Facebook

Legionowianin w La Baule

2016-07-12 11:08:36

Rozmowa z PATRYKIEM GRZELAKIEM, który przez blisko miesiąc przebywał w bazie polskich piłkarzy podczas francuskiego Euro 2016.

Za Tobą przygoda życia. Jak Ci się udało „załapać” na francuskie Euro 2016?

Od dobrych kilku miesięcy pracowałem, a raczej udzielałem się w Polskim Związku Piłki Nożnej. Pracowałem w kilku departamentach związku. Pasjonowałem się też światem mediów, dziennikarstwem i chciałem się w tej dziedzinie spróbować. Dowiedziałem się, że jest prowadzona rekrutacja woluntariuszy do centrum medialnego reprezentacji Polski na Euro 2016. Potwierdziłem ją na portalu Łączy nas piłka i wysłałem swoje zgłoszenie z cv. Po kilku dniach, ku mojej radości, otrzymałem wiadomość, że znalazłem się w gronie kilku wytypowanych osób.

Z pewnością do pracy w centrum prasowym ważna była znajomość języków obcych?

Jasne. Angielski, jak wiadomo to dziś podstawa. Znam hiszpański, którego nadal się uczę, a którego pewne reguły są podobne do francuskiego. To było pomocne w pracy w La Baule, obok rzecz jasna angielskiego.

Jak byś krótko opisał nadatlatntyckie La Baule, bazę polskiej reprezentacji podczas Euro i miejsce Twojej pracy?

Reprezentacja jak wiadomo mieszkała w hotelu L’Hermitage, my byliśmy zakwaterowani w bliskim sąsiedztwie. La Baule bardzo mi przypominało nasz polski Sopot. Trochę mniejszy, taki kurort na kilkanaście tysięcy. Jeszcze w tym przedurlopowym okresie nie przepełniony, spokojniejszy niż Sopot, także zimniejszy, to w końcu Bretania, o dość zmiennej pogodzie. W La Baule była też wspaniała plaża. Długa na 7–8 km, szeroka, piaszczysta… Jak twierdzili miejscowi nie tylko najdłuższa we Francji, ale ponoć i w Europie.

Na czym polegała twoja praca w zespole centrum prasowego?

Centrum mieściło się bezpośrednio przy boisku treningowym na tamtejszym stadionie. Nasza praca woluntariuszy w pierwszych dniach polegała przede wszystkim na wydawaniu akredytacji prasowych. Potem gdy zaczęło się zgrupowanie naszym podstawowym zajęciem było przygotowywanie konferencji prasowych, pomoc w ich sprawnym przebiegu, koordynacji, także pomoc dziennikarzom w różnych, często prozaicznych sprawach, np. informowanie o planie dnia naszych piłkarzy. Czy to w kwestiach informacji, czy też rozwiązywaniu problemów, które się w ich pracy pojawiały.

Patryk na stadionie w La Baule, gdzie biało-czerwoni mieli swoją bazę treningową.

Patryk na stadionie w La Baule, gdzie biało-czerwoni mieli swoją bazę treningową.

Jak sympatyk piłki nożnej, naszej reprezentacji miałeś do swej pracy stosunek dość emocjonalny. Chciałem zapytać czy udało się podczas Euro zobaczyć jakieś mecze na żywo, czy jako człowiek, który pojechał tam przede wszystkim do pracy w La Baule oglądałeś tylko wszystkie mecze biało–czerwonych w TV?

Zacznę może od tego, że ta moja praca w La Baule to dla mnie niezapomniane, wspaniałe przeżycie, bo mogłem niemal od środka oglądać wielką piłkarską imprezę. Do każdego dnia podchodziłem tam ze sporą energią, werwą, chęcią do działania. Ta ekscytacja była największa w dniu spotkań biało–czerwonych. Dwa spotkania naszej drużyny obejrzałem na żywo. Tak się złożyło, że oba odbyły się w Marsylii A więc spotkanie, jeszcze w fazie grupowej z Ukrainą, a następnie spotkanie ćwierćfinałowe z Portugalią.

Czyli Twoim udziałem było zwycięstwo i …porażka?
Nie do końca porażka. W normalnym czasie gry był remis, przegraliśmy z Portugalią po karnych. Dla mnie ten ćwierćfinał to jak mistrzostwo, bo nie mieliśmy takiego sukcesu od wielu, wielu lat. Myślę, że tak to odebrali ludzie mojego pokolenia, którzy nie pamiętają czy to mundialowych sukcesów ekipy trenera Kazimierza Górskiego, czy Antoniego Piechniczka, czy igrzysk w Barcelonie.

Jak się znalazłeś w Marsylii? To kawał drogi z La Baule.

Zaowocował dobry kontakt z naszymi dziennikarzami. Na pierwszym mecz z Ukrainą miałem przyjemność pojechania z ekipą TVP: z Jackiem Kurowskim, Marcinem Żewłakowem, Szymonem Borczuchem. Natomiast na mecz z Portugalią zabrałem się z fotoreporterem, legionowianinem Piotrem Kuczą i Tomkiem Ćwiękałą. Były wspólne więc podczas tej drogi legionowskie tematy. Np. o Legionovii, także o warszawskiej Legii.

Widziałeś więc Marsylię, wiem, że do La Baule dotarłeś przez Paryż. Zobaczyłeś więc „kawałek” Francji. Da się tam żyć?

O Paryż ‘zahaczyłem”, zaliczając najważniejsze dla turysty miejsca francuskiej stolicy. Marsylii siłą rzeczy zobaczyłem troszkę więcej niż Paryża. Generalnie Francja mi się bardzo podobała, choć np. wjeżdżając do Marsylii można zobaczyć sporo miejsc, nie pasujących do reklamowych prospektów, okolice które zamieszkują mniejszości arabskie. Natomiast samo centrum Marsylii, okolice starego portu to już inny świat z klimatem i scenerią basenu Morza Śródziemnego i Lazurowego Wybrzeża. To tylko 3–4 kilometry od zmodernizowanego stadionu Velodrome, które pokonywali na mecz kibice biało–czerwonych.

Pracowałeś i kibicowałeś naszej drużynie, ale znany jesteś także jako madridista, czyli fan Realu Madryt. Piłkarzy z tego topowego hiszpańskiego klubu na Euro, w różnych drużynach, było sporo. Gra którego z piłkarzy królewskiego klubu wywarła na Tobie szczególne wrażenie?

Na żywo zobaczyłem dwóch zawodników Realu w naszym meczu przeciwko Portugalii. Pepe i Ronaldo. To nie była pierwsza okazja, kiedy miałem przyjemność zobaczyć Cristiano na żywo, ale zawsze sprawia na mnie niesamowite wrażenie. Także w Marsylii, pomimo tego, że na tych mistrzostwach według powszechnej opinii nie był w najlepszej dyspozycji. Widać jednak, że to jest atleta klasy światowej, bezwzględnie jeden z najlepszych w swoim fachu.

Dlaczego kibicujesz Realowi Madryt a nie FC Barcelona?

Kibicuję Realowi odkąd pamiętam. Myślę, że mniej więcej początki mojej fascynacji, ba, miłości do Realu, zaczęły się w okolicach lat 2000–2001, kiedy do madryckiego klubu przechodził z Juventusu Turyn – Zidane, mój pierwszy, prawdziwy piłkarski idol. I ta miłość do Realu pozostała mi do dzisiaj, kiedy oglądam mecze Realu w telewizji. Bez wątpienia wpływ na moją klubową fascynację miało to, że mój tata Robert był od zawsze także madridistą, także brat Bartek. Jest to więc miłość rodzinna , choć mama Agata i nasz najmłodszy brat Mateusz sympatyzowali z Barceloną…

28 patryk 2

Patryk Grzelak na marsylskim Stade Velodrome. Fot. fb Patryk Grzelak

Silą rzeczy, a może dokładniej rzecz ujmując – rodzinnych genów, Twoje dotychczasowe życie ściśle związane jest z piłką nożną.. Dobrym piłkarzem, znanym m.in. z występów w Legionovii był tata Robert. Także brat Bartek trenował futbol, a potem jak musiał ze względów zdrowotnych przerwać treningi, zajął się pracą szkoleniową, pracuje z młodzieżowym zespołami Legionovii. Ty sam, jak pamiętam, też trenowałeś piłkę kopaną…

To wszystko prawda, byłem skazany na piłkę nożną. Tata grał na poziomie II ligi, czyli dzisiaj byłaby to pierwsza liga. Piłka była dla nas, dla mnie, zawsze swego rodzaju magią, pasją, miała inny wymiar rzeczywistości. I było mi, i jest, z tym dobrze. Autentycznie się cieszę, że od małego piłka była obecna w moim życiu, a ja miałem szczęście niejako przebywać w środowisku piłkarskim. Miał oczywiście duży w tym udział mój tata, który w nas wszystkich trzech (bo i najmłodszy brat Mateusz interesuje się futbolem), tę miłość do piłki zaszczepił, przekazał. Ja też próbowałem oczywiście sam kopać. Razem z Bartkiem zaczęliśmy trenować w Legionovii, w grupie rocznika 1990 i młodsi. My byliśmy ci młodsi, a naszą grupę prowadził znany doskonale legionowskim kibicom Maciek Orłowski. Trenowałem przez parę dobrych lat. Przestałem gdzieś w okresie licealnym, a ściślej w klasie przedmaturalnej, kiedy pojawiły się kłopoty z kręgosłupem. Patrząc z perspektywy czasu żałuję tego rozbratu z piłka. Fajnie byłoby jeszcze pokopać na szczeblu okręgówki, czy „A” klasy. Tata mówił, że możliwości miał nie tylko Bartek, który grał na poziomie II ligi w nowodworskim Świcie, ale i ja. Na boisku podobno wyróżniał mnie sportowy charakter, wydolność, wytrzymałość. Miałem ponoć podobne cechy, które ma… Grzegorz Krychowiak. A tak na marginesie: Krychowiak to mój ulubiony piłkarz naszej kadry.

Świat, nie tylko dla ciebie 25–latka, kręci się wokół piłki, ale podobno świat nie jest jednak piłką futbolową, świat się podbija głową. Czy masz jakiś pomysł na swe dalsze życie?

Za mną licencjat na studiach i przerwa, żeby odpocząć, zresetować głowę. Na jesieni rozpoczynam studia magisterskie, myślę też o studiach podyplomowych i będą wybierał z tych związanych z profilem sportowym .Np. marketingu sportowego. Dziennikarstwo? Chyba żeby być dziennikarzem niekoniecznie trzeba skończyć studia dziennikarskie na tym kierunku? Generalnie w przyszłości chciałbym pozostać przy sporcie, może nawet przy piłce nożnej. Kariera zawodnika już mi nie grozi, zawód trenera też mnie raczej nie pociąga, więc może jakaś rola pracownika PZPN, w strukturach organizacyjnych związku. Nie ukrywam też, że od dawna intrygowało mnie spróbowanie swych sił w roli…komentatora sportowego. Może więc w przyszłości podążę tą drogą. Póki co rozpoczynam kontynuowanie studiów. Nauka w każdym wieku jest ważna.

Rozmawiał: Jerzy Buze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *