Facebook

LEGIONOWSKI. Stan Wojenny w Legionowie

2017-12-13 7:20:22

13 grudnia 1981 roku, rano gen. Wojciech Jaruzelski ogłosił wprowadzenie stanu wojennego. Z tej okazji publikujemy fragmenty zbieranych przez nas relacji legionowskich działaczy Solidarności i uczestników wydarzeń 1981 roku.

Sławomir Rynek, pierwszy przewodniczący Solidarności Oddział Legionowo:

– Przed stanem wojennym rozpuszczano w środowiskach wojskowych, drzwiach rodzin aparatu władzy, Wiadomości, że Solidarność przygotowuje akty terroru. Prowokatorzy z bezpieki kreślili znaczki na drzwiach rodzin wojskowych, mówiąc że to „Solidarność”. Chcieli wzmóc psychozę. Znajomy wojskowy się z tego śmiał. Znam jednak i takich wojskowych z Legionowa, którzy do dziś w to wierzą. Mogę tylko powiedzieć, jako szef Solidarności, że wszystko to było kompletną bzdurą.

Kazimierz Koślarz, działacz podziemnej Solidarności w Legionowie:

– Na zebraniach w siedzibie zarządu oddziału Solidarności (w wieżowcu nr 32 przy ul. Sowińskiego) zaczęli się pojawiać ludzie, którzy wzywali wręcz do przegonienia komuny z miasta. Nawoływali do radykalnych posunięć np. podpalania drzwi. Motelę, że to była prowokacja. Było ich chyba dwóch. Tych krzykaczy nie widziałem nigdy wcześniej ani później, w stanie wojennym.

Sławomir Rynek: – Na jednym z zebrań Zarządu Oddziału Legionowo przyszło dwóch facetów, członków Solidarności, i powiedziało, że otrzymali telefon z informacją, że od strony Modlina jedzie tu jednostka wojsk radzieckich. Było wielkie napięcie. Kazałem to sprawdzić wykorzystując telefoniczną linię kolejową. Kolejarze nie odmawiali nam takich usług. Okazało się, że żaden taki transport nie jedzie.

Jarosław Kopeć, w 1981r. podchorąży Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Łączności w Zegrzu: – Nasza władza wojskowa potrafiła umiejętnie wzmóc w prawie każdym z nas niechęć do Kuroniów, Michników, całej Solidarności. (…) wstrzymywano nam wyjazdy do domów (…) Co kilka dni doskonaliliśmy nocne wstawanie (…) okazywało się, że gdzieś tam w Rzeszowie lub Poznaniu „ekstremiści Solidarności” po raz kolejny wywołują burzę strajkową, grożą władzy, więc my w Zegrzu musimy być czujni (…). Pod koniec listopada 1981 r. w zegrzyńskiej uczelni zaroiło się od milicyjnych mundurów. Wraz z setkami zomowców przybyłych gdzieś spod Szczecina i Olsztyna, na placach apelowych ustawiły się dziesiątki bud i opancerzonych samochodów. (fragment relacji „Wojna w mundurze” ToiOwo nr 29/1996)

WPROWADZENIE STANU WOJENNEGO

Jan Skulimowski, drugi przewodniczący SolidarnościOddział Legionowo, szef legionowskiej Solidarności podziemnej: – 17 grudnia miała być otwarta siedziba oddziału solidarności, z uroczystą Mszą. Na tę okazję były zamówione kaski dla służby porządkowej. Kasiak [komisarz wojskowy Legionowa] przyszedł ł z żołnierzami i powiedział: „Macie kaski. A gdzie schowaliście pały i broń?” Kazimierz Koślarz:- Pierwszego lub drugiego dnia zwołali do urzędu miejskiego wszystkich szefów zakładów. Pytali jak się zachowywali ludzie w zakładach pracy. Dyrektor Sylikatów, działacz partyjny, powiedział, że utrze nosa solidarnościowcom, obiecał przekazać listę osób zaangażowanych. Inni dyrektorzy starali się chronić swoje zakłady.

Andrzej Kicman, działacz podziemnej Solidarności, po 1990 r. prezydent Legionowa:

– Pojechałem do Warszawy z całą rodziną, żoną w ciąży i małym dzieckiem, żeby się nie rozdzielać. Zawieliśmy papierosy strajkują- cym studentom na Politechnice Warszawskiej, gdzie byli Paweł Kozera i Małgosia Grabowska. Byli tam też studenci Wyższej Ochotniczej Szkoły Pożarnictwa [uczelni gdzie strajk władze spacyfikowały krótko wcześniej z pomocą śmigłowcowców- red], którzy dostali cywilne ubrania i legitymacje Politechniki rektora Findeisena. Z doktor Grabowską przewieźliśmy ich mundury do akademika. Stanisław Kuczyński, zakładał komisję „Solidarności” w Serocku”, działacz legionowskiej Solidarności podziemnej: – W poniedziałek 14 grudnia poszedłem do pracy. W Urzędzie Gminy Serock było zebranie z milicją w drzwiach. Naczelnik gminy i sekretarz partii mieli podpisane druki internowania, in blanco. Straszyli, że internują wszystkich, którzy nie podpiszą lojalki.

Kazimierz Pietrak, Legionowo: – Pracowałem w FSO. W dniu ogłoszenia stanu wojennego zaczęliśmy domagać się uwolnienia internowanych. Mój syn pracował jako kierownik wydziału FSO i w nocy starałem się mu dostarczyć jedzenie. Musiałem skakać przez siatkę, żeby spotkać się z synem. Jednak później w nocy, gdy już mnie tam nie było, wkroczyła milicja. Zachowywała się dosyć kulturalnie. Bo gdy strajkujący przed samym wyprowadzeniem zaczęli śpiewać „Jeszcze Polska nie zginęła”, to funkcjonariusze MSW także stali na baczność. Obyło się bez żadnej przemocy i szamotaniny.

(z sondy „Mój 13 grudnia”, ToiOwo nr 50/2001)

(red.)

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *