Facebook

KULTURA. Koncert organowy – Potęga organowego brzmienia

2017-07-01 10:00:16

Program recitalu ułożono prawidłowo: barok, neoromantyzm i nasze czasy; mowa o występie organisty Romana Peruckiego w sobotę 24 czerwca


Tak więc program, łączący trzy odrębne style, przedstawiał się interesująco; gorzej z jego realizacją. Wraz z rozpoczynającym koncert Preludium Bacha (BWV 552) zwaliła się z chóru masa dźwięków – gęsta, hucząca i chwilami zgrzytająca niczym źle naoliwiona maszyneria. Trudno za to winić wykonawcę, który prawdopodobnie nie przewidział, że zbierze się zaledwie garstka słuchaczy, niemniej ta pustka w kościele spowodowała wcale niemały wzrost decybeli. Ocenić w tych warunkach akustycznych kunszt polifoniczny fugi, która nastąpiła po owym Preludium, to marzenie ściętej głowy. Cały ten Bach grany był bez pauz, bez wytchnienia, co stało się w odbiorze równie męczące jak lektura pewnej eksperymentalnej powieści, pozbawionej kropek i przecinków. Jednakże czytelnik ma tę przewagę nad słuchaczem, że może się zatrzymać, rzucić okiem wstecz i z lepszym zrozumieniem przeczytać dany urywek po raz drugi. Natomiast narracji muzycznej przerwać niestety nie sposób.
Kolejny punkt programu to siódma Symfonia organowa Feliksa Nowowiejskiego, utwór, który można scharakteryzować tak oto: mniej lub bardziej udane fragmenty, ale dzieła – nie ma. Nic nie trzyma się kupy, totalne rozwichrzenie.
Nie wynika stąd, iż autora melodii do hymnu Konopnickiej uważam za grafomana. Niewykluczone, że gdybym słuchał Symfonii w innych warunkach – inna akustyka, inny instrument, inny wykonawca, tj. taki, co częściej stosuje non legato i dba o właściwe frazowanie – moje wrażenia byłyby o niebo korzystniejsze.
O trzeciej i końcowej części koncertu zapowiedź w gazecie informuje: „Julien Bret (*1974), Hevelius”. Rozumiem z tego, że pewien mało znany, a urodzony w 1974 roku kompozytor uczynił Heweliusza bohaterem swego dziełka. Umieszczone w tytule nazwisko astronoma każe się spodziewać, iż zabrzmi muzyka sfer, czyli harmonijne dźwięki wydawane przez krążące ciała niebieskie. Co do mnie, nie miałem takich skojarzeń. Utwór wydał mi się serią odgłosów zdecydowanie ziemskich, żeby nie rzec: przyziemnych.

Antoni Kawczyński

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *