Facebook

Polski Charles Aznavour

2015-04-01 3:01:00

Dwudniowa \”wiosna bardów\” (21, 22 III) zakończyła się występem barda z prawdziwego zdarzenia, Jarosława Chojnackiego

ANTONI KAWCZYŃSKI

toiowo@toiowo.eu

*

Nigdy jeszcze nie spotkałem pieśniarza, który by tak forsował głos. Ale, o dziwo, wcale mnie to nie raziło, nie przyłapałem się na chęci uniesienia palców w kierunku uszu, bynajmniej. Skala dynamiczna jakże rozległa, od szeptu do krzyku, od piano do fortissimo. A przy tym żadnego ułatwiania sobie życia przy pomocy mikrofonu i głośnika. W dążeniu do autentyzmu śpiewak rezygnuje z elektrycznych urządzeń. Zdaje on sobie sprawę z niebezpieczeństwa przedwczesnego wyeksploatowania strun głosowych, jednakże wyraz artystyczny jest dla niego najważniejszy.

Jakiż kontrast w porównaniu z tym, co się zwykle widuje na estradzie. Gitara elektryczna w rękach paradującej w portkach piosenkarki nadaje jej wygląd partyzanta z przewieszonym przez szyję erkaemem. W dodatku „zjadany” mikrofon zasłania dolną część twarzy.

A tu inaczej. Piękny, naturalny widok pieśniarza siedzącego na krześle, z gitarą opartą na udach, twarz odsłonięta. Koncert toć przecież również widowisko!

*

Twórczość Krzysztofa Buszmana to na ogół przelewanie z pustego w próżne. Lektura jego wierszy ze świadomością, że będą one śpiewane, nie działa zachęcająco. Jak to się dzieje, że w ustach naszego barda owe naiwne rymowanki nabierają wagi? Czyta się je z pobłażliwością, jak pierwocin zdolnego uczniaka, a potem kunszt barda zamienia tanie strofy w klejnociki. Przypuszczam, że Jarosław Chojnacki nie musi czekać na natchnienie, nie trzeba mu polować na melodie. On bierze do ręki tekst, po czym słowa recytowane przechodzą spontanicznie w recytatyw, a recytatyw z taktu na takt staje się coraz bardziej melodyjny. Tekst inspiruje, z melodii słów wynurza się melodia tonów. Ekscytujący rytm sprawia, że nawet oklepane wyrażenie: „Pobujajmy jeszcze w obłokach” – staje się możliwe do strawienia, uchodzi płazem. Ba, wprowadza w trans.

„Jesteś życie nie do życia, po swojemu nie dajesz mi żyć” – tego rodzaju pleonazmów słyszało się sporo. I – dawały się słuchać. Pospolity metal dotknięty przez czarodzieja zamieniał się w złoto. Imponująca jest jego melizmatyka. „Bóg sprawdza naszą wypłowiałą wia-a-a-a-arę.” Falowanie po pięciolinii samogłoski „a” śledziły nasze uszy z podziwem i zachwytem. Maksymalnie natężony głos jest znośny, nawet lekkie chrypienie pieści ucho.

*

Urok osobisty, silna indywidualność, dowcip, dar nawiązywania kontaktu z publicznością czynią z pana Jarosława niezrównanego konferansjera. Wypowiedzi niewymuszone, improwizowane. Cały czas na luzie. Nie ma mowy o sprzedawaniu dykteryjek pracowicie przygotowywanych przed koncertem.

Przykład tego artysty wskazuje, że nagrania studyjne nie mogą zastąpić koncertów. Każdy kolejny koncert, przez sam fakt zetknięcia się z nową publicznością, staje się niepowtarzalny, niepodobny do innych.  Jeśli interpretacja poszczególnych pozycji repertuarowych nie zmienia się specjalnie, to w przerwach między piosenkami inne za każdym razem są dialogi ze słuchaczami, a zwłaszcza ze słuchaczkami. Dialogi czy też raczej sympatyczne droczenie się.

Ani chwili nudy. Nikomu się nie dłużyło. Nie z kurtuazji proszono o bisy. Konferansjerka bawiła, piosenki wzruszały, niekiedy porywały. Spośród setek wokalnych miernot wyłania się oto piosenkarz stworzony do śpiewania, artysta z iskrą Bożą. Talent!

Podobne artykuły

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *