Facebook

NIEPORĘT. Muzyczne sacrum

2016-09-08 3:07:58

Pieśni średniowieczne i wczesnorenesansowe, wykonane przez sześciu śpiewaków obdarzonych mocnymi głosami o ciemnej barwie, usłyszeliśmy w niedzielę 4 IX; miejscem tego niezwykłego koncertu był kościół Niepokalanego Poczęcia NMP.

Na początku zabrzmiała Bogurodzica, słynna pieśń z XIII w. Okazało się, iż nie jest ona pod względem muzycznym martwa. Tkwi w niej jakiś walor ponadczasowy, który sprawia, że odbiera się ją jako dzieło sztuki, coś więcej niż zabytek cieszący ucho urokiem prymitywu. Tytuły niektórych pozostałych pieśni: Chrystus zmartwychwstał, Śmiercią śmierć pokonana, Witaj Królowo, Święta Rodzina, Ciesz się Kościele. Podałem je w polskim tłumaczeniu, lecz z ust śpiewaków płynęły słowa łacińskie. Barokowy wystrój wnętrza, w którym się znajdowaliśmy, łączył się nader harmonijnie z łaciną i z owymi czcigodnymi formułami, jak Gloria Patri et Filio, et Spiritu Sancto. Nawet i ten szczęśliwy zbieg okoliczności warto podkreślić, że pieśni maryjne, jakie przeważały w programie, rozlegały się wśród ścian ozdobionych wieloma różnymi wizerunkami Bożej Rodzicielki.

Nazwa zespołu – Jerycho – skąd się wzięła? „Jerycho to miasto ze wszystkich najstarsze, a dawność i tradycja to pojęcia wpisane w nasz program artystyczny „, takimi mniej więcej słowami wyjaśnił ową nazwę dyrygent wokalnej grupy, Bartosz Izbicki. Dawność, tradycja i głębia duchowa. Estetyka to nie jedyny cel. Piękno ma się łączyć z duchowością. „Turystyka muzyczna” obca jest muzykom. Oczywiście, nie chodzi im o to, by słuchaczy bezpardonowo „nawracać”. Niemniej warto pamiętać, że pomiędzy Jerozolimą a Jerychem zdarzyło się mnóstwo cudownych uzdrowień i nawróceń. Ten fakt był także brany pod uwagę przy obmyślaniu wspomnianej nazwy.

Impreza przeszła wszelkie oczekiwania. Afisz nie zapowiadał rewelacji. Można się było spodziewać raczej czegoś monotonnego, mogącego zainteresować jedynie koneserów. Tymczasem otrzymaliśmy bogactwo: śpiewy o kunsztownej melizmatyce i biesiada duchowa, i pogrążenie się w atmosferze żarliwej średniowiecznej pobożności. A także ciekawostki. Oto naraz rozbrzmiewa pieśń nie tylko wielogłosowa, ale i „wielotekstowa”; krzyżują się słowa różnych strof, nie powodując bynajmniej kakofonii. Oto akrostych polegający na tym, że autor zaszyfrował swe imię Stanisław (Stanislaus) w ułożonych przez siebie poetyckich wersetach. Wreszcie ciekawostki o charakterze muzycznym i zarazem widowiskowym. Widowiskiem były instrumenty czarujące nie tylko ucho, ale i oko: fisharmonia, lira korbowa, portatyw i gęśle. Gra na portatywie, czyli miniaturowych organach, wymagała od wirtuoza dodatkowej czynności: kalikowania. Najefektowniejsza i najbardziej rozczulająca była gra na gęślach. Pan Bartosz oparł te małe, płaskie, lecz jakże donośne skrzypeczki o pierś i grał biegle pocierając struny smyczkiem w zewnętrzny łuk wygiętym.

Antoni Kawczyński

Fot. UG Nieporęt

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *