Facebook

LEGIONOWO. Finis coronat opus

2015-09-29 3:27:20

Istotnie, ostatni (6 IX) koncert festiwalowy był – zgodnie z łacińskim przysłowiem
– pięknym zwieńczeniem całego cyklu.

Nie słyszało się utworów błahych lub miernych. O wszystkich, nawet tych spod pióra mniej sławnych kompozytorów, można rzec, iż są autentycznymi, natchnionymi dziełami sztuki muzycznej.
Oczywiście, dobra muzyka nie może istnieć bez dobrych wykonawców. Znaleźli się oni w osobach organisty Jana Bokszczanina, skrzypka Wojciecha Walaska, wiolonczelistki Anny Wróbel i skrzypaczki Emilii Walasek-Gorczycy.
Bachowska Toccata i fuga d-moll została zagrana w tempie nieco wolniejszym niż to się zwykle słyszy. I bardzo słusznie, gdyż dzięki temu frazy nie zlewały się zbytnio i ucho słuchacza łatwiej chwytało sens całej muzycznej narracji. Zróżnicowanie pewnych fragmentów pod względem dynamicznym dawało wyborny efekt echa. Jan Bokszczanin wykonał poza tym jeszcze jedno arcydzieło Jana Sebastiana: Preludium chorałowe „Z głębokiej ciemności wołamy do Ciebie, Panie” oraz Chorał a-moll Césara Francka. Obu geniuszom została oddana pełna sprawiedliwość.
Zakończywszy solowy popis dyrektor artystyczny Festiwalu towarzyszył smyczkom. Najpierw Annie Wróbel w utworze Łzy I. F. Dobrzyńskiego, następnie Wojciechowi Walaskowi w Romansie Johana Svendsena. Ton skrzypiec pana Wojciecha odznacza się pełnią, śpiewnością, a ponadto niezwykłą miękkością. Każda nuta była nie tyle zagrana, co wypieszczona.
W dwóch ostatnich kompozycjach, Modlitwie Guilmanta i Bagatelach Dworzaka, wystąpiła cała czwórka muzyków. Mimo że ta muzyka kameralna była wykonywana w obszernej przestrzeni kościelnej, a więc w warunkach zgoła nie kameralnych, brzmiała dobrze, zwłaszcza że pan Jan potrafił imitować fisharmonię, dzięki czemu Bagatele, cykl napisany pierwotnie na owe małe organy, zabrzmiał zgodnie z intencją twórcy.
Widok muzykujących a świetnie zgranych kameralistów bywa fascynujący. Tym razem byliśmy go pozbawieni: trio smyczkowe usadowiło się na chórze. Szkoda; nie mogło być jednak inaczej. Gdyby grało na tle ołtarza, jego dźwięki – na skutek dużego pogłosu – dochodziłyby do organisty po 3-4 sekundach…
Prowadzenie koncertów przez Wojciecha Włodarczyka było doskonałe, prawie doskonałe. Dzięki komentarzom – zawierającym nie tylko ciekawostki o kompozytorach, ale także wiadomości o budowie danego dzieła i roli poszczególnych głosów instrumentalnych – mogliśmy odbierać muzykę w sposób bardziej wszechstronny. Po co w takim razie ta wtrącona wyżej partykuła prawie? Otóż komentarze nie były wolne od pewnej manieryczności właściwej redaktorom produkującym się przed mikrofonem radiowym. Np. w zdaniu: „Dworzak zjawił się wśród przyjaciół z utworem na fisharmonię” – przyimek „z” nie powinien być tak straszliwie akcentowany. I jeszcze coś, co już nie jest drobiazgiem, a co nazwałbym nonszalancją wobec przepisów interpunkcyjnych. Oto przykład. Dowiadujemy się, że kompozytor Bossi początkowo nie był w swojej ojczyźnie doceniany, a gdy wreszcie to się stało, nie cieszył się długo sławą, bo zmarł nagle na statku w drodze przez Atlantyk. Przyjęliśmy to do wiadomości, ale była przy tym chwila konsternacji. Ignorując, zgodnie ze spikerską modą, kropkę (pauzę) między zdaniami, pan Wojciech powiedział: „…został doceniony przedwcześnie zmarł…” Zanim słuchacz zorientuje się, że doceniono kompozytora raczej późno niż wcześnie, zdąży zadać sobie pytanie: „Jak to? Doceniono go przedwcześnie?”

ANTONI KAWCZYŃSKI

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *