Facebook

LEGIONOWO. Taniec życia

2016-12-14 1:39:45

Tradycyjnie druga niedziela miesiąca w Salonie na Targowej przyniosła nam tym razem (11XII) majstersztyki z epoki baroku, klasycyzmu i romantyzmu w wykonaniu pianisty Wojciecha Pyrcia.

Artysta dał się poznać już w czerwcu tego roku, ale nie całkowicie, tzn. nie w roli pierwszoplanowej. Towarzyszył wówczas młodziutkiej skrzypaczce, głównej atrakcji tamtego koncertu, danego w ratuszu z okazji Dnia Filipin. Obecnie, wystąpiwszy jako solista, miał możność pełnego, wszechstronnego zaprezentowania swojej sztuki. Jest to już trzeci pianista młodego pokolenia występujący przed legionowską publicznością w bieżącym sezonie. Każdy z nich przedstawił program atrakcyjny, złożony z dzieł największych mistrzów, przy czym były to utwory rozmaite, nic się nie dublowało, wszystko zaś zostało zagrane z talentem. Tak więc był to w sumie fascynujący przegląd złotych kart literatury fortepianowej. Nie znalazłbyś w tych recitalach miejsc „pustych”, doprawdy było czego posłuchać. Ani chwili nudy!

Pierwsze, co uderza w grze Wojciecha Pyrcia, to biegłość. Dzięki opanowaniu – w stopniu imponującym – rzemiosła pianistycznego może on z największą swobodą realizować swoją wizję artystyczną.

Jako ostatni punkt programu zabrzmiały Brahmsowskie Wariacje na temat Paganiniego. Pianista wyznał, że w tego typu kompozycjach, obfitujących w kontrasty zarówno dynamiczne jak i wyrazowe, a także takie, które wynikają z gry w skrajnie od siebie odległych rejestrach, on czuje się najlepiej. Nie znaczy to, że pozostałe punkty programu wypadły słabiej. Były to: Preludium i fuga cis-moll z II tomu Das Wohltemperierte Klavier Jana Sebastiana, Sonata B-dur KV 281 Mozarta, Sonata A-dur op. 101 Beethovena i na bis sonata Scarlattiego. Temu wszystkiemu oddano także pełną sprawiedliwość.

Pan Wojciech opowiadał o swym udziale w kursach mistrzowskich i o prowadzących te kursy profesorach. Jednym z nich był Dang Thai Son. Ten światowej sławy Wietnamczyk odradził swemu kursowiczowi granie Lisztowskiego Tańca śmierci, twierdząc, że do tego dzieła trzeba dojrzeć. Innymi słowy, potrzebna jest oprócz dojrzałości artystycznej dojrzałość życiowa. A może lepiej powiedzieć: egzystencjalna.

Dowiedziałem się tym samym, w jakich utworach – w przeciwieństwie do wspomnianych Wariacji Brahmsa – nasz pianista czuje się nie najlepiej. Wniosek? Nie tyle taniec śmierci, co taniec życia jest tym, co najlepiej wychodzi Wojciechowi Pyrciowi – stąd tytuł niniejszego sprawozdania.

ANTONI KAWCZYŃSKI

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *