Facebook

LEGIONOWO. Gdzie sąd powolny, tam ktoś korzysta

2016-12-01 10:41:03

Jak długo może trwać sądowy podział majątku po ogłoszonym rozwodzie? Doświadczeni życiem zapewne wiedzą, że najczęściej odbywa się to w czasie liczonym tygodniami, w trudniejszych przypadkach może nawet miesiącami.

Sąd Rejonowy w Legionowie potrafi jednak taką sprawę prowadzić od blisko sześciu lat. Co więcej, nie odbył dotychczas w przedmiotowej sprawie ani jednego posiedzenia, nie mógł nawet doprowadzić do zabezpieczenia niegdyś wspólnego majątku przez każdą ze stron.

Dobre złego początki
Szesnaście lat temu nasza redakcja relacjonowała otwarcie Zakładu pielęgnacyjno-opiekuńczego przy ul. Kozietulskiego w Legionowie. Były fanfary, radość i nadzieja. Nadzieja także na pomyślność biznesową, wszak działalność gospodarczą rozpoczyna się zazwyczaj w celu czerpania z tego korzyści finansowych. Dla państwa Wiesława i Haliny Smolińskich ten mały, bo zaledwie na dziewiętnastu pensjonariuszy przeznaczony obiekt był początkiem wielkiej i obiecującej przygody. Budynek powoli rozbudowywano, a w trzy lata później pobudowano nowy przy ulicy Pomorskiej 26. Dziś oba obiekty przygotowane są na przyjęcie około sześćdziesięciu sześciu pensjonariuszy. Małżeństwo dorobiło się także dużego, bo aż czterystumetrowego domu.

Wyroki i odwołania
Sielanka skończyła się wraz z małżeństwem. Rozwód Smolińskich został ogłoszony w 2010 roku a kilka miesięcy później pan Wiesław wystąpił do Sądu Rejonowego o podział majątku dorobkowego. Podział podziałem, ale najpierw, zanim podział ciałem się stanie, trzeba było przeprowadzić tak zwane zabezpieczenie dobytku. Ponieważ całość pozostawała w rękach pani Haliny, jej były mąż wnosił o ustalenie sposobu użytkowania domu i przyznanie mu zarządu nad Zakładem przy Pomorskiej 26, zaś jego żonie nad zakładem przy Kozietulskiego.
Zazwyczaj postępowanie o zabezpieczenie trwa około miesiąca. W przypadku Smolińskich mogło zakończyć się „już” po latach pięciu. Wyrok Sądu Rejonowego, odwołanie się do Sądu Okręgowego, znów Rejonowy itd. Zdarzało się, że dokumenty z Legionowa do Warszawy szły blisko półtora roku, innym razem w obiegu były jednocześnie dwa sprzeczne ze sobą wyroki w tej samej sprawie.

Jak wyegzekwować wyrok?
Gdy wreszcie zapadł prawomocny wyrok o zabezpieczeniu, rozpoczęły się problemy z jego egzekucją. Wiesław Smoliński twierdzi, że do wspólnego domu wdarł się siłą narażając się na obelgi i kradzieże prywatnych rzeczy z mieszkania, do którego dostęp mają osoby postronne. Sukces połowiczny ale i tak większy niż w przypadku Zakładu Leczniczego, którego szturmem zdobywać nie wypadało. – Za duża odpowiedzialność za znajdujące się tam osoby, ich leczenie i bezpieczeństwo – mówi Smoliński na sugestię, aby i tam wszedł w towarzystwie ochroniarzy. Zamiast więc włamywać się do swej własności, postanowił skorzystać z pomocy komornika. No tak, ale wyrok sądowy to dla komornika za mało. Potrzebny był tytuł wykonawczy wydawany przez sąd. Sąd, odwołanie, sąd, odwołanie i wreszcie jest! Z tytułem wykonawczym do komornika, który mógł swobodnie wyznaczyć termin przejęcie obiektu.

Nie ma jak zmiana nazwy
W dniu egzekucji okazało się, że nie może ona dojść do skutku, bo dokumenty są na zakład opiekuńczo-leczniczy a od kilku dni takiego już nie ma. Teraz jest zakład opiekuńczo-leczniczo-rehabilitacyjny, a to już całkiem co innego! Egzekucja została więc wstrzymana. Sąd, wyrok, odwołanie, wyrok itd… Wreszcie jest! W międzyczasie zmarł prowadzący sprawę komornik. Zanim przejął ją inny, Halina Smolińska zdążyła przedstawić postanowienie Sądu Okręgowego z 21 września br. o uchyleniu postanowienia o zabezpieczeniu. Sprawa wraca do punktu początkowego. Czy na kolejne pięć lat?

Czy to przypadek?
Diabelski młyn ruszył na kolejny krąg. Tymczasem dochody z majątku opiewającego na wiele milionów czerpie spokojnie jedna strona byłego związku małżeńskiego. Zdaniem Wiesława Smolińskiego, może to być przypadek, ale może być także związane z faktem, że prawniczka jego byłej żony podobno odbywała aplikację razem z jednym z legionowskich sędziów. Smoliński uważa również, że prawniczka jednej ze stron sporu nie powinna wchodzić do pokoju sędziowskiego przed samą rozprawą i przebywać tam przez pół godziny. Gdy tak się dzieje, później może mieć on wiele wątpliwości. Na przykład czy wysyłanie przez sąd dokumentów do świadka pod zły adres, a w konsekwencji odraczanie terminów rozpraw, jest tylko dziełem przypadku. Podawane przez Smolińskiego fakty, zapewne nijak związane są z przewlekłością postępowania. Jednak długość batalii w sądzie i czerpanie w tym czasie korzyści ze wspólnego majątku tylko przez jedną ze stron postępowania może zastanawiać?

PK

Podobne artykuły

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *