Facebook

LEGIONOWO. Chleb powszedni i chleb anielski

2016-10-28 2:52:19

Koncert ku czci św. Jana Pawła II, dany przez Cameratę Lubelską w niedzielę 16 X, zawierał jako główny punkt programu dzieło Józefa Zeidlera, polskiego kompozytora działającego w XVIII wieku a odkrytego stosunkowo niedawno.

Słuchając Seidlerowskiej Litanii do św. Jana Nepomucena można westchnąć: czemu podobna muzyka nie rozbrzmiewa zawsze, w każdą niedzielę? Aby ją usłyszeć w świątyni, trzeba szczególnej okazji, właśnie takiej jak ostatnia: trzydziesta ósma rocznica powołania na Stolicę Piotrową naszego Rodaka. Zresztą wszystkie pozostałe utwory – Ave Maria Kazimierza Górskiego, Panis Angelicus (Chleb Anielski) Cezara Francka, Lacrimosa Mozarta, Pie Jesu Webbera, Benedictus Saint-Saënsa – chciałoby się słyszeć podczas zwykłych nabożeństw. Czemu tak się nie dzieje?
Powiedzmy sobie otwarcie: wartość muzyki kościelnej, tej, którą się zwykle słyszy, będącej dla parafian chlebem powszednim, nie sięga wyżyn artyzmu. Jest to po prostu śpiewna modlitwa. Ale chyba nie może być inaczej. Wnętrze Domu Bożego to nie sala koncertowa. W upajaniu się muzycznym pięknem kryje się niebezpieczeństwo, że wierni mogliby po trosze zapominać o tym, co najważniejsze. Sprawdzają się słowa Ewangelii: nie można być sługą dwóch panów.

Oprócz wymienionych majstersztyków usłyszeliśmy jeszcze słynny Obój Gabriela autorstwa Ennio Morricone. Ze wszystkich znanych mi wykonań było to jedno z najpiękniejszych. Oboista Bartłomiej Serweta urzekał nie tylko płynną, śpiewną kantyleną, ale i potoczystością we fragmentach wymagających większej palcowej ruchliwości.

Zagrany na bis Psalm Mikołaja Gomółki – w oryginale: a cappella – tym razem zaprezentowany został z towarzyszeniem instrumentów. Dzięki temu opracowaniu muzyka renesansowego mistrza przestała być zabytkiem; zyskała walory ponadczasowe.

Muzykowanie miało swój urozmaicony tok: fragmenty chóralne przeplatały się z wokalnymi solówkami lub duetami: duetem śpiewaczek (sopran i alt) bądź duetem śpiewaków (tenor i bas). Niekiedy odzywała się recytatorka Elżbieta Kołaczek, a wówczas na ściszonym muzycznym tle słyszeliśmy wersety poetyckie z pism Słowackiego i Karola Wojtyły. Godne podkreślenia jest wolne tempo recytacji i jej nieskazitelna artykulacja, godne tym bardziej, że zza tego samego, usytuowanego w prezbiterium pulpitu słyszało się już tyle razy mowę pośpieszną i niewyraźną.
Zwróciła moją uwagę młodość niektórych instrumentalistów. Przy pulpicie I skrzypiec zasiada 17-letni Michał Orkieszewski, syn kapelmistrza. Wszyscy ci młodzi radzą sobie doskonale.

Ze względu na istniejący w kościele pogłos rola dyrygenta Tomasza Orkieszewskiego była niebagatelna. Muzycy co chwila odrywali wzrok od nut na pulpicie, by skierować go na ruchy batuty.

Wszyscy oni przybyli do nas z Lublina, wszyscy z wyjątkiem artysty zasiadającego przy przenośnych organach. Był nim Jan Bokszczanin. Jego partia organowa, zapisana na pięciolinii w postaci basu cyfrowanego, była trudna; polegała na nieprzerwanej improwizacji. Tylko organista wysokiej klasy może podołać takiemu zadaniu, a o wysokiej klasie pana Jana, który niedawno wrócił z Paryża, po swoim udanym recitalu w katedrze Notre Dame, wątpić nie sposób.

Antoni Kawczyński

Fot. MOK Legionowo

Podobne artykuły

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *