Facebook

OKIEM PRZYJEZDNEGO. Koncert w klatce, czyli mini ZOO

2017-06-21 9:35:06

Upadła gwiazda przełomu lat `70 i `80 XX wieku miała uświetnić obchody Dni Legionowa 2017, niestety tak jak zawsze w przypadku odgrzewania starych kotletów na miejskich imprezach wygląda to fatalnie.

Ale od początku. Jako koncertowy maniak, który w swoim krótkim życiu przeżył ich od groma i ciut, nie mogłem sobie odpuścić wizyty na koncercie legendarnej formacji disco z lat `70. Dlatego też kilka minut po godzinie 20:00 ruszyłem bez żadnych oporów w kierunku legionowskiego stadionu, licząc, że poczuję chociażby woń lat młodości moich rodziców. Już pierwsze kroki skierowane w kierunku sceny, udowodniły mi, że imprezy typu „dni miasta” to nie jest dobre kulturowo miejsce. Mijając różnego rodzaju atrakcje dla dzieci, dmuchane zabawki, stoiska typu „ustrzel sobie misia” pięć strzałów z wiatrówki 10 zł a także obserwując już dobrze podchmielonych uczestników koncertu pomyślałem sobie o tym jak skończą się obchody dni miast.
Ale jakby nie patrzeć nie przyszedłem szukać awanturujących się młodzieńców a obejrzeć koncert.
I właśnie w tym momencie przeżyłem to, czego nie życzę przeżyć nikomu. Wchodzę na teren, gdzie znajduje się scena, na scenie pręży się i podskakuje w rytm muzyki zespół LOKA a uczestniczący w koncercie ludzie siedzą w sektorach oddalonych od sceny jakieś 30 metrów jak małpy w klatce.
Gwiazda wieczoru miała wejść na scenę o 21:00 ale to się często zdarza na miejscowych imprezach koncert rozpoczął się o 21:40 i tutaj kolejne rozczarowanie. To „coś” co w nazwie miało w nazwie Boney M chyba nawet nigdy nie stało koło Boney M. Sztandarowe utwory „Daddy Cool”, „Rasputin” czy przerabianie setki razy „No woman, no cry” brzmiały tak, że aż więdły uszy. Inaczej sprawa wyglądała, gdy „muzycy” udawali (zresztą bardzo nieudolnie), że śpiewają w chwili gdy włączony był playback. Tak, odstawionej fuszerki koncertowej nie widziałem na żadnym koncercie, w którym uczestniczyłem. Wracając jeszcze do samej organizacji wydarzenia, pomijając, że przez nagłośnienie koncertu przebijała się muzyka ze stoisk typu „ustrzel sobie misia”, poczuciem bycia małpą w zoo i słuchaniem niewybrednych komentarzy uczestników koncertu na temat tego że nie widzą co się dzieje na scenie koncert oceniam na 2 w 10-cio stopniowej skali… Z czego, całe dwa dla firmy stawiającej scenę za to tylko, nie ucierpiała murawa stadionu. Reasumując jacy organizatorzy, taki efekt.

Jathar

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *