strzał zniszczył przedział silnikowy i doprowadził do pożaru. Rannemu dowódcy i reszcie załogi udało się opuścić maszynę na chwilę przed wybuchem amunicji. (Ponieważ nie było jej zbyt wiele wybuch wyrwał jedynie dno pojazdu.) Ucieczka z płonącego czołgu była możliwa dzięki działaniom wozu ppor. Zajdynowicza, który osłaniał ogniem płonący wrak i zniszczył w tym czasie niemiecką Panterę. Niemcom udało się trafić i zapalić kolejny polski czołg dowodzony przez chor. Popiela, jednak załoga, osłaniana przez wóz plut. Greszty, zdołała wydostać się na zewnątrz i ugasić pożar. O dużym szczęściu może mówić załoga wymienionej wyżej maszyny. Ich czołg został trafiony w lufę przez niemiecką artylerię strzelającą zza Wisły. Na skutek trafienia cała wieża została obrócona o 180 stopni, jednak załodze nic się nie stało. W chwili, gdy walkę prowadziły czołgi, polska piechota zdołała dogonić własne wozy i zająć cały teren Buchnika.

Nasze błędy

Dopiero po zapadnięciu zmroku do oddziałów powróciło wielu żołnierzy odciętych od własnych wojsk podczas niemieckiego kontrnatarcia. Wraz z nocą przyszedł także czas na podsumowane strat. Dwa czołgi o numerach bocznych 115 i 118 zostały całkowicie zniszczone, a jeden uszkodzony – rankiem 28 X zajęła się nim brygada remontowa. Dowództwo wyciągnęło również wnioski z przebiegu walki i szczególnie ostro oceniło brak współdziałania czołgów z piechotą oraz fakt wysłania do natarcia pojazdów pancernych po nierozpoznanym sapersko terenie.
Po zajęciu Buchnika przed żołnierzami stała jeszcze silnie broniona Jabłonna.

Adam Kaczyński

Komentarze

3 komentarze

  1. Allan odpowiedz

    Przeczytałem jednym tchem, super.

  2. Ali odpowiedz

    Co za historia!! Jakaś książka by się przydała. Szersze opracowanie na temat takich lokalnych wydarzeń .

  3. Andrzej odpowiedz

    Jeszcze długo po wojnie dowódca polskich czołgistów Malutin przyjeżdżał składać kwiaty w miejscach gdzie polegli jego podwładni. Zwłoki poległych Polaków były składane w prowizorycznej kostnicy na poczcie przy ulicy Modlińskiej 102. Niedobitki Niemców ukrywających się w lasach mieszańcy wyłapywali i dobijali czym się dało. Ostatni Niemcy sami wyszli z lasu i zgłosili się na posterunek milicji mieszczący się przy obecnej Biedronce, rozstrzelał ich natychmiast miejscowy milicjant. Ich zwłoki ekshumowano w 1959r.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *