Facebook

PŁYWANIE. „Delfinek” morsem z medalami! – Rozmowa z MICHAŁEM PERLEM

2019-03-29 8:41:15

23-letni Michał Perl, zawodnik UKS „Delfin” Legionowo przywiózł z Lodowych Mistrzostw Świata z Murmańska 6 medali: pięć złotych i jeden srebrny! Był najbardziej „mlekodajnym” pływakiem 10-osobowej reprezentacji Polski, która w klasyfikacji drużynowej okazała się najlepszą wśród 32 krajów całego świata rywalizujących w mistrzostwach


– Do niedawna znany byłeś z pływania w basenach ze znacznie cieplejszą wodą. Kiedy jednak w styczniu br. na V Międzynarodowych Mistrzostwach Polski w pływaniu zimowym zdobyłeś w Katowicach złoty medal na dystansie 100 metrów stylem dowolnym zaczęto podejrzewać, że… delfinek zamienia się w morsa?

– Fakt. Spróbowałem zimnej wody, pływania w ekstremalnych warunkach i na tyle to mi się spodobało, że postanowiłem się na poważniej zająć pływaniem w wodzie, której temperatura może być tylko niewiele wyższa od 0 stopni Celsjusza. Nie znaczy to wcale, że na katowickie mistrzostwa kraju pojechałem „z marszu”, bez oswajania się z  zimną wodą.

– Jakie więc były początki oswajania się Michała Perla z lodowatą wodą?

– W ubiegłym roku, jeszcze latem, do zimowego pływania zachęciła mnie Hanna Bakuniak. Pływaczka z Bydgoszczy mistrzyni świata i rekordzistka globu na dystansie 1 km w zimowym pływaniu. Rozmawialiśmy, wymienialiśmy się informacjami, aż… zaciekawiła mnie tą dyscypliną sportu. Postanowiłem, ja z natury jednak „zmarzluch”, że spróbuję. W listopadzie ubiegłego roku pojawiłem się na pierwszych zawodach zimowych organizowanych przez Hanię w Bydgoszczy. Pływaliśmy na Brdzie, w Zatoce Młyńskiej. Wystartowałem na 100 metrów kraulem i wygrałem. Były to moje pierwsze zawody z cyklu „Ice”, które ostatecznie przekonały mnie do zimowego pływania. Postanowiłem zostać pływającym morsem. Od tamtej pory mój trening to m.in. codzienne zimne, lodowate prysznice, jesienią i zimą trenowałem na Zalewie Zegrzyńskim. Przyzwyczajałem organizm do niskich temperatur.

– Podobno w tej zmianie specjalności z pływania letniego na zimowe najważniejsza jest jednak głowa?

– Coś w tym jest. Głowa musi być czysta, pływak nie może zaprzątać jej myślami, że za chwile wejdzie do lodowatej wody, zmuszony będzie do ekstremalnego wysiłku w niskiej temperaturze. Trzeba umieć się przekonać, że jest w miarę ciepło, więc trzeba szybko popłynąć, aby szybko z basenu, wokół którego tylko lód – wyjść. Nie można się rozczulać nad sobą, przejmować tym, że wokół pada śnieg, wieje lodowaty wiatr. Dodam od razu, że w zawodach zimowych nie skacze się na starcie do wody, a trzeba do niej wejść po specjalnej drabince, nie można robić nawrotów koziołkowych Pływanie pod wodą tylko do pięciu metrów…

– Musimy też wyjaśnić, że na ice zawodach jakiekolwiek nacieranie się maściami rozgrzewającymi jest zabronione…

– To prawda, nie można stosować żadnych rozgrzewających oliwek, wazeliny, kremów. Tylko czepek, okularki. I strój pływacki, bez żadnych pianek. Czy to jest zdrowe? Morsowanie stało się w ostatnim czasie popularne. Hartuje ciało, wspomaga krążenie, badania mówią, że dzięki kąpielom w zimnej wodzie mniej chorujemy.

– Z pięciu złotych medali w Murmańsku zdobyłeś cztery w sprinterskich wyścigach indywidualnych, jeden w sprinterskiej sztafecie, a ten srebrny w sztafecie na dystansie 4 x 250 metrów. Na filmie widać, że w czasie tego ostatniego wyścigu ostatnie długości basenu, takim przeręblu wykutym w lodzie, pokonywałeś tylko wysiłkiem woli….

– Cóż jestem tylko sprinterem. maksymalnie pływam 100 m, więc 250 metrów to dla mnie …maraton. Czego się jednak nie robi dla reprezentacji kraju. Startowałem na pierwszej zmianie, to był mój czwarty start tego dnia i zimno zrobiło mi się już po wejściu do wody. Po 150 metrach poczułem, że zaczynają mi zamarzać opuszki palców, czułem mrowienie w dłoniach. Mimo, że „umierałem” dopłynąłem do końca. Po wyjściu z wody okazało się, że okularki i czepek przymarzły mi do twarzy, w uszach miałem lód, byłem totalnie wyziębiony Koledzy z reprezentacji pomogli mi dojść do siebie. Wytarli, rozgrzali. opatulili… Mogłem iść do bani, żeby się rozgrzać, ale chciałem koniecznie zobaczyć sztafetę do końca, kibicować swojej drużynie. Samo ubieranie zajęło mi około 5-6 minut, ale ostatnią zmianę sztafety zobaczyłem z brzegu. Lepsza od naszej okazała się tylko reprezentacja Niemiec, Remek Gołębiowski z Pruszkowa, kończąc naszą sztafetę przypłynął na drugim miejscu.

– Jak oceniasz samą organizację mistrzostw w Murmańsku?

– Gospodarze, Rosjanie pod tym względem spisali się na medal! Wszystko dopracowane, harmonogram zawodów rozpisany dla każdego i realizowany co do minuty, według wcześniej przygotowanej rozpiski. Porządny hotel „Azimut” dla wszystkich ekip, uroczyste otwarcie mistrzostw na centralnym placu Murmańska, przemarsz poszczególnych ekip, telebimy,… Także ogrzewane namioty przed startem, wspomniane rosyjskie banie, w których można było po zakończeniu wyścigów rozgrzać wychłodzone ciało. Logistycznie naprawdę – bez zarzutu. Szkoda może tylko, że podczas dekoracji medalami, statuetkami i fajnymi pluszakami na podium, nie grano hymnów narodowych. My sami zawodnicy rekompensowaliśmy sobie to wskakując na podium z flagami narodowymi. Sama atmosfera rywalizacji wspaniała. Poznałem mnóstwo fajnych ludzi z krajów Europy, ale także np. Chile, Argentyny, RPA czy USA. I to w różnym wieku, bo ta dyscyplina sportu granic wiekowych – nie zna.

– Czy udało Ci się w mroźnym Murmańsku, położonym przy kole podbiegunowym, coś zwiedzić?

– Miałem dużo startów, rozpisany co do minuty harmonogram, po wyścigach regeneracja, odpoczynek, więc na zwiedzenia czasu miałem niewiele, bo mistrzostwa w sumie zaplanowano tylko na cztery dni. W tym pierwszy organizacyjny, papierkowy z opłatami startów i obowiązkowymi badaniami lekarskimi. Pierwszego dnia odwiedziliśmy tylko specjalne miejsce pamięci marynarzy rosyjskiego okrętu podwodnego o napędzie jądrowym „Kursk”, który zatonął na Morzu Barentsa w pobliżu Murmańska, w sierpniu 2000 roku. Przez pozostałe dni czas wypełniały zawody, ewentualnie krótki spacer z przewodnikiem. A potem powrót przez Moskwę do domu.

– Jakie plany na przyszłość? Za dwa lata lodowe, pływackie mistrzostwa świata odbędą się w Katowicach…

– Tak, to prawda. Chciałbym na nich oczywiście wystąpić w reprezentacji Polski. Jednak rok wcześniej na słoweńskim jeziorze polodowcowym w  Bledzie, w Alpach Jurajskich, odbędą się mistrzostwa świata, drugiej międzynarodowej organizacji zajmującej się zimowym pływaniem, mającej w swej nazwie zamiast lodu właśnie zimę. Ta druga organizacja notuje rekordy na poszczególnych dystansach, w poszczególnych kategoriach wiekowych i mógłbym się w tym Bledzie „przymierzyć” do rekordu np., na mym koronnym dystansie tj. na 50 metrów „żabką”. Problem jest jeden – finanse. W Bledzie będzie kilka razy drożej niż w Murmańsku. O fundusze na start w mistrzostwach, czy to jednych, czy też drugich, muszą zabiegać sami zawodnicy. Mój start w Murmańsku był możliwy dzięki zabiegom mojego taty Rafała, w poszukiwaniu sponsorów, którym w tym miejscu jeszcze raz serdecznie dziękujemy. Mam nadzieję, że i na wyjazd do Słowenii uda się zgromadzić wystarczające środki.

– Czy to prawda, że „ice swimming” może trafi ć do programu Zimowych Igrzysk Olimpijskich?

– Są takie plany. I w Murmańsku się o tym mówiło. Już na najbliższych igrzyskach ma być to konkurencja pokazowa, więc może cztery lata później w mojej nowej dyscyplinie pływania będzie można powalczyć o medale. Chciałbym bardzo. Zostać drugim legionowskim olimpijczykiem (po Dawidzie Szulichu, też pływaku – przyp. red.) to jest coś!

Rozmawiał: Jerzy Buze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *