Facebook

Muzyka serio

2015-04-15 3:01:00

Recital dany w niedzielę 12 IV wypełniła fortepianowa muzyka wielkich mistrzów; wykonawca, Mauricio Silva, oddał jej pełną sprawiedliwość

ANTONI KAWCZYŃSKI

toiowo@toiowo.eu

*

Usłyszeliśmy kompozycje Chopina, Debussy`ego i Liszta, przy czym słowo kompozycja odnosi się także do całego programu; można o nim powiedzieć, że został umiejętnie i z polotem skomponowany. Jako skrajne częściowej „programowej kompozycji” zabrzmiały: Chopinowska Sonata b-moll op. 35, zawierająca słynny marsz żałobny, i Funerailles (Pochód żałobny) Franciszka Liszta. Między te dwa wstrząsające dzieła wpleciono coś pogodnego: Estampes (Sztychy) Debussy`ego. Wyrażony dźwiękami zachwyt nad urodą świata bramują utwory, które można by opatrzyć mottem: memento mori.

Na tle znanych mi wykonań Sonaty b-moll interpretacja naszego pianisty wyróżnia się korzystnie. Ujęcie przezeń pierwszego tematu Allegra zadowoliło mnie całkowicie. Potrafi on rozmieścić odpowiednie akcenty i wtrącić minimalne pauzy, które nie rozbijając toku muzycznej narracji nadają owemu prędkiemu, motorycznemu pochodowi dźwięków właściwy sens.

*

Rozmowa z wirtuozem pozwoliła mi uświadomić sobie, że praca i talent to nie wszystko. Przy opracowywaniu takiego poematu dźwiękowego, jakim jest Funerailles, duże znaczenie ma gruntowna znajomość historii muzyki. Warto wiedzieć, że dzieło to powstało pod wrażeniem śmierci Chopina. Nawiązuje ono do Sonaty b-moll, a także zawiera reminiscencje z Poloneza As-dur.

Pan Mauricio zna południową Hiszpanię, toteż wspomnienie egzotycznego pejzażu niewątpliwie wzbogaciło interpretację Wieczorów w Grenadzie, drugiego ogniwa cyklu Estampes. Nie bez znaczenia jest także fakt, że artysta rozsmakował się w japońszczyźnie. Ma w swojej kolekcji obrazki podobne tym, którymi w swoim czasie fascynował się Klaudiusz Debussy. To, co kompozytora zainspirowało do stworzenia zbioru Estampes (Sztychy), to samo służy pianiście jako bodziec przy szlifowaniu tychże muzycznych klejnocików.

*

„Jak się panu dzisiaj grało?” W porównaniu z występem poprzednim, półtora roku temu, artysta stwierdził korzystną zmianę. Fortepian świetnie nastrojony, a dawny, nieco chwiejny stołek został zastąpiony wygodnym, stabilnym taboretem. Słowem, pełny komfort.

Repertuar pana Mauricia wciąż się poszerza, przybywa sporo muzyki polskiej, a zainteresowania wybiegają poza romantyzm, w stronę muzyki XX wieku: Szostakowicz, Lutosławski i inni. Muzyk dąży do tego, aby opanować twórczość różnych kompozytorów w stopniu umożliwiającym dawanie recitali monograficznych, np. koncert złożony wyłącznie z utworów Ravela.

Miejmy nadzieję, że te nowe programy będą systematycznie prezentowane w Salonie im. Chopina, w odstępach krótszych niż półtora roku.

*

Dodatkową satysfakcję estetyczną sprawia widok solisty przy fortepianie. Powściągliwość, coś w guście Witolda Małcużyńskiego. Nie ma mowy o nierzadkim obecnie zjawisku, gdy gesty i mimika

grającego lub grającej usiłują wyrazić, iż to, co właśnie wypływa spod ich palców, jest, ach! jakie piękne.

Na bis usłyszeliśmy brawurowe wykonanie Momentu muzycznego e-moll Rachmaninowa.

Podobne artykuły

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *