Facebook

LEGIONOWO. Sprawca potrzebny na cito

2017-11-18 1:00:16

To historia z gatunku normalnie po polsku nienormalnych. Gdy z przypadkowego świadka można stać się głównym podejrzanym. Ot, zbieg okoliczności: ktoś znalazł się w nieodpowiednim czasie i miejscu, a gorliwy policjant akurat pilnie potrzebował sprawcy…

Pierwszy dzień sierpnia w Legionowie był wyjątkowo słoneczny, tego lata. Marzena Kwiatkowska* z mężem zeszli na osiedlowy parking, tuż pod blokiem na osiedlu Jagiellońska. Ot po prostu po to, by doprowadzić do ładu zaniedbany samochód. – Wyjazd na urlop się zbliżał, a w samochodzie bałagan, któreś światło nie działało, pełno śmieci, a jeszcze mąż się uparł, żeby głośnik wymienić. Poszliśmy razem. I to jak się okazuje był początek serii niefortunnych zdarzeń – mówi Pani Marzena.

Feralne popołudnie

Ledwie małżonkowie zeszli na parking i zabrali się do porządków, zaczepił ich jakiś zziajany facet. – Pytał, czy nie widzieliśmy uciekającej kobiety, bo napadła jakiegoś starszego człowieka i uciekła w tę stronę. Odpowiedzieliśmy, że nie widzieliśmy, bo dopiero wyszliśmy z domu – wspomina mąż pani Marzeny, Wiesław. Po mniej więcej godzinie porządki były jako tako ukończone. I wtedy zawyły syreny. Ale jeszcze nie te rocznicowe z okazji wybuchu Powstania, ale policyjne. Na parking zajechał radiowóz, z którego wysiedli policjanci i zaczęli grzebać w śmietniku. Za chwilę podjechał następny samochód z dwoma jak później się okazało detektywami z legionowskiej komendy. – Podjechali po cywilu, nieoznakowanym samochodem. Zaczęli wypytywać co tu robimy, czy nam się samochód zepsuł, po czym sobie pojechali – mówi pani Marzena.

Poszukiwania sprawcy napadu

Jej mąż, pan Wiesław dodaje, że jego zdaniem policjanci ci zachowywali się dziwnie, ponieważ pomimo próśb nie chcieli zająć się leżącym na chodniku nieprzytomnym mężczyzną. Kilka minut wcześniej pojawiło się tam bowiem jakieś podpite męsko-damskie towarzystwo, które o  coś zawzięcie się kłóciło. Sprzeczka przerodziła się w bójkę, a jej uczestnicy szybko się zmyli, poza tym jednym pobitym. Policjanci powiedzieli jednak, że przyjechali w innej sprawie. Niedługo zresztą karetka pogotowia zabrała poszkodowanego. A pani Marzena z mężem i dwójką najmłodszych z pięciorga dzieci, pojechali na plażę w Wieliszewie. W tym czasie najstarszy syn podał policjantom, którzy pojawili się w ich mieszkaniu, telefon do matki. Funkcjonariusze chcieli bowiem przepytać jeszcze raz panią Marzenę jako potencjalnego świadka w sprawie o napaść na starszego człowieka. Nikt jednak potem nie zatelefonował, dlatego pani Marzena i jej mąż o całej tej sprawie wkrótce zapomnieli.

Przesłuchanie

Przypomnieli im o niej dwa miesiące później policjanci, którzy wzywali panią Marzenę na przesłuchanie… . Wtedy dowiedziała się, że napadniętym owego feralnego 1 sierpnia był znany lekarz, honorowy obywatel miasta – przeszło 90-letni Zygmunt Pryszmont. Powiedziała, co wiedziała, czyli powtórzyła to, co już mówiła i wróciła do domu. – Dziwne mi się zdawało, że wzywają mnie po tak długim czasie. Pomijając już fakt, że ja tylko byłam przypadkowo w pobliżu i właściwie nic w tej sprawie nie wiedziałam ­– dziwi się pani Marzena. Wtedy jednak jeszcze nie przywiązywała do tej ani innych dziwnych okoliczności, o których za chwilę, wielkiej wagi. O całej sprawie rychło zapomniała. Tym razem jednak na znacznie krócej…

Rewizja w mieszkaniu

Sprawa spadła na panią Marzenę jak grom z jasnego nieba 3 listopada, dokładnie w dniu jej urodzin. Pani Marzena była w pracy, w domu opieki dla osób starszych. Jest tam opiekunką i pielęgniarką. Tego dnia była akurat na dyżurze sama. Krótko po 10 w domu opieki zjawili się policjanci z… nakazem przeszukania mieszkania Kwiatkowskich. – Byłam w szoku. Policjanci pokazali mi nakaz przeszukania mojego mieszkania. Kompletnie nie rozumiałam dlaczego, a oni odmawiali jakichkolwiek wyjaśnień. Powiedzieli tylko, że jak z nimi nie pojadę dobrowolnie to wywloką mnie w kajdankach. Dopiero, kiedy powiedziałam, że nie mogę zostawić swoich podopiecznych, trochę zmiękli i pozwolili zadzwonić po koleżankę. – Początkowo pani Marzena w ogóle nie łączyła tego, co się dzieje z przypadkową obecnością na parkingu przeszło trzy miesiące wcześniej. Dopiero uważna lektura podpisanego przez asesor prokuratury postanowienia o rewizji rozjaśniła jej w głowie.

Przebieg napadu

Wtedy też poznała szczegóły napaści na doktora Pryszmonta, których wcześniej nie znała. Okazało się, że owego feralnego 1 sierpnia po południu do mieszkania doktora wtargnęła kobieta z atrapą pistoletu. Na głowie miała czarną perukę, twarz zasłoniętą chustką, a na rękach niebieskie lateksowe rękawiczki. Jednak, gdy próbowała obezwładnić doktora, odezwał się dzwonek domofonu i kobieta uciekła. Na schodach minął ją pacjent doktora Pryszmonta, który zauważył, że była blondynką, a w rękach niosła ciemną perukę. Tak się składa, że pani Marzena też jest blondynką, chociaż farbowaną. Pewnie dlatego pacjent ten, a później świadek stwierdził podczas okazania, że kobieta, którą spotkał na schodach, to mogła być właśnie pani Marzena.

Najlepiej jak się przyznasz

Dlatego podczas przeszukania policjanci szukali u Kwiatkowskich czarnej peruki i zabawkowego pistoletu. – Przyjemne to nie było. Dzieci kazali zamknąć w pokoju, zaczęli wszystko przetrząsać. W sumie to nawet się nie dziwię, że szukali, skoro ktoś mnie rozpoznał i pretensji nie mam – ­mówi pani Marzena. Jednak najgorsze dopiero się zaczęło. Policjanci nie znaleźli bowiem tego, czego szukali. Dlatego zdaniem pani Marzeny, wszelkimi sposobami usiłowali ją zmusić, aby sama przyznała się do dokonania napadu. – młodszy aspirant o imieniu Łukasz od początku był nieprzyjemny. Pozwalał sobie na docinki, robił aluzje, zarzucał mi mówienie nieprawdy. Straszył więzieniem. Mówił, że biedne dzieci mamusi w święta nie zobaczą. I że jak sama się przyznam to krócej posiedzę. Jednym słowem, traktował mnie tak, jakbym bez najmniejszych wątpliwości była sprawczynią tego napadu. – mówi pani Marzena.
Policjanci mówili też pani Marzenie, że mają ją nagraną na monitoringu. Gdy jednak powiedziała, że chętnie obejrzy nagranie i że to będzie dowód jej niewinności, policjanci odmówili ich pokazania, co może rodzić podejrzenie, że nagrań takich wcale nie ma.

Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz?

Pani Marzena Kwiatkowska nie ma pretensji o to, że policjanci mogli ją podejrzewać, ale o to, że traktowali tak jakby była winna w sposób bezsporny. – Ten młodszy aspirant Łukasz mi powiedział, że jak nade mną popracuje, to najpóźniej do 16 się przyznam i będzie miał to z głowy. Naprawdę się bałam, zachowywał się tak, jakby był w stanie posunąć się dalej niż tylko do gróźb. Wszystko to wyglądało tak, jakby policjanci szukali kozła ofiarnego i właśnie znaleźli mnie.
Pani Marzena została na komendę doprowadzona jako świadek, a traktowano ją jak podejrzaną, ba winną, choć nikt nie przedstawił oficjalnie jej żadnych zarzutów. – Słyszałem później, że podobno policjanci dostali polecenie, że mają natychmiast znaleźć sprawcę napadu. I dlatego wzywają każdego, kto tylko znalazł się w pobliżu. Dlaczego jednak nie wezwali mnie na przesłuchanie. – dziwi się mąż pani Marzeny. Pan Wiesław, jak twierdzi, cały czas był na parkingu z żoną, mógłby więc potwierdzić jej zeznania. Dlatego jego zdaniem, właśnie jego zeznania byłyby policjantom wybitnie nie na rękę.

Dziwne okazanie

Zamiast więc przesłuchać pana Wiesława, policjanci dokonali kolejnego okazania, które wypadło tak jak miało wypaść. Sposób jego przeprowadzenia może jednak budzić duże wątpliwości. Według pani Marzeny, ustawiono ją obok trzech kobiet podobnych do siebie nawzajem, ale ani trochę nie podobnych do niej. Żadna też nie była blondynką. – Kazali mi wziąć numer trzeci i dwa razy głośno to powtórzyli. Wyglądało to tak, jakby chcieli, by znajdujący się gdzieś w sąsiednim pomieszczeniu świadek na pewno to usłyszał i nie daj boże się nie pomylił. To kogo miał wskazać ten świadek? – relacjonuje pani Marzena.

Przekleństwa niewinności

Pani Marzena zamierza poskarżyć się na funkcjonariusza, który ją przesłuchiwał. Ale nie do komendanta w Legionowie, bo nie wierzy, że sprawa nie zostanie zamieciona pod dywan. – Podczas przesłuchania wszedł zwierzchnik przesłuchującego policjanta i też straszył. Pytał czy znam bajkę o Pinokiu, w prostacki sposób insynuując, że kłamię. To jak mam ufać, że rozpatrzy skargę bezstronnie? – wyznaje pani Marzena. Dodaje też, że Nigdy wcześniej nie czuła się tak upokorzona i zagrożona jak w trakcie tego przesłuchania. – Jestem naprawdę niewinna, tymczasem potraktowano mnie jak zbrodniarkę. Wierzę mimo wszystko, że tego dowiodę, ale przecież sprawa się nie zakończyła. Wciąż się boję, że znowu przyjdą, tym razem mnie aresztują albo znowu będą nękać, straszyć, szantażować i znieważać. – mówi kobieta .

Proces jak u Kafki

Kwestia winy bądź niewinności Marzeny Kwiatkowskiej pozostaje póki co otwarta. Ale kilka rzeczy musi dziwić. Po pierwsze, nie przesłuchano w ogóle jej męża, czyli osoby, która może potwierdzić jej alibi. Przede wszystkim jednak niedopuszczalne wydają się metody, przy pomocy których śledczy usiłują za wszelką cenę zmusić podejrzanego, aby sam przyznał się do winy, – „bo tak będzie dla niego lepiej”. Metody takie, w demokratycznym państwie, muszą budzić zdecydowany sprzeciw. Tym bardziej, że nie chodzi o wielokrotnego recydywistę, ale o osobę nigdy nie karaną, a w dodatku matkę pięciorga dzieci. Grozy sprawie dodaje też absurdalność całej tej sytuacji. Najbardziej przerażające jest jednak to, że coś podobnego może spotkać każdego z nas, jeśli znajdzie się w nieodpowiednim czasie i miejscu. A ktoś inny akurat będzie chciał podreperować policyjne statystyki…

Franciszek Kawka

*Dane bohaterki i jej męża zostały zmienione

Komentarze

9 komentarzy

  1. mati odpowiedz

    pryszmont honorowym obywatelem?! to żart jakiś? strasznie kiepski.

  2. dedekdyw odpowiedz

    przez GODZINĘ dwie osoby ogarniały auto?! XD brzmi prawdopodobnie. jeśli był to przegubowy ikarus.

    1. Daro odpowiedz

      Kto i w jakim celu zamieszcza takie bezsensowne komentarze, kto usiłuje udowodnić że była karana a poszlaki wskazują na winę kobiety
      Otóż ta Pani razem z mężem ma prawo spędzić tyle czasu przy samochodzie ile tylko chce, ma prawo zostawić swoje dzieci pod opieką starszego rodzeństwa i ma prawo spędzać wolny czas w taki sposób jak tylko chce
      Doszukiwanie się jakiś podtekstów w tej sytuacji zakrawa na absurd

  3. Franciszek Kawka odpowiedz

    Nigdy i za nic nie byli karani poza mandatem za przejechanie na czerwonym świetle. Bohaterka artykułu jest pielęgniarką, jej mąż uprawia wolny zawód twórczy, jest wykładowcą. Poza tym to „za dużo faktów” przemawiających na niekorzyść bohaterki to dokładnie jeden fakt, czyli skandalicznie przeprowadzone rozpoznanie. No i oczywiście obecność w pobliżu. I właśnie o to chodzi, że znalazłszy się w nieodpowiednim czasie i miejscu, można stać się ofiarą zastraszania, gróźb, poniżenia… Wolno wątpić w niewinność bohaterki, ale gdzież domniemanie niewinności, policja póki co niczego nie potrafiła jej udowodnić, nawet nie postawiła zarzutów, bohaterka ciągle ma w tej sprawie status świadka, a nie podejrzanej. Czy sądzi pani, ze gdyby policja coś konkretnego przeciw bohaterce miała, jakiś dowód poza tym okazaniem przeprowadzonym tak, by świadek wiedział kogo ma wskazać, to naprawdę czekałaby jeszcze z postawieniem zarzutów? A co do wiary w kompetencje polskiej policji, to jest pani albo naiwna albo nie czyta pani gazet. Tylko w ostatnim tygodniu miało miejsce kilka dość głośnych medialnie zdarzeń, w których policja popisała się niekompetencją, chamstwem, służalczością, nieznajomością procedur. To jest niestety na porządku dziennym.

  4. Ciekawy odpowiedz

    We dwoje poszli sprzątać auto, a 5 dzieci gdzie wtedy była?

    1. Franciszek Kawka odpowiedz

      Piątka dzieci była wtedy w domu ( jedno z dzieci jest już pełnoletnie, drugie prawie ), było gorąco i nie było sensu, żeby dzieci w takim upale biegały po dworze, ogarniali auto przed popołudniową wycieczką z najmłodszymi dziećmi nad wodę.

    2. Daro odpowiedz

      Zaczynają się idiotyczne komentarze i szukanie na siłę sensacji ,
      5 dzieci, podejrzewam że rozpiętość wieku jest taka że najstarsze z dzieci może przypilnować te młodsze
      To chyba dla normalnego człowieka jest oczywiste

  5. Anka odpowiedz

    Tartatata…w czymś takim tkwi odrobina prawdy. Zbyt dużo wydarzeń przemawia przeciwko pani M. Droga Redakcjo czy i ewentualnie ile razy karana była pani M. i jej partner??? Proszę o ustalenie faktu. A policjanci z Legionowa porażka, prawie każdy wie, ale aż tak beznadziejni nie są, by straszyć niewinnych ludzi.

    1. Daro odpowiedz

      Chwilunia, skoro redakcja podaje że i tu cytuję „Tym bardziej, że nie chodzi o wielokrotnego recydywistę, ale o osobę nigdy nie karaną, a w dodatku matkę pięciorga dzieci.” to chyba wiadomo że chodzi o osobę nigdy nie karaną
      Publikując takie posty próbuje się podważyć dobre imię, wskazać że taka osoba mogła być zamieszana w sprawę
      Cytując klasyków „nie ma osób niewinnych są tylko źle przesłuchani” co idealnie pasuje do całej tej sprawy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *