Facebook

PIŁKA NOŻNA. Trójeczka dla Legionovii

2015-06-16 3:28:14

Drugoligowi piłkarze KS Legionovii KZB Legionowo, w sezonie 2014/2015, zrealizowali swój zasadniczy cel. Utrzymali się, tak jak przed sezonem zapowiadano, na najniższym szczeblu krajowych rozgrywek centralnych. Grać będą nadal w II lidze, czyli mówiąc językiem dla mniej zorientowanych – na trzecim poziomie (ekstraklasa, I liga, II liga) w futbolowej hierarchii.

Należałoby więc, co czynię, przyłączyć się do pojawiających się tu i ówdzie słów uznania i oklasków dla najstarszego legionowskiego klubu i jego nowego prezesa Dariusza Ziąbskiego. Piłkarze i zarząd zrobili swoje. W trudnych czasach dla sportu, utrzymali dla miasta najniższy, ale jednak centralny, szczebel rozgrywek.

Sorry, takie czasy

Fakt tym bardziej godny podkreślenia, że „Ziąbal” i jego ekipa przejmowali stery w trudnym dla klubu okresie, a pierwsze posunięcia nowego zarządu (np. zwolnienie trenera Marka Papszuna), nie wszystkim – mówiąc delikatnie – przypadły do gustu. Mnie też ta dość arbitralno-personalna decyzja o „podziękowaniu” trenerowi nie za bardzo się podobała. Jednak już wtedy apelowałem, aby dać szansę wykazania się nowej, klubowej „miotle”, albowiem jak to jest zapisane w Biblii – „…po owocach ich poznacie”. Nowa klubowa ekipa zbiera więc pierwsze „dodatnie” plusy, co nie znaczy wcale, że po minionym sezonie słychać tylko standing ovation. Przez większość sezonu 2014/2015 legionowscy drugoligowcy balansowali, czasami dość niebezpiecznie, nad spadkową kreską. W dość wyrównanej stawce osiemnastu drużyn, w której batalia o pierwszoligowy awans przypominała „wyścig żółwi”, nasi futboliści częściej oglądali się za plecy, niż patrzyli przed siebie. A przecież za czasów trenera M. Papszuna, w poprzednim sezonie, legionowski team „otarł się” o awans! Wiem, wiem : nowy prezes D. Ziąbski nie chciał porywać się z motyką na słonce, realnie stąpał po ziemi, przede wszystkim pilnował stanu klubowej kasy, czyli mierzył zamiary na siły. Sorry, takie czasy. Także dla sportowych stowarzyszeń korzystających głównie z miejskich środków. A w samorządowej kasie, jak powszechnie wiadomo – się nie przelewa. Rachunek ekonomiczny zdominował więc poczynania legionowskich futbolistów w sezonie 2014/2015. Miał bez wątpienia wpływ na wyznaczenie minimalistycznego celu. Także na ruchy kadrowe w zespole, a w konsekwencji samą grę drużyny. Tani piłkarz, to z reguły taki sobie piłkarz., a w konsekwencji taka sobie – delikatnie mówiąc – gra zespołu. Na marginesie: Legionovia kasą zbyt wielką w minionym sezonie nie dysponowała, jednak przez klub przewinęła się wcale nie mała gromadka futbolistów, zwana tu i ówdzie – szrotem, a zespół na zimowe zgrupowanie udał się do Turcji. Paradoks? Nie, to się czasami nazywa przedsiębiorczością sportowych działaczy.

Dwa łyki statystki

Drugoligowi piłkarze Legionovii uplasowali się w minionym sezonie na jedenastej pozycji. W 34. spotkaniach zgromadzili 42. punkty. Zwyciężali 11. razy, w 9- ciu spotkaniach zremisowali, 14. spotkań przegrali. Stosunek bramek strzelonych do straconych idealnie remisowy: 48-48.Teoretycznie piłkarską jesień legionowianie mieli ciut lepszą od wiosny, bo zdobyli w pierwszej rundzie o dwa punkty więcej niż na wiosną. Warto jednak od razu dodać, że jesienią rozegrano o dwa spotkania więcej (awansem z rudny wiosennej). Można więc z grubsza przyjąć, że Legionovia grała, czy to jesienią czy wiosną – równo. Równo, czyli przeciętnie. Wystarczająco, aby nie spaść z drugiej ligi, na tyle jednak słabo, że drużynie nie udało się porwać za sobą (przyciągnąć na stadion) kibiców. Tym bardziej, że nasz zespół był efektywniejszy w meczach wyjazdowych, niż w siebie. W Legionowie nasza drużyna zdobyła zaledwie 18.punktów (4 zwycięstwa, 6 remisów, 7 porażek), a w spotkaniach wyjazdowych tych punktów „uciułała” o sześć więcej (7-3-7). Domowa „niemoc” to oczywiście nie tylko bolączka naszego zespołu. To syndrom krajowej piłki: efekt słabego indywidualnego wyszkolenia piłkarzy, kłopotów z atakiem pozycyjnym. Na wyjazdach i na drugoligowym froncie gra się łatwiej, bo umiejętnie się broniąc, zawsze coś z kontrataku można strzelić. Nasi piłkarz w 34 spotkaniach strzelili 48 goli, tyle samo stracili. Średnia na spotkanie, którą łatwo obliczyć, niewiele mówi. Już więcej, o roli poszczególnych piłkarzy w zespole, świadczyć mogą snajperskie poczynania poszczególnych zawodników. Najlepiej w Legioniovii sztukę trafiania do bramki rywali opanował Szymon Lewicki, zdobywając 14 bramek. Po 5 goli zdobyli Sebastian Czapa i nie grający przez całą wiosnę Sebastian Janusiński. Cztery bramki zdobył Paweł Wolski, po dwie pięciu piłkarzy: D. Krljanović, L. Palić, S. Odunka, R. Menzel i R. Maciejewski. Dziewięciu kolejnych piłkarzy zdobyło po 1 golu. Patrząc na te statystyki należałby stwierdzić, że ofensywa naszej drużyny w tym sezonie to „Lewy” i potem spora przerwa. Oczywiście futbol to konkurencja zespołowa i na gole Lewickiego pracował cały zespół, ktoś mu przy większości bramek przecież asystował, ale… Nie da się ukryć, że o Lewickim w minionym sezonie najczęściej się mówiło, pisało… O kim jeszcze? W mojej ocenie, ale się przy takiej nie upieram, także o :bramkarzu Mikołaju Smyłku, Robercie Menzelu i Konradzie Wieczoreku – w defensywie, także Dejanie. Krjanoviciu, Kamilu Tladze Tladze w pomocy.. Pojedyncze dobre mecze były także udziałem S. Czapy, S. Odunki, P. Broniszewskiego, S. Kovjenićia czy M. Goropovseka, L. Pavicia i P. Wolskiego. Indywidualnie było więc czasami oko na kim zatrzymać, ale czy Legionovia stanowiła team?. Może tylko pod względem ambicji, woli walki…

Dla kogo kopią?

Wracając do sprawy malejącej frekwencji na legionowskiej „Maracanie”: to moim zdaniem oczywiście nie tylko efekt miernego poziomu drugoligowych spotkań, nie tylko legionowski syndrom. Odnotowywanie „łysin” na trybunach, ekscytowanie się 200-osobową publiką tzw. piłkarskiego widowiska, sprawia – myślę nie tylko mnie – przykrość. Dawniej, nie tylko w odległych już czasach starego stadionu, bywało zgoła inaczej. Czy tylko dlatego, że piłka była inna, lepsza, ciekawsza, a Wojcieszkiewicz, Ziąbski, Zieliński, Grzelak, Orłowski to były nasze chłopaki? Jasne, że serwowana w Arenie Legionowo piłka siatkowa kobiet, czy piłka ręczna mężczyzn, to inna sportowa półka, a więc i jakość, także komfort oglądania (bo kibicom nie kapie na głowę np. deszczyk) ale… Z malejącą frekwencją na legionowskim stadionie zarząd Legionovii wcześniej czy później będzie się musiał wziąć za bary, bo wreszcie któryś z radnych zapyta, czy 360 tysięcy złotych na piłkę (na pół roku) to przypadkiem nie wydatek ponad stan oferowanego widowiska, na dodatek dla garstki oglądających? Piłkarze aktualnie przebywają na zasłużonych urlopach. Treningi przed kolejnym sezonem mają wznowić w końcowych dniach czerwca. Nie próżnują natomiast klubowi działacze. Już wiadomo, że PZPN pozytywnie rozpatrzył odwołanie Legionovii w sprawie przyznania licencji na przyszły sezon i zespół nadal będzie rywalizował w II lidze. Z jakim skutkiem? Kibice poprzeczkę oczekiwań zawieszą z pewnością trochę wyżej, bo nikomu nie uśmiecha się powtórka z „rozrywki”, którą byłoby ponowne drżenie o los swojej drużyny. Czy realny cel, jakim będzie z pewnością gra o bezpieczny środek tabeli, zadowoli wszystkich?

Będą kadrowe zmiany

Nie ulega wątpliwości, że drugoligowa Legionovia zagra w najbliższym sezonie 2015/2016 w zmienionym składzie kadrowym. Jakim i jak bardzo zmienionym, tego jeszcze nie wiadomo. Prace na kształtem drużyny trwają, ale za wcześnie jeszcze, aby przytaczać konkrety. Proponuję też, aby nie mówić o potencjalnych „wzmocnieniach”, bo to słowo-wytrych powtarzane przed każdym sezonem, w krajowych realiach po prostu – śmieszy. Już dziś natomiast wiadomo, że po roku pracy z Legionovią pożegna się trener Robert Pevnik. Sympatyczny słoweński szkoleniowiec ze względów rodzinnych (narodziny drugiego dziecka) będzie pracował w swym kraju. Legionovia rozgląda się za jego następcą, w zasadzie już go ma, ale z ogłoszeniem nazwiska jeszcze się wstrzymuje. Będą też zmiany w samym zespole. Niektórym piłkarzom kończy się okres wypożyczenia, inni chcą poszukać szczęścia w innych drużynach, z jeszcze innymi klub po prostu nie przedłuży umowy na dalszą współpracę. Na ich miejsce są nowi chętni, sami zgłaszają się do Legionovii i jest ich taka ilość, że… może 3-4 nowych uda się podczas testowych treningów i sparingów wybrać. Uchylając rąbka tajemnicy z klubowych zamierzeń należy się spodziewać, że drugoligowa Legionovia będzie mniej internacjonalistyczna w nadchodzącym sezonie niż była do tej pory. Wpływ na taką strategia będzie miał nie obligatoryjny przepis o tylko jednym obcym piłkarzu z krajów nie należących do UE, ale po prostu przyjmowana przez klub strategii rozwoju. Zakłada ona otwieranie się na młodych piłkarzy związanych z regionem, w tym także na własnych wychowanków. Dalej przestrzegana będzie też twardo zasada, aby na transfery nie wydawać więcej, niż jest w klubowej kasie. Czy dominujący wpływ księgowego na nową Legionovię sprawi, że kibice ( nie chcę napisać – ostatni kibice) piłki kopanej zobaczą w najbliższym sezonie nową lepszą Legionovię? To póki co retoryczne pytanie.

sport@tio.com.pl

JERZY BUZE

Fot. fotoMiD

Fot. fotoMiD

Podobne artykuły

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *