Facebook

LEGIONOWO. Altówka, harfa, flet

2016-02-21 11:36:34

Wróciły stare dobre czasy: w Salonie Artystycznym im. Chopina meloman nie czuje się już obco. Oby częściej, a więc minimum raz w miesiącu, można było tam usłyszeć muzykę równie dobrą jak ta, którą zaprezentowano w niedzielę 14 lutego.

Wystąpiło Trio Harfowe w składzie: Grażyna Strzeszewska – harfa, Dorota Puchnowska – flet, Marta Straszyńska – altówka.

W utworze Johanna Christiana Schickhardta flet śpiewał. Nie słychać było ani trochę często spotykanego w grze na tym instrumencie poświstu. W Terzettino François Dubois na tle szybkich, miarowych dźwięków harfy zabrzmiał dialog fletu i altówki w formie kunsztownie splatających się linii melodycznych.

Cezar Cui znany mi jest bardziej jako surowy, niekiedy sarkastyczny krytyk. Zdarzyło mu się nawet sarkać na jakiś utwór Czajkowskiego, całkiem wedle Cui wyprany z pomysłów. Toteż niemałe było moje zaciekawienie, jak też sam Cui radzi sobie w roli kompozytora. No cóż, Pięć małych duetów autorstwa Cui nie może się mierzyć z melodyką Czajkowskiego. Na przykładzie Cezara Cui sprawdza się porzekadło, iż pisanie o sztuce jest łatwe, lecz tworzenie sztuki – trudne.

Wielka szkoda, że nie umieszczono w programie Sonaty na flet, harfę i altówkę Debussy`ego, przynajmniej jednej części. Prawdopodobnie panie układające program obawiały się, że owa Sonata, jako dzieło „trudne”, będzie się kłócić z nastrojem dnia walentynkowego. Moim zdaniem obawa była płonna. Debussy jest wyjątkiem wśród kompozytorów awangardowych. W swoim nowatorstwie nigdy nie przestawał być natchnionym artystą. Jego twórczość zdumiewa nowością i zarazem urzeka pięknem.

Wśród majstersztyków Schickhardta, Dubois, Cui, Iberta, Faurégo i Delibes`a znalazły się tańce latynoamerykańskie. Zapowiedź wykonania tego typu muzyki nie ucieszyła mnie zanadto. O poematach dźwiękowych Debussy`ego nigdy bym nie powiedział „trudne”, ale kawałki takie, jak fandango, tango argentyńskie i huapango, skłonny byłbym skwitować epitetem „łatwizna”. Okazało się jednak, że owe tańce dzięki artystycznemu opracowaniu ani trochę nie kojarzyły się z dancingiem i jak najbardziej zasługiwały, aby je zagrać w Salonie Artystycznym.

Nieprzypadkowo w tytule niniejszego sprawozdania umieściłem altówkę na pierwszym miejscu. Flet swoją barwą nie zanadto pieści moje ucho, harfa jak na mój gust nie brzmiała wystarczająco zwiewnie, natomiast z satysfakcją wsłuchiwałem się w śpiew „małej wiolonczeli”. Ten instrument rzadko ma pole do popisu, partia altówki służy zwykle jako podkład rytmiczno-harmoniczny. W utworach tego dnia zaprezentowanych altówka traktowana jest równorzędnie. Tak jak głos altowy bywa wytchnieniem po piskach sopranowej koloratury, tak i tu altówka koiła brzmieniem niskim, ciemnym, o pełnym wolumenie.

ANTONI KAWCZYŃSKI

toiowo@toiowo.eu

Fot. MOK na Targowej

Podobne artykuły

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *