Facebook

LEGIONOWSKI. Pani Basia, Grabowscy i Chotomów

2017-05-08 11:23:33

Przy ulicy Piusa w Chotomowie mieszka pani Basia ps. „Oleńka”. Ma 88 lat. Towarzyszy jej „Puszek”, kudłaty, pełen radości piesek, który jest wulkanem energii i wielkim pieszczochem. Obydwoje wspaniale się uzupełniają i tworzą ciekawą parę. Z wczesnego dzieciństwa pani Basia z rozrzewnieniem wspomina generała Wieniawę-Długoszowskiego i konie Piłsudskiego, którymi opiekował się jej dziadek.

Barbara Grabowska wychowywała się w rodzinie nastawionej bardzo patriotycznie. Wszyscy ofiarnie włączyli się w obronę granic II Rzeczypospolitej. Pani Basia należała wtedy do Szarych Szeregów, a w chotomowskich oddziałach Armii Krajowej walczyło wielu Grabowskich, między innymi jej ojciec z synem Ryszardem ps. „Ryś” oraz jego dwaj bracia. Niewiele brakowało, by w 1944 r. pani Basia wraz z mamą i innymi kobietami z rodziny o mało nie zostały rozstrzelane przez Niemców w Twierdzy Modlińskiej.

Wczoraj i dziś…
Barbara Grabowska urodziła się w Warszawie, skąd pochodziła jej mama Marianna, z domu Pawłowska. To tam pani Marianna poznała męża Filipa Grabowskiego, który z kolei wychował się w Chotomowie. Ponieważ tata pani Marianny był koniuszym w Łazienkach, dlatego wczesne lata dzieciństwa mała Barbara spędziła w pięknym otoczeniu Łazienek Królewskich, w których stały między innymi wierzchowce zarówno Marszałka, jak i wspomnianego generała Wieniawy–Długoszowskiego. Jeszcze przed wybuchem II wojny światowej młodzi państwo Grabowscy wraz z dziećmi przenieśli się ze stolicy do Chotomowa. I ta przeprowadzka nie była ostatnią w życiu pani Barbary, ponieważ po zakończeniu wojny z powrotem przeniosła się do Warszawy, a na teren obecnego powiatu legionowskiego wróciła dopiero w latach 70–tych i rozpoczęła pracę w Urzędzie Gminy Jabłonna. Tym zajmowała się aż do przejścia na emeryturę.

Święta majowe
– 1 maja – Święta Pracy nigdy specjalnie nie obchodziłam, bo go nie uznawałam. Na przykład udawałam, że jestem chora. Natomiast święto uchwalenia Konstytucji 3 Maja jest tylko dla patriotów. Wyniosłam to ze szkoły podstawowej, bo gdy chodziłam do podstawówki w Chotomowie (obecnie imienia Kacpra Krasińskiego), miałam polonistkę Halinę Drewnikówną– Raczyńską, która później była drużynową. Ona nam dużo przekazała, bo była wielką patriotką, która umiłowała sobie wielkich, polskich pisarzy i poetów. Podczas okupacji prowadziła tajne nauczanie – komplety historyczne. Miała zresztą w rodzinie powstańców śląskich, którzy poginęli – dodaje pani Barbara.
Jak wyjaśnia kombatantka, jej ojciec Filip Grabowski był piłsudczykiem i jej zdaniem Piłsudski był jednym z najwspanialszych wodzów, jacy istnieli na świecie. Filip Grabowski miał 3 braci: Władysława, Stefana i Gerarda. – Gerard był ojcem Grzegorza Grabowskiego, ojca Małgorzaty Grabowskiej–Kozery. Byłam zaprzyjaźniona i żyłam w dużej komitywie z jej dziadkiem. Miała zresztą pięknego dziadka, który był przemiły, przeuroczy, waleczny, skromny oraz był wielkim patriotą i bojownikiem. On jednak zawsze był na uboczu – opowiada Barbara Grabowska. Trzech grabowszczaków było w konspiracji, a najstarszy Stefan był takim pomocnikiem, bo w czasie okupacji na chotomowskiej wsi nic większego nie mogło zdarzyć się bez udziału koni i furmanek, którymi powoził właśnie najstarszy. Czterej bracia byli oczywiście antykomunistami. Gerard urodził się 14 marca 1909 r., a w konspiracji miał 2 pseudonimy – „Brzoza” i „Moskit”. Należał do 708 plutonu i dosłużył się wtedy stopnia kaprala. Z kolei Filip, ojciec pani Barbary brał udział również w I wojnie światowej. Urodził się w Chotomowie 23 lutego 1901 r. W akowskiej konspiracji nosił pseudonim „Dąb” i należał do 708 plutonu. Był wtedy plutonowym, zastępcą dowódcy plutonu w I batalionie. Bracia mieli również siostry, ale pani Barbara nie mówi o nich wiele.

Harcerstwo i konspiracja Barbary
W 1942 r. pani Barbara wstąpiła do harcerstwa, które już działało w akowskiej konspiracji jako Szare Szeregi. Miała pseudonim „Oleńka”. – Moja polonistka była komendantką w Chotomowie, ale nasza drużyna podlegała Chorągwi Warszawskiej, której druhną była pani Gronostajska – wyjaśnia pani Grabowska. Podczas II wojny światowej była również Chorągiew Legionowska, o której pani Basia nic w tamtych czasach nie wiedziała. – Ja nie należałam do tej Chorągwi. Natomiast od 1946 r. stworzył się ZBOWID, czyli Związek Bojowników o Wolność i Demokrację i do niego rzeczywiście należałam – dodaje. Na przykład Pola Cudna–Kowalska była bliską koleżanką pani Barbary. Służyły w jednym zastępie. – W 1940 r. byłyśmy bardzo młodymi dziewczynami. Miałam wtedy 12 lat. W zastępie było nas 7. Ale przyrzeczenie harcerskie złożyłyśmy dopiero w 1942 r. w Chotomowie, na cmentarzu – wspomina pani Grabowska. Ich zastęp był w drużynie „Burza”. Jego zastępową była Danuta Krasińska (po mężu obecnie Linke), która była córką dyrektora Szkoły Podstawowej w Chotomowie, czyli Kacpra Krasińskiego. Drugą zastępową była Henia Nagatówna i pani Barbara była właśnie w jej zastępie.

Szare Szeregi
Ze względu na przynależność do Szarych Szeregów dziewczynki uczestniczyły w różnych szkoleniach. Były one organizowane przede wszystkim w domach uczestniczek, ale zdarzało się również, że odbywały się w chotomowskiej szkole i w Warszawie. Szkolono je głownie na sanitariuszki–łączniczki. Nauka ta była 3–stopniowa i prowadzona przez panie z Wojskowej Służby Kobiet. Członkinie Szarych Szeregów zajmowały się także kolportażem, czyli przenoszeniem prasy do żołnierzy AK. Najczęściej były to kolejne wydania „Biuletynu Informacyjnego”, który przychodził z Warszawy. Wychodziły też i inne pisemka, ale rzadziej. Harcerki brały udział także w malowaniu różnorodnych znaków i haseł oraz zbiórce i roznoszeniu paczek, które przekazywane były w formie pomocy dla rodzin uwięzionych czy rozstrzelanych żołnierzy. Ich zawartość pochodziła z darowizn od anonimowych, dobrych ludzi.
–Bohaterowie to zginęli i zawsze tak mówiłam – podkreśla pani Barbara.Po ukończeniu Szkoły Powszechnej pani Basia kontynuowała naukę na kompletach gimnazjalnych, które prowadziła Halina Raczyńska. Po zakończeniu wojny jednocześnie pracowała i uczyła się. Robiła, co mogła. W Warszawie zrobiła maturę i swoją edukację zakończyła na poziomie policealnym. – To były ciężkie czasy. W Warszawie przepracowałam 40 lat ku chwale ojczyzny, a od 1974 r. rozpoczęłam pracę w Urzędzie Gminy w Jabłonnie – opowiada. I tak wróciła w rodzinne strony.

W kolejnych wydaniach „TiO” następna część wspomnień pani Barbary Grabowskiej, między innymi o tym, wykolejeniu pociągu.

Olga Gajda

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *