Facebook

LEGIONOWO. Zamiast jam session – dżem malinowy

2016-10-20 11:49:23

Koncerty festiwalowe dane 13, 14, 15 października były dla słuchaczy okazją
do kontemplowania jazzu, ale nie tylko; publiczność dobrze się bawiła; klaskano w takt muzyki, przyłączano się ze swym śpiewem do śpiewu płynącego z estrady, słowem: swing na estradzie i swing na widowni.

Na ratuszowym dziedzińcu zaprodukował się zespół jazzowy Vistula. Ta nazwa tudzież marynarskie czapki instrumentalistów pozwalają wyobrazić sobie początki ich działalności. Oto pokład statku kursującego po Wiśle i ośmiu muzykantów, którzy paradują w czapkach wilków morskich i zabawiają wycieczkowiczów, to znaczy urozmaicają im rejs pod względem akustycznym. Tam Vistula była na swoim miejscu, jednakże dać koncert, który by zadowolił smakoszy stylu nowoorleańskiego, to dla niej zadanie nieosiągalne.

Nad całą dźwiękową wrzawą dominował łoskot bębna – miarowy, monotonny, nie powiem: prostacki, lecz zaiste mało wyrafinowany. Brzmienie instrumentów dętych także nie pieściło ucha: nijakie, chwilami chrapliwe. O zbiorowej improwizacji ani marzyć; słuchacz musiał się zadowolić jedynie solówkami klarnetu, trąbki i puzonu. I nie były to niestety pełne, rozwinięte frazy, tylko coś w rodzaju rytmicznego gdakania.
Następnego dnia z piosenkami autorstwa Starszych Panów wystąpiła Lora Szafran. Mam tej pani do zawdzięczenia, że zaostrzyła mi apetyt na oryginalne nagranie. Po powrocie do domu czym prędzej nastawiłem płytę z tymi samymi utworami w wykonaniu Kaliny Jędrusik i Barbary Kraftówny, artystek zaangażowanych w swoim czasie przez Jeremiego Przyborę.

Muzykowanie wyposażonego w saksofon, gitarę, kontrabas i perkusję kwartetu o nazwie Skicki-Skiuk przywodzi na myśl zabawy dziecięce. Zdarza się, że pędraki zafascynowane popisem orkiestry wojskowej, strażackiej lub zdrojowej zbierają się na swoim podwórku, by dmuchać w papierowe trąbki i walić widelcami w talerze. Pomiędzy nimi a młodzieńcami z kwartetu, o którym mowa, jest tylko ta różnica, że ci ostatni dorwali się do profesjonalnych instrumentów.

Każdy opuszczający po koncercie salę widowiskową otrzymał w podarunku słoik ze słodką zawartością; na etykietce można przeczytać: Dżez Dżem 2016. Kapitalny pomysł. Pewien niedostatek wrażeń słuchowych można sobie zrekompensować wrażeniami smakowymi.

Sobota: przy fortepianie zasiadł Miłosz Wośko mając z boku i z tyłu masę sprzętu elektroakustycznego. Obsługiwał tę aparaturę nie tracąc kontaktu z klawiszami steinwaya, można zatem rzec, iż wykazał podwójną biegłość, pianisty oraz informatyka. Grał muzykę filmową Krzysztofa Komedy, ale tu nasuwa się pytanie: czy można takową ocenić i docenić w oderwaniu od obrazu na ekranie? Toć wszystko, co płynie ze ścieżki dźwiękowej, jest wobec dzieła filmowego jeszcze bardziej służebne niż orkiestra w operach Verdiego!

Tegoż wieczoru zaiskrzyła się na estradzie usiana gwiazdkami marynarka pianisty Włodka Pawlika. Towarzyszyli mu kontrabasista i perkusista. Hałas perkusji sięgał granic mojej wytrzymałości słuchowej. Fortepian też był przeważnie traktowany perkusyjnie i to do tego stopnia, że olbrzymie czarne pudło chwiało się chwilami. Publiczność szalała z zachwytu.

Antoni Kawczyński

Fot. MOK Legionowo

Podobne artykuły

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *