Facebook

LEGIONOWO. Nie ma miejsca na odmienne zdanie

2017-04-06 2:09:15

Prezes stowarzyszenia Nasze Miasto Nasze Sprawy BOGDAN KIEŁBASIŃSKI w drugiej części wywiadu mówi, co myśli o wydawaniu prasy samorządowej, o przekształceniu KZB w miejską spółkę, o prokuratorskich śledztwach i polityce dogęszczania miasta…

Co Pan sądzi o wydawaniu przez należąca do miasta spółkę KZB tabloidu „Miejscowa na weekend”, w którym uprawiana jest propaganda sukcesu, a ponadto atakowani są wszyscy przeciwnicy prezydenta Smogorzewskiego?
– Niestety niezależne media są przez legionowskie władze marginalizowane. Główny przekaz informacyjny jaki dociera do opinii publicznej kreowany jest przez wspomnianą gazetę oraz spółdzielczą telewizję. Dbają one, aby obraz władz miasta oraz zarządu SMLW był nieskazitelny. Każdy chętnie sięgnie po bezpłatną gazetę, a także obejrzy program o lokalnych wydarzeniach. W ten sposób władza buduje swoją wizerunkową potęgę. Oczywiście ostatnie lata przyniosły niezaprzeczalny rozwój Legionowa, w szczególności w zakresie inwestycji ze środków pozyskiwanych z funduszy europejskich. Natomiast obraz funkcjonowania legionowskiego samorządu jest zupełnie odmienny. Powstała swego rodzaju „grupa trzymająca władzę”. Blokowane są wszelkie niezależne inicjatywy. Nasze Stowarzyszenie doświadcza tego szczególnie teraz, kiedy zaczęliśmy mówić publicznie o problemach niewygodnych dla Ratusza – dogęszczaniu zabudowy, zanieczyszczonym powietrzu, czy też trudnych do zrozumienia decyzjach np. dotyczących komercjalizacji Centrum Komunikacyjnego. Odstąpiono od niej dopiero po naszych krytycznych wystąpieniach. Podejmowane przez nas próby wniesienia tych spraw pod obrady Rady Miasta spełzły na niczym. Tak było chociażby ze wspomnianym już problemem dogęszczania. Rada Miasta przestała być forum do dyskusji i wspólnego podejmowania decyzji. Jest „maszynką do głosowania” uchwał przedkładanych przez prezydenta. Kolejny przykład to historia naszego wniosku o zwołanie sesji Rady Miasta w sprawie ostatniego referendum. Chociaż to nasze Stowarzyszenie było pomysłodawcą jego przeprowadzenia, inicjatywa ta została zablokowana, aby procedować w tej sprawie mogli radni Porozumienia Prezydenckiego. O tym sprawach i wielu, wielu innych nie dowie się czytelnik gazety „Miejscowej”, ani też widz spółdzielczej LTV. Natomiast z doniesień mediów ogólnopolskich możemy wnioskować, że kontrowersyjne decyzje podejmowane przez władze miasta, wspierane przez powolną władzy większość radnych w Radzie Miasta, nie są największym problemem legionowskiego samorządu. Oby doniesienia te nie były zapowiedzią wydarzeń, które położą się głębokim cieniem na jego wizerunku.

Czy głosował Pan za przekształceniem Komunalnego Zakładu Budżetowego w spółkę i czy Pana zdaniem radni wówczas mieli świadomość tego, iż gminny majątek może być sprzedany bez wyrażenia zgody Rady Miasta?
– Projekt przekształcenia KZB w spółkę prawa handlowego, był przedstawiany przez prezydenta, jako bardzo korzystny dla budżetu miasta. Miał przynieść wymierne efekty finansowe z powodu optymalizacji kosztów funkcjonowania placówek oświatowych i obiektów sportowych, umożliwić zwrot podatku VAT z nowobudowanych obiektów, a także zapewnić większe wpływy z wynajmu obiektów zarządzanych przez profesjonalną spółkę. Wszelkie wątpliwości miały rozwiać zapewnienia prezydenta, które znalazły się również w uzasadnieniu do uchwały, że Rada Miasta nadal będzie miała wpływ na decyzje o ewentualnym zbyciu składników majątku Spółki, w której 100% udziałów posiada przecież Gmina Legionowo. Rzeczywistość okazała się jednak inna. Powołanie KZB Legionowo Sp. z o.o. stało się dla prezydenta sposobem na przejęcie jednoosobowo kontroli nad majątkiem o wartości 200 mln zł. O kolejnych kontrowersyjnych decyzjach podejmowanych przez prezydenta opinia publiczna dowiaduje się po fakcie. W mojej ocenie całą tę sytuację, można określić jawnym nadużyciem władzy w świetle prawa. Rada Miasta jako kolegialny organ przedstawicielski mieszkańców został pozbawiony nadzoru nad majątkiem gminnym olbrzymiej wartości.

Prokuratura umorzyła postępowanie ws. sprzedanej przez miejską spółkę KZB działki przy ul. Parkowej. Do wyjaśnienia jeszcze pozostały bulwersujące opinię publiczną sprawy najatrakcyjniejszych lokali w mieście. Trafiły one po znacznie zaniżonych cenach w posiadanie rodziny prezesa SML–W oraz do prezydenta miasta. Dlaczego tak się dzieje?
– Nie chcę komentować wyników zakończonych postępowań prokuratorskich, ani tym bardziej trwających. Temat „banku prezydenta i prezesa” był już nawet przedmiotem interwencyjnych programów telewizyjnych stacji ogólnopolskich. Póki co niewiele z nich wynika w kontekście postępowań procesowych, więc należy zachować daleko idącą powściągliwość. Oczywiście sam fakt, że w kolejce zainteresowanych nabyciem atrakcyjnych lokali użytkowych w SMLW czeka kilkaset osób, a nabywcami są osoby piastujące ważne stanowiska w mieście, czy też z kręgu ich najbliższej rodziny, może budzić kontrowersje opinii publicznej. Jednakże nie możemy z góry zakładać, że złamane zostało prawo.

Pan protestuje, jak chociażby przeciwko budowie bloku przy Broniewskiego, a władze miasta i zarząd legionowskiej spółdzielni nadal robią swoje, czyli dogęszczają zabudowę Legionowa. Ma Pan jakiś pomysł na zatrzymanie tego procederu?
– Tak, przede wszystkim zachęcam członków legionowskiej spółdzielni do uczestnictwa w walnym zgromadzeniu, które odbędzie się w czerwcu br. W tym roku wygasa kadencja Rady Nadzorczej, a właśnie Rada Nadzorcza powołuje Zarząd, więc może dokonać zmian, których oczekują spółdzielcy. Przypomnę, że w wyniku przeprowadzonego przez nasze Stowarzyszenie badania opinii wśród członków Spółdzielni, ponad 60% z nich oczekiwało odejścia prezesa Szymona Rosiaka, a tylko około 15% nie chciało zmiany na tym stanowisku. Jestem przekonany, że tak zła ocena działalności prezesa wynika z braku akceptacji dla intensywnego dogęszczania zabudowy na legionowskich osiedlach, kosztem komfortu życia ich dotychczasowych mieszkańców. Z drugiej strony potrzebna jest większa reprezentacja w legionowskim samorządzie przedstawicieli dbających o sprawy spółdzielców, którzy stanowią przecież połowę mieszkańców Legionowa. Wybory samorządowe w przyszłym roku, więc już niedługo można będzie „zabrać głos” w tej sprawie.

Skoro mowa o wyborach samorządowych, to wielu zadaje już sobie pytanie – czy Bogdan Kiełbasiński ma chrapkę na urząd prezydenta miasta? Podjął już Pan taką decyzję, rzuci Pan wyzwanie obecnej ekipie rządzącej?
– Moje plany są związane przede wszystkim z działalnością Stowarzyszenia NASZE MIASTO NASZE SPRAWY, które chce mieć realny wpływ na rozwiązywanie problemów lokalnej społeczności. Niestety polityka propagandy sukcesu realizowana przez obecne władze powoduje, że działalność takich organizacji jak nasza jest trudna. Nie ma miejsca na odmienne zdanie, które mogłoby być traktowane jako merytoryczny głos w dyskusji. Władze odmawiają prawa do realizacji jakiejkolwiek inicjatywy, jeżeli nie mogą jej przedstawić jako swojej. Dobrym przykładem są tzw. inicjatywy lokalne, które zawłaszczone są przez radnych skupionych wokół prezydenta. Tylko oni mają możliwość skutecznego przeprowadzenia projektów w swoich okręgach wyborczych, w wyniku których jak „grzyby po deszczu” wyrastają kolejne place zabaw i siłownie plenerowe (na tym kończy się kreatywność pomysłodawców). To karykatura funkcjonującego w innych gminach budżetu partycypacyjnego, zwanego też obywatelskim, kiedy to mieszkańcy zgłaszają projekty i poddają je pod głosowanie lokalnej społeczności. Jednakże, takie działanie przynosi bardzo dobre wyniki popularności obecnej ekipie władzy i zachęca do szybkiego rozprawiania” się z „nieposłusznymi”. Takim działaniem było właśnie rozbicie Klubu Radnych NMNS. Z 6 radnych, których mieliśmy na początku obecnej kadencji Rady Miasta pozostał tylko jeden – Józef Dziedzic. Radni stają przed wyborem „albo jesteś z nami, albo przeciwko nam” i rzadko kiedy są w stanie oprzeć się takiej presji. Wolą znaleźć się w kręgu ludzi władzy, zabiegając w ten sposób o kolejną kadencję w roli radnego. To oczywiście wiąże się z koniecznością bezkrytycznego popierania rządzących. Kulminacją ataku na naszą niezależność, było zwołanie w listopadzie ub.r. walnego zgromadzenia członków z inicjatywy kilku osób liczących na bliską współpracę z Ratuszem, które miało doprowadzić do odwołania Zarządu Stowarzyszenia. Wyszliśmy z tego kryzysu obronną ręką rzekłbym nawet, że wzmocnieni. Mamy silny zespół, który na pierwszym miejscu stawia sprawy mieszkańców, a nie własne interesy. Wspominałem już o tym w pierwszej części wywiadu, ale te wydarzenia pokazują jak funkcjonuje legionowski samorząd. Czy chcemy to zmienić? Tak! Czy to możliwe? Chyba jeszcze nie. Notowania prezydenta i jego ekipy są teraz lepsze niż kiedykolwiek. A druga strona medalu to nadal wiedza dla wtajemniczonych.

Rozmawiał Dariusz Burczyński

Pierwszą część wywiadu z Bogdanem Kiełbasińskim znajdziesz TUTAJ

Komentarze

2 komentarze

  1. Bolek odpowiedz

    Kiełbasiński jest bez szans na prezydenturę. Obóz rządzący, jeśli wejdzie dwukadencyjność, to wystawi Zadrożnego. Jeśli nie wejdzie dwukadencyjność, to Roman zapewne skusi się na 5. kadencję. Z tym drugim, w mieście, gdzie mieszkańcy są wręcz gwałceni codzienną dawką propagandy, NIKT NIE WYGRA. I to warto sobie uzmysłowić. Każdy kontrkandydat będzie przez „Miejscową” i LTV razem wzięte niszczony. Mało tego, nawet o nim nie usłyszy przeciętny mieszkaniec Legionowa. Promowane będzie wyłącznie JEDNO nazwisko – obozu rządzącego, oczywiście za nasze-podatników pieniądze.

    W tej sytuacji, jeszcze większą głupotą by było, gdyby „rozproszona” opozycja wystawiła kilku kandydatów. To jeszcze bardziej wzmocniłoby obóz rządzący, który tylko na to czeka! Szeroko rozumiana opozycja w tym mieście musi wystawić JEDNEGO i wyrazistego kandydata. Na myśl przychodzi tylko… Smuniewski. Tylko, czy ten ma ochotę?

  2. Wojtek Kręcisz odpowiedz

    Pomysł aby pan Kiełbasiński kandydował jest bez sensu. Bez sensu. Nie ma szans. Zwracam uwagę że ostatnio nawet do rady miasta (czy tam powiatu – nie pamiętam gdzie startował) głosów nie uciułał. Obóz pana Romana wystawi mocno rozpoznawalną, jak sądzę, kandydaturę, toteż samobójczym posunięciem tzw. szerokiej opozycji byłoby granie na więcej niż jedną postać. Powiem więcej, obstawiam że są wstępnie dogadani – PiS pompuje „niezależnego” kandydata strażaka, towarzystwo spod szyldu NMNS poprze go w zamian dostanie parę stołków. Koncept w sumie ma szansę powodzenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *