Facebook

LEGIONOWO. Królewicz instrumentów

2015-09-29 4:10:23

Jeśli potężne organy zyskały sobie miano króla instrumentów, to niepokaźny pozytyw należałoby nazwać królewiczem instrumentów. Owego królewicza zaprezentował (12 IX) legionowski organista Michał Jung.


Słyszeliśmy niedawno pana Michała podczas Festiwalu Muzyki Kameralnej i Organowej. Wówczas przemawiał do nas wyłącznie mową dźwięków. Tym razem wystąpił w roli podwójnej, instrumentalisty i lektora. Objaśniał słuchaczom budowę małych organów przeplatając swoje informacje wykonywaniem utworów epoki renesansu i baroku. Były to Tańce Jana z Lublina, Kurant włoski Cabanillesa oraz Toccata i fuga d-moll Bacha (bez fugi).
Mogliśmy zajrzeć do wnętrza mechanizmu, słysząc zarazem: „Naciśnięcie klawisza uwalnia w wiatrownicy kanał prowadzący do piszczałki.” Objaśnienia były rzeczowe, lecz nie suche, gdyż okraszone anegdotkami. Np. na temat tłoczącej powietrze dmuchawy: ma ona obecnie napęd elektryczny, ale jeszcze 50 lat temu źródłem energii było kalikowanie, czyli praca ludzkich mięśni. Profesor pana Michała, skazany za młodu na usługi kalikanta, stawał nierzadko przed dylematem: kupić sobie bułkę czy opłacić owego pomocnika. Chęć grania zwykle przeważała…
Toccata Bacha, która wykonana przez Michała Junga w kościele „na górce” zrobiła na słuchaczach wielkie wrażenie (na niektórych wprost piorunujące), zabrzmiała podczas Nocy Kultury po raz drugi. Co do mnie, miałem teraz frajdę jeszcze większą niż poprzednio, gdyż muzykowanie na pozytywie łączyło walory organów i fortepianu, z pominięciem wad tychże instrumentów. Wadą fortepianu jest dźwięk wybrzmiewający, wadą dużych organów jest nieosiągalność gry perlistej. Tym razem, niezależnie od tego, że nuty o dużych wartościach trwały wystarczająco długo, można było napawać się błyskotliwością ozdobników, gam i pasaży.
A oto jeszcze jedna z zasłyszanych tego wieczoru anegdot:
Pewien wybitny polski organista wystąpił z recitalem w kościele. Po ostatnich akordach podszedł do balustrady na chórze i ukłonił się klaszczącej w dole publiczności. Widoczny od pasa w górę prezentował się okazale w swoim czarnym smokingu kontrastującym z olśniewająco białym gorsem koszuli. Słuchacze oklaskami przywoływali go na dół, a on – zamiast zejść i stanąć na tle ołtarza, jak to jest w zwyczaju – odpowiadał ukłonami. Czemu nie ruszał się z miejsca? Tylko ktoś znajdujący się na chórze mógłby zrozumieć to wrośnięcie w ziemię. Jego oczom ukazałaby się szafująca ukłonami figura – bez spodni. Wirtuoz zdjął je z powodu upału. Gołymi nogami łatwiej mu było przebierać po nożnej klawiaturze.

ANTONI KAWCZYŃSKI

Podobne artykuły

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *