LEGIONOWSKI. Rozmawialiśmy z mężczyzną, który „uciekł z kwarantanny”
2020-03-11 4:47:29
„Ja nigdzie nie uciekłem” – powiedział nam w rozmowie 34-letni mieszkaniec gminy Jabłonna , o którym media pisały, że uciekł z kwarantanny, a następnie został ujęty przez policję i odwieziony do szpitala
W poniedziałek (9 marca) ogólnopolskie media obiegła informacja dotycząca jednego z mieszkańców powiatu Legionowskiego, który rzekomo miał uciec z kwarantanny w związku z podejrzeniem zarażenia koronawirusem SARS-CoV-2.
„Poszedłem po leki na astmę”
Jak relacjonuje Pan Marek*, w poniedziałek 9 marca udał się do lekarza, po leki na astmę. W trakcie prowadzonego przez lekarza wywiadu przyznał, że w minioną sobotę spotkał się z kolegą z Indii. – W tym momencie, lekarz założył na twarz maseczkę i powiedział, że natychmiast zostanę przetransportowany do Szpitala Zakaźnego w Warszawie. – opowiada mężczyzna. W szpitalu naszemu rozmówcy został zrobiony test na koronawirusa. Pan Marek przez blisko 3 godziny siedział na Izbie Przyjęć szpitala i czekał na wynik.
„Ucieczka ze szpitala”
W końcu przyszły wyniki testu, które na szczęście okazały się UJEMNE.
– Wtedy zapytałem panią w Izbie Przyjęć, czy mogę już iść do domu. Usłyszałem, że tak. Więc wróciłem do domu pociągiem – opowiada 34-latek.
Pan Marek mówi, że niedługo później, kiedy wrócił do domu, do jego drzwi zapukała policja. – Zakuto mnie w kajdanki i siłą, bez możliwości zabrania choćby butów wsadzili do karetki – mówi mężczyzna.
Zakuty w kajdanki i brutalnie potraktowany
Pan Marek twierdzi, że nie obchodzono się z nim delikatnie, a raczej brutalnie. – Chciałem się podrapać w nos, byłem zestresowany, pytałem po co kajdanki? Wtedy zostałem brutalnie potraktowany i uciszony – relacjonuje mężczyzna. Karetką ponownie przetransportowano go do Szpitala Zakaźnego w Warszawie. Zgodnie ze słowami naszego rozmówcy, stwierdzono, że powodem zakucia w kajdanki było to, że był niespokojny. – Sanitariusze stwierdzili, że jestem naćpany. A nawet nie zbadali mojego moczu. W wypisie mam zapisane: pacjent z podejrzeniem koronawirusa przywieziony w asyście policji – mówi przerażony sytuacją 34-latek.
Ponowny ujemny test i kwarantanna
Ponowne badanie pana Marka również wykazało, że NIE JEST ON NOSICIELEM KORONAWIRUSA. – Mam teraz spędzić czas w tzw. kwarantannie domowej i udać się na kontrolę w przyszłym tygodniu. Nic mi nie jest, nie uciekłem, tylko zostałem wypuszczony, a potem zabrany siłą z domu, poturbowany, a teraz robi się ze mnie uciekiniera – kończy swoją opowieść.
*Prawdziwe imię zostało zmienione
5 komentarzy
Kompletny chaos, bałagan i brak kompetencji, czyli dziadostwo. A potem polują na ludzi, których sami zwolnili.
Z relacji świadków będących w momencie przyjścia do lekarza wygląda to trochę inaczej niż opisuje to Pan P. “Marek” 😉
Brak wam jakiejkolwiej podstawowej wiedzy na temat procedur i postępowania w tqkich sytuacjach. W Zespołach Ratownictwa Medycznego sanitariuszy nie ma już kilkanaście lat. Widać jakie pojęcie macie na temat służby zdrowia. Jakby pan “Marek” był taki święty i by wyszedł ze szpitala za pozwoleniem to na pewno policja by go nie szukała.
Żeby tylko nie porywali z ulic jak kiedyś czarna wołga
Wszyscy są przewrażliwieni, a personel medyczny najwyraźniej nie wszędzie został odpowiednio przeszkolony i poinstruowany. Jeśli tak traktują potencjalnych zarażonych, to chyba ze strachu i głupoty….