Facebook

JABŁONNA. Dwa instrumenty i trzy głosy – Pałacowe spotkanie z muzyką

2018-02-25 11:30:27

Wiolonczelistka Izabela Buchowska i harfistka Anna Pašić wykonały w duecie (18 II) kompozycje Piazzolli, Satie, Andresa, Iberta, Granadosa, Reverberiego, Debussy`ego, Saint-Saensa i Paganiniego; zagrano także utwór na wiolonczelę solo: BagateleBartosza Smorągiewicza


Śpiew wiolonczelowy i brząkanie harfowe zostały urozmaicone jeszcze jednym głosem, a to za sprawą harfistki, która nie zadowoliła się samym przebieraniem palcami po strunach. Doszedł efekt akustyczny powstały przez uderzenie dłonią w rezonansowe pudło harfy. Nie była to pieszczota dla ucha, a tylko szpetne, rażące pacnięcia.
Instrumentalistki uznały, że dobrze będzie rozpocząć koncert od Astora Piazzolli zamiast od zapowiedzianego w programie Bernarda Andresa. Doskonale, ale czemu od razu, to znaczy przed wydrukowaniem ulotki, nie zdecydowały się na to? Kolejność wykonywania poszczególnych punktów programu została gruntownie zmieniona i przy tej okazji wypadła i nie dotarła do naszych uszu Andaluzja Granadosa. Jeśli już trzeba było z czegoś zrezygnować, to czemu ofiarą tych „cięć” padł Enrique Granados, kompozytor pierwszorzędny, a nie trącący dancingiem Piazzolla?
Obok rzeczy wartościowych, będących owocem talentu i koniecznej dozy inspiracji, jak Arabeska Debussy`ego, Łabędź Saint-Saensa, temat z opery Mojżesz Rossiniego w opracowaniu Paganiniego, Antrakt Jacques`a Iberta, zaprezentowano kompozycje mierne. Brak w nich elementu podstawowego: prawdziwej, niewymuszonej, z natchnienia płynącej melodyjności. Była to nie tyle muzyka, co – nie owijając w bawełnę – muzyczne ględzenie. Gdyby jakieś przeszkody uniemożliwiły tym autorom opublikowanie swych produktów, skarbnica muzyczna niewiele by straciła. Skąd się wzięła straszliwa popularność Libertanga Piazzolli? Czemu tak często wykonuje się Gymnopedie Satie? Powody są, podejrzewam, pozamuzyczne. Wystarczyło umieścić w tytule wyraz tango, by publiczka zaczęła szaleć. Podobny komercyjny chwyt stosują pisarze pakując na karty tytułowe swych powieści słówko miłość. O Eryku Satie wiadomo, że kazał jeden ze swych płodów wykonywać 840 razy z rzędu. Tego rodzaju ekscentryczności także skutecznie wpływają na zdobycie sobie nazwiska.
Zaprezentowane w omawianym koncercie dziełka to przeważnie transkrypcje. Nie powiem, aby nie wzbogaciła programu Arabeska Debussy`ego, ale wysłuchanie tej harfowo-wiolonczelowej przeróbki pozostawia niedosyt. Słuchając obiecywałem sobie, że pierwszą moją czynnością po powrocie do domu będzie odtworzenie płyty gramofonowej z Arabeską w oryginalnej szacie dźwiękowej, czyli w wykonaniu pianisty Roberta Casadesus.

Antoni Kawczyński

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *