Facebook

PIŁKA RĘCZNA. 24. karne na deser!

2017-05-17 1:02:48

Sześć najsłabszych zespołów sezonu zasadniczego 2016/2017 rozgrywa turniej o Puchar PGNiG Superligi. W swoim trzecim spotkaniu tej imprezy szczypiorniści KPR RC Legionowo przegrali w ubiegłą środę w Szczecinie z Sandrą Spa Pogoń 22–25 (12–13), aby w sobotę przed własną publicznością, po dogrywce i trzech seriach rzutów karnych pokonać Piotrkowianina Piotrków Trybunalski. Naszej drużynie, w tym tzw. turnieju pocieszenia, zostało jeszcze wyjazdowe spotkanie ze Stalą Mielec.

Mecz w Szczecinie był wyrównany, zacięty. Oba zespoły, jak wynika z protokołu meczowego, kończą sezon „na resztkach paliwa”. Legionowianie zagrali w dwunastu ( w tym trzech bramkarzy), gospodarze nawet w jedenastu, ale za to z jednym bramkarzem. O zwycięstwie Pogoni, która walczy o zdobycie wspomnianego pucharu, zadecydowała ciut dłuższa ławka rezerwowych, dobra forma strzelecka Wojciecha Zydronia (9 bramek) i Bartosza Konitza (5 goli) oraz czuła opieka nad najlepszym snajperem superligi, czyli Witkiem Titowem.

Witek Titow mimo czułej opieki rywali zdobył w tym meczu 10. bramek, nie licząc tych strzelonych z rzutów karnych Fot. fotoMiD

Sandra Spa Pogoń Szczecin – KPR RC Legionowo 25–22 (13–12). KPR: Krekora, Stojković, Wyrozębski – Prątnicki, Mochocki (2), Kasprzak (6), Titow (4), Brinovec (2), Gawęcki, Miecznikowski, Ciok (5), Gumiński (3).

Sobotnie spotkanie w Arenie Legionowo było także zacięte i wyrównane. Kadrowo (liczebnie) przeważali goście z Piotrkowa, ale nasi, grając ostatni mecz w tym składzie przed własną publicznością, robili co mogli, aby pozostawić po sobie korzystne wrażenie. Imponowali walecznością, ambicją, „grzeszyli” grą przez środek, ignorując, zwłaszcza w pierwszej połowie skrzydłowych. Większa możliwość rotacji, mniej błędów własnych sprawiły, że Piotrkowianin prowadził do przerwy różnicą jednej bramki. W drugiej odsłonie do przewaga wzrastała nawet do 3–4 goli, ale nasi odrabiali straty, i rzut Tomasza Kasprzaka na koniec meczu dał nawet naszej drużynie remis na koniec meczu 25–25.
Umordowani zawodnicy obu drużyn dziękowali już sobie za walkę i emocje, część skromnej liczby kibiców opuściła trybuny, kiedy tymczasem delegat ZPRP, wykonał telefon gdzie trzeba ( do lepiej poinformowanych) i kieleccy sędziowie zaordynowali dogrywkę, dwa razy po pięć minut. W tej dogrywce oba zespoły strzeliły po dwie bramki (Tomasz Mochocki i Witek Titow dla nas oraz Sebastian Iskra i Marcin Tórz dla gości) i znowu mecz był nierozstrzygnięty (27–27). Chciał nie chciał zwycięzcę miały wyłonić rzuty karne. Potrzebne do tego były aż do tego dwie serie takich rzutów, a dokładniej rzecz biorąc dwie serie po pięć takich rzutów wykonanych przez obie drużyny i trzecia aż do „pudła” jednego z zespołów.

Tomislav Stojković w meczu dokonywał cudów. Tu w pojedynku z Adamem Pacześnym Fot. fotoMiD

Pierwsza seria karnych dogrywek zakończyła się wynikiem 4–4. Najpierw strzał W. Titowa obronił Damian Procho, a w ostatniej kolejce remis dla gospodarzy uratował Mikołaj Krekora, broniąc strzał grającego trenera gości – Dymytro Zinchuka. W drugiej serii znowu remis 4–4. Tym razem bramkarze okazali się lepsi od Wojciecha Gumińskiego i Bartosza Nastaja, ale za to przegrywali pojedynki jeden na jeden z Góralskim, Swatem, Tórzem i Zinchukiem – z jednej strony, oraz Titowem, Prątnickim, Igansiakiem i Kasprzakiem – z drugiej. Trzecia seria karnych odbywała się już „do skuchy”. Trafił Gumiński, ale zaraz potem także Nastaj. Titow nie dał szans Procho, ale strzał skrzydłowego Piotrkowianina– Mateusza Góralskiego obronił Mikołaj Krekora. I to był koniec nadmiaru karnych emocji na deser sobotniego spotkania. Legionovia wygrała drugi mecz (przy dwóch przegranych) o Puchar PGNiG Superligi.

KPR RC Legionowo – Piotrkowianin 25–25 (13–14), po dogrywce 27–27, po rzutach karnych 37–36. KPR: Stojković, Krekora – Ignasiak (1), Mochocki (2), Prątnicki (1), Kasprzak (8), Titow(10), Brinovec (1), Ciok, Gumiński (4). Dla gości najwięcej bramek (bez rzutów karnych) zdobyli: 7 – Sebastian Iskra, 6 – Marcin Tórz, 5 – Tomasz Mróz.

JERZY BUZE

Fot. fotoMiD

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *