Facebook

LEGIONOWO. Pokarm dla marzeń

2016-10-12 12:28:48

Cykl Chopinowskich walców z nokturnem na wstępie i polonezem na zakończenie oraz Lisztowskie etiudy według Paganiniego w wykonaniu pianisty Wojciecha Świętońskiego usłyszeliśmy 9 października.

Walce, które są do słuchania, a nie do tańczenia, zostały zagrane właśnie tak, jakby były „zaproszeniem do tańca”, zaś Polonez As-dur op. 53 nie był dość majestatyczny. Tak potężnego dzieła nie należało chyba zostawiać na bis, brać się do niego po całym szeregu arcytrudnych, wyczerpujących kondycyjnie utworów Liszta.

Wykonanie etiud węgierskiego mistrza wydało mi się nieco za huczne i zbyt prędkie. W tym pośpiechu ginęło sporo szczegółów; słuchaczowi brakło czasu na delektowanie się nimi. Jest tu niestety potrzebna najwyższej klasy wirtuozeria, która potrafi pogodzić ogień z wodą i sprawić, że w parze z brawurą i burzliwością idzie spokój i klarowność. (Nasuwa się porównanie ze sztuką oratorską: nawet najbardziej podekscytowany mówca winien pamiętać o kropkach między zdaniami.).

Na szczęście w grze pana Wojciecha zalety górują nad wadami. Imponująca jest jego biegłość palcowa i umiejętność wydobywania gradacji dynamicznych (etiuda Tremolo). W etiudzie arpedżiowej palce zaledwie muskały klawisze, a mimo to dźwięki były wyrównane i pełne. Sypkością i perlistością gry napawaliśmy się w Campanelli.
Bytność w sali koncertowej, gdzie do dźwięku dochodzi obraz, dostarcza pod pewnym względem satysfakcji większej niż słuchanie nagrań we własnym domu. Recital, o którym mowa, skuteczniej niż lektura powieści biograficznych, skuteczniej niż oglądanie ilustracji z danej epoki przenosił myśli melomana w czasy romantyzmu, kiedy to młody Franciszek Liszt, zafascynowany sztuką Paganiniego, postanowił wykorzystać zdobycze genialnego skrzypka i zastosować je w swojej pianistyce. Słuchając bogatej w efekty techniczne gry Wojciecha Świętońskiego i patrząc na jego krzyżujące się nad klawiaturą ręce można chwilami odczuć powiew tej arcyciekawej przeszłości. Można przeżyć krótkotrwały sen na jawie, podczas którego dzisiejszy legionowski salonik zamienia się w paryski salon około roku 1835.

Antoni Kawczyński

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *