Facebook

LEGIONOWO. Uważaj gdy kierowca krzyknie!

2018-08-11 3:02:33

Kierowca jednej z prywatnych linii autobusowych skrócił sobie trasę i wyprosił pasażera z pojazdu. Nie chciał również oddać pieniędzy, chociaż mężczyzna nie dojechał do przystanku, do którego zakupił bilet. Jego pracodawca twierdzi, że jest u nich taki zwyczaj, że gdy kierowca krzyknie, a nikt się nie odezwie, to wtedy jest koniec kursu…


W piątek 27 lipca, jeden z naszych czytelników jechał autobusem prywatnego przewoźnika z Legionowa do Warszawy Centralnej. Nie dotarł jednak do miejsca, do którego kupił bilet. Został za to zrugany przez aroganckiego kierowcę.

Kierowca go nie widział

A o to relacja czytelnika: – „W piątek (27 lipca) jechałem autobusem z Legionowa do Warszawy. Chciałem wysiąść na przystanku przy Dworcu Centralnym. Na ulicy Jana Pawła II kierowca niespodziewanie skręcił w ulicę Anielewicza i powiedział do dwóch pań: – Tu was wysadzę. I jeszcze dodał na głos: – Wszyscy wysiedli? Czytałem książkę, więc gdy oderwałem się od niej po jego słowach, nie wiedziałem za bardzo do kogo mówi. Gdy zauważyłem, że nie wraca na trasę wyznaczonego przejazdu zapytałem go o to. Stwierdził, że do Dworca Zachodniego już nie jedzie, bo starają się tam nie jeździć, jak nie ma po co. Teraz jedzie do Dworca Gdańskiego. Gdy powiedziałem mu, że kupiłem bilet do Centrum i powinien mnie tam dowieść, stwierdził że mogę tam sobie dojechać metrem.”

Musiał dodatkowo dopłacić

Po usłyszeniu rady od kierowcy, nasz czytelnik powiedziałem kierowcy, że musi kupić dodatkowy bilet na metro. Poprosił go także o oddanie pieniądze za bilet, który kupił wsiadając do autobusu (5 zł), skoro nie dowiózł go na miejsce. W odpowiedzi pasażer miał usłyszeć, że kierowca przecież pytał, czy wszyscy wysiedli. Po czym kierujący autobusem miał również dodać, że dojechał do Warszawy i żadnych pieniędzy mu nie odda.

Taki zwyczaj

Pechowy pasażer musiał kupić bilet ZTM i stracił w sumie około 20-30 minut na dostanie się do miejsca, do którego powinien dowieść go autobus. – Zadzwoniłem do właściciela firmy, którego telefon znalazłem w internecie. Ten stwierdził, że na razie zna tylko moją relację, a musi znać też relację drugiej strony, jak w sądzie. Kiedy zażądałem, żeby oddał mi pieniądze za przejazd, odpowiedział że wtedy z Legionowa do Dworca Gdańskiego dojechałbym za darmo – relacjonował czytelnik. Dodał, że właściciela firmy wcale nie interesowało go, że musiał on ponieść dodatkowe koszty, czyli kupić bilet ZTM i stracić czas.

Firma nie dotrzymała umowy

Jak ustaliliśmy, nasz czytelnik nadal oczekuje zwrotu pieniędzy za poniesione dodatkowe koszty (bilet ZTM). Twierdzi też, że firma przewozowa go oszukała, nie dotrzymując umowy, której potwierdzeniem był zakup biletu. – Żeby nie było wątpliwości – na przodzie autobusu znajduje się tablica informująca, że kurs odbywa się do Dworca Zachodniego w Warszawie! W ubiegłym tygodniu wcześniej korzystałem dwa razy z tej linii i wysiadałem przy Dworcu Centralnym. Wydawało mi się oczywiste, że skoro jest jasno określona trasa, a ja mam bilet do określonego miejsca na tej trasie, to wszystkie warunki podróży między pasażerem a przewodnikiem zostały ustalone. Bilet jest przecież formą potwierdzenia zawartej umowy na przejazd – twierdzi nasz czytelnik.

Przewoźnik nie ma sobie nic do zarzucenia

W rozmowie z właścicielem prywatnej linii autobusowej dowiedzieliśmy się, że nie ma on nic do zarzucenia sobie i swojemu kierowcy, ponieważ jego pracownik wyraźnie zapytał, czy nikogo nie ma w autobusie. Jak sam stwierdził jego wersję potwierdzi również jedna z pasażerek, która kursuje tą linią przeszło 20 lat. Z relacji właściciela linii autobusowej wynika również, że jego kierowcy nie mają w obowiązku dojeżdżać do końca trasy autobusu, jak nie ma w nim żadnych pasażerów. Usprawiedliwia również swojego pracownika twierdząc, że to wina pasażera i to on powinien zadbać aby autobus dowiózł go do celu swojej podróży.

KT

Komentarze

4 komentarze

  1. Artur odpowiedz

    O rany… Czyli Pan Kierowca nie sprawdził, czy ktoś jest w autobusie? Nawet nie spojrzał w lusterko wewnętrzne? A Pan Właściciel woli użerać się o parę złotych, zamiast zwrócić pieniądze pasażerowi? Historia została opisana i poszła w świat, reklamą na pewno nie jest. Co za firma…

  2. Edward odpowiedz

    To nie wina kierowcy, ze zatrzymał sie na pewnym etapie rozwoju, podobnie jak cała firma. Powiało zapachem z PRL-u…

  3. kamil odpowiedz

    Przecież to jakieś jaja. A stanowisko prezentowane przez kierowcę i jego pracodawcę to zwykłe chamstwo…. 🙂

  4. Pasażerka odpowiedz

    Chyba domyślam się o którą firmę chodzi i zaczyna się jej nazwa na T… Jakiś czas temu dojazd z Warszawy Centrum do Legionowa kosztował 5zł, lecz wyjątek stanowił pierwszy przystanek – Legionowo, Sobieskiego (koszt 3,50zł). Jeśli ktoś sporadycznie korzysta z prywatnej linii nie jest tego świadomy a kierowca nie czuje się zobowiązany by dopytać o przystanek docelowy. Zauważyłam tę różnicę gdy inny pasażer kupował również bilet do tego miasta a zapłacił wyraźnie mniej. Kiedy spytałam kierowcy skąd różnica, wyjaśnił, że do pierwszego przystanku obowiązuje niższa stawka i musiałam się stanowczo domagać zwrotu nadpłaty.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *