Facebook

Kompozytor narodowy i Trzeciomajowe Święto

2016-05-10 3:28:49

Impreza muzyczna z jednym tylko, ale wielkim rangą i rozmiarami utworem Fryderyka Chopina w programie – urządzona w wilię Święta Trzeciego Maja, miała nader stosowną oprawę.

Na ścianie w głębi sceny zawisł olbrzymi portret Kompozytora, ten najlepszy, reprodukcja dzieła Delacroix. Od szlachetnej twarzy natchnionego muzyka i od kosza białych i czerwonych goździków na proscenium trudno było oderwać oczy. Miłych wrażeń muzycznych życzył nam dyrektor Miejskiego Ośrodka Kultury Zenon Durka, a jego mowa była krótka, treściwa, efektowna i wzruszająca. I jeszcze coś, co świadczyło o wspaniałej organizacji: pojawił się na scenie fortepian strunowy o pięknym tonie, jeśli nawet nie całkiem zasługujący na miano koncertowego, to w każdym razie o niebo przewyższający elektryczną protezę, którą zwykle widuje się i słyszy w sali widowiskowej ratusza.

Koncert e-moll, który w oryginale jest na fortepian i orkiestrę, tego wieczoru zabrzmiał w wersji kameralnej: fortepian, dwoje skrzypiec, altówka, wiolonczela i kontrabas.

Jak wytłumaczyć, że owo młodzieńcze dzieło Fryderyka, które się dziesiątki razy słyszało przez radio i z płyt, które w miernym wykonaniu może już tylko nużyć, teraz przykuło całą naszą uwagę, niemal zafascynowało? Przyczyną jest gra na żywo, bez aparatury nagłaśniającej, a także i to, iż muzycy – stojący jak najbardziej na wysokości zadania – są skromnymi odtwórcami. Było to bezpretensjonalne muzykowanie, bez aury gwiazdorstwa, bez efekciarstwa właściwego różnym Pogorelićiom, prezentującym przede wszystkim własną jaźń; muzykowanie wolne od tych wszystkich pozamuzycznych elementów, dzięki czemu miało się wrażenie obcowania z samym geniuszem. Chopin był na pierwszym planie, a o to właśnie chodzi. Nie bez znaczenia jest również owa wersja kameralna; to także wpłynęło korzystnie na nasz odbiór – co postaram się za chwilę uzasadnić.

W obu Chopinowskich Koncertach fortepian dominuje. Jest jakby duszą towarzystwa, które olśnione błyskotliwością gawędziarza zapomina o sobie, słucha i prosi o więcej. „Brylujący” instrument milknie niekiedy i wówczas rozlega się orkiestrowe tutti, lecz te momenty są rzadkie. Przeważnie głosom orkiestrowym trudno jakby przebić się przez potężne fale muzyki fortepianowej. Tak bywa w dużych salach koncertowych. W naszym przypadku działo się nieco inaczej. Dzięki mądremu usytuowaniu instrumentalistów na estradzie – zespół smyczkowy z przodu, fortepian w głębi – można było nie tylko słuchać kwintetu z bliska i bezpośrednio, ale i śledzić ruchy smyczków, co pozwalało na skonstatowanie, że nie są one od parady i że za ich sprawą dzieje się niemało. Ta reżyseria dźwiękowa zmierzała do uzyskania równowagi między dwiema partiami, fortepianu i „zminimalizowanej” orkiestry, i to się w dużej mierze udało.

Zasiadająca przy pierwszym pulpicie skrzypaczka Katarzyna Dul wystąpiła u nas ponownie. Poprzednio, parę lat temu, było to także towarzyszenie pianiście w Koncercie e-moll. Obserwacja działalności tej młodej artystki jest czymś ożywczym, pokrzepiającym. Znowu z niekłamaną przyjemnością można było chłonąć jej sztukę. Wciąż ta sama biegłość techniczna, subtelność, wdzięk, dbałość o wypieszczenie każdego taktu. Sympatyczne zjawisko, które wciąż wzbogaca kulturę muzyczną. Mistrzostwo, które z biegiem czasu krzepnie i – pokrzepia.

Gra pozostałych muzyków – pianisty Krzysztofa Staniendy, skrzypaczki Magdaleny Kisielińskiej, altowiolistki Marty Straszyńskiej, wiolonczelistki Nadii Bojadżijew, kontrabasisty Stanisława Glinki – zasługuje również na wysoką ocenę. Do indywidualnych walorów każdego muzyka z osobna dochodzi niebagatelna umiejętność gry zespołowej.

Uzupełnieniem imprezy ratuszowej był recital chopinowski dany 8 maja w Salonie Artystycznym. Anna Hajduk wykonała ballady, nokturny, mazurki i walca. Gra była zbyt huczna. Na ten i ów gwałtownie wzięty akord Chopin zareagowałby tak, jak podczas jednej z udzielonych przezeń lekcji: „A cóż to, pies szczeknął?!” W zaprezentowanych utworach wiele było miejsc wymagających od chopinisty potoczystości, zwiewności, perlistości – o tym ani marzyć. Nokturny na mój gust powinny być zagrane delikatniej i śpiewniej. Należałoby także życzyć sobie, aby kończąca się czterema pasażami kulminacja Ballady f-moll była zróżnicowana pod względem dynamicznym. Powinno to być równomierne, nieśpieszne narastanie od piano do forte; niestety, od początku było głośno i cały efekt przepadł.

Jednakże nie można pianistce odmówić znacznej sprawności. Świadczy o niej wykonanie brawurowego Walca F-dur op. 34. Zdaje się, że w utworach ognistych, wymagających od wykonawcy żywiołowego temperamentu artystka czuje się najlepiej. A co do pozostałych Chopinowskich majstersztyków, tych, które wymagają technicznego oraz interpretacyjnego doszlifowania, to z pewnością jest ono osiągalne. Nie wątpię o tym, biorąc pod uwagę młody wiek pani Anny. Całe życie przed nią, a praktyka – jak wiadomo – czyni mistrza.

ANTONI KAWCZYŃSKI

toiowo@toiowo.eu

Podobne artykuły

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *