Facebook

LEGIONOWSKI RATUSZ. Po dwustu latach – znowu szubertiada

2017-04-05 12:35:49

Majstersztyki muzyki kameralnej autorstwa Schuberta i Mahlera złożyły się na program koncertu danego w niedzielę 2 kwietnia.

Pięciu wybornych instrumentalistów, takich, co łączą talent z dojrzałością – pianista GrzegorzGorczyca, skrzypek Paweł Rybkowski, altowiolista Piotr Nowicki, wiolonczelista PiotrHausenplas i kontrabasista Adam Bogacki – rozpoczęło występ od Kwartetufortepianowego Mahlera, dzieła posępnego, chwilami tragicznego, by zakończyć radosną, beztroską szubertiadą: Trio smyczkowe B-dur i Kwintet fortepianowy „Pstrąg”.

Na tle „Pstrąga”, szlagiera znanego melomanom na pamięć, Mahler był niespodzianką. Znamy go głównie jako autora kolosalnych symfonii. I oto ukazuje się inny portret tego twórcy, wyraziciela stanów intymnych, nie mającego nic wspólnego z sylwetką wielkiego kapelmistrza, operującego olbrzymim aparatem orkiestrowym. Silna potrzeba powiedzenia rzeczy ważkich i zdolność przyobleczenia ich w formę urzekającą i przejmującą – tak można by z grubsza scharakteryzować ten utwór.

Schubert daje kameralistom możność pogawędzenia z sobą w sposób kunsztowny, pławienia się w konwersacji na poziomie najwyższym. Fortepian i smyczki to, zdawałoby się, ogień i woda, tymczasem dzięki lotnym palcom pana Grzegorza i jego umiejętności gry perlistej partia fortepianu łączy się ze śpiewem smyczków w sposób jakże harmonijny. A może tajemnica tej harmonijności i spójności tkwi w tym, że dla naszego pianisty – jak wyznał – ideałem wirtuoza jest skrzypek Henryk Szeryng?

W rozmowie z wykonawcami wyraziłem przypuszczenie, że ich próby to nie tylko praca, ale i przyjemność. „Przede wszystkim przyjemność” – padła odpowiedź, odpowiedź przenosząca moje myśli w pierwsze dwudziestolecie XIX wieku, epokę szubertiad, kiedy to domowe muzykowanie, przedsiębrane ku zadowoleniu grających, szło w parze z uszczęśliwianiem innych, tych, co słuchali.

Oprócz Schuberta i Mahlera muzycy umieścili w programie Intermezzo na trio smyczkowe Zoltana Kodaly`a i mieli chęć je zagrać, jednakże w umyśle organizatorów zrodziła się obawa, że dziełko węgierskiego kompozytora spowodowałoby przeładowanie imprezy i publiczność mogłaby tej dawki nie wytrzymać.

Czy cała publiczność? Wątpię. Może znalazłyby się nieliczne jednostki, którym czas zacząłby się dłużyć, ale przecież nikt nikogo nie ma zamiaru zatrzymywać siłą. Bezszmerowe, dyskretne ulotnienie się z sali widowiskowej jest rzeczą dziecinnie prostą.

Krótko mówiąc, Kodaly wypadł z programu. A szkoda. Połączenie wczesnego romantyzmu (Schubert), dojrzałego romantyzmu (Mahler) z postromantyzmem impresjonistycznym (Kodaly) dałoby panoramę barwniejszą.

Ta troska o to, aby nie przemęczyć publiczności, wydaje mi się przesadna, zwłaszcza że Trio Schuberta i Kwartet Mahlera są jednoczęściowe. Z dodatkiem Kodaly`a koncert nie potrwałby dłużej niż godzinę i kwadrans. A zresztą nie o to chodzi. Czas trwania muzyki nie ma tu nic do rzeczy. Narzekania na obszerne rozmiary utworu zarówno literackiego, jak i muzycznego nie mają sensu. Jeśli pisarz mnie interesuje, gotów jestem przeczytać trzy tomy; jeśli mnie nudzi, 15 stron będzie za wiele. To samo z muzyką: jeśli chwyta za serce, niechaj trwa trzy godziny; jeśli nie wywiera wrażenia, nie będę się zmuszał do słuchania, choćby miało zająć zaledwie 15 minut.

Antoni Kawczyński

Muzycy obiecali, że za następną bytnością w Legionowie zagrają pominiętego tym razem Kodaly`a Fot. MOK Legionowo

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *