Facebook

JABŁONNA. Spotkanie z muzyką i randka z muzyczką

2017-01-21 1:52:11

Pierwszy w tym roku (15 I) pałacowy koncert przyniósł bukiet mniej lub bardziej pachnących melodii w wykonaniu wiolonczelistki Doroty Smolińskiej, harfistki Magdaleny Miłaszewskiej-Delimat i oboistki Agaty Wojciechowskiej.

Gra wymienionych pań była pierwszorzędna, tak pod względem harmonijnego współdziałania, jak i aranżacji. W Humoresce Dworzaka te same fragmenty, podejmowane na przemian przez wiolonczelę i obój, rywalizowały jakby z sobą w śpiewności. Drobne nuty harfowe, będące wstępem do boskiej miniatury Saint-Saënsa zatytułowanej Łabędź, imitowały ptasie wiosłowanie łapami, po czym śpiew wiolonczeli nasuwał obraz majestatycznie wygiętej szyi zwierzęcia.

Chociaż produkcje muzyczne szły nieprzerwanie, koncert wyraźnie rozpadał się na części. Część pierwsza: Kanon Pachelbela, Sonata na obój i basso continuo Haendla, Aria h-moll z III Suity orkiestrowej Sebastiana Bacha, Humoreska Dworzaka, Łabędź Saint-Saënsa. Część druga: Marchetti – Walc Fascination, Piazzola – Libertango, Satie – Gymnopedie, Morricone – muzyka filmowa, w tym Obój Gabriela, Kilar – Walc z filmu Ziemia obiecana, Robertson – Bittersweet oraz melodia irlandzka.

A teraz proszę odgadnąć, który punkt programu zyskał sobie u publiczności największe powodzenie? Nie był to ani Pachelbel, ani Haendel, ani Bach, ani dwaj pozostali, słowem, żaden z owych pięciu mistrzów wchodzących w skład pierwszej grupy. Największy aplauz wywołało Libertango Piazzoli. Zdumiewające! Czym jest owo Libertango? To nawet nie melodia, a tylko okruch melodii. Wydusiwszy z siebie ten mizerny zwrot muzyczny Piazzola wałkuje go przez pięć minut. Ubóstwo inwencji idące w parze z rozwlekłością. O pozostałych utworach drugiej części, z wyjątkiem Oboju Gabriela, która to kompozycja jest istotnie błyskiem geniuszu, o tych pozostałych, powtarzam, także nie można powiedzieć nic dobrego. Pustka, ckliwość, błahość, ocieranie się o banał lub kicz.

Podsumowując: w pierwszej części zaprezentowano muzykę rozrywkową, coś, co stanowi dla duszy melomana szlachetną rozrywkę, natomiast kawałki zaliczone przeze mnie do grupy drugiej to muzyka poważna, poważna w tym sensie, że tłumienie ziewnięć, do jakich skłonny był bardziej wybredny słuchacz, wymagało poważnego wysiłku.

Antoni Kawczyński

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *