Facebook

REPLAY ZZA BRAMKI. Kibic w czasie zarazy

2020-03-18 5:01:09

 

Parafrazując tytuł jednej z powieści kolumbijskiego noblisty Gabriela Garcii Marqueza, jako notoryczny fan sportów niemal wszelakich, muszę z przykrością stwierdzić, że kibic w czasach zarazy ma… przechlapane

Niby jeszcze gdzieś tam jeszcze próbują grać, rywalizować… Narciarskie biegi w kanadyjskim Quebecku, kolarska sześciodniówka na torze w Manchesterze, okrojony kolarski wyścig ku słońcu, czyli Paryż- Nicea, Gibraltar Open w snookerze, czy podsumowanie biathlonowego sezonu w fińskim Kontiolahti, to naprawdę sportowe ostatki. Z udziałem kamer, ale w większości bez publiczności , to ostatnie dawki adrenaliny wspierającej pracę serca kibica. Co potem?

Boiska, hale świecą pustkami, siatkarki, piłkarze ręczni i nożni porozjeżdżali się zgodnie z zaleceniami i zdrowym rozsądkiem, do domów. Jak żyć szanowny współbracie kibicu? Serwowane w telewizorach powtórki, najczęściej z okresu chwały rodzimego sportu, są zaledwie ersatzem, namiastką prawdziwych sportowych emocji, uniesień i  dramatów z powodu zwycięstw (lub porażek) drużyny, której się kibicuje. Ileż zresztą razy można oglądać powtórki wszystkich goli Roberta Lewandowskiego w Lidze Mistrzów, czy zwycięstwo Dawida Kubackiego podczas ostatniego Turnieju Czterech Skoczni. Ja wiem pewno są i tacy, którzy popisy swych ulubieńców mogą oglądać w nieskończoność, do końca świata, albo nawet jeden dzień dłużej, ale… To jednak już nie to samo.

Powie ktoś, że przesadzam, bo tysiące, ba miliony ludzi, nie wie co to jest „założenie siatki”, nie kojarzy „jednej Wenty”, dla których suflet to samo co suples. I co? i nic i żyją . Mają inne sprawy na głowie, bo świat nie jest piłką futbolową. Już przed laty zresztą sam Winston Churchill, który wypalał podobno paczkę cygar dziennie i  butelkę whisky dziennie, z wrodzoną sobie błyskotliwością (złośliwością) zauważył „Dożyłem dziewięćdziesiątki dzięki sportowi. Nigdy nie miałem z nim nic wspólnego!” Da się więc żyć. Są oprócz sportu, cygar i trunków takie wynalazki, które w najcięższych czasach umilają dziś życie i relaksują życie jak książki, teatr (można oglądać klasykę i nie tylko w internecie), można słuchać relaksującej, ulubionej mużyki, czy wreszcie skopać przydomowy ogródek, czy też jakieś porządki w czterech kątach. Tak więc kibic, a nawet tzw. kibol w czasie domowej kwarantanny powinien znaleźć coś dla siebie, co od biedy może być namiastkę czysto sportowych emocji.

A propos wspomnianej w. Brytanii i muzyki. Znalazłem ostatnio dwa w jednym. W internetowym wpisie Zbigniewa Hołdysa. Oto historyjka Pana Zbyszka: Dzwoni kumpel z Londynu. „Jak tam?” pyta. Ja: „Spoko” i wyliczam ograniczenia. On wzdycha: „Hm… A u nas angielska flegma, ludzie się szwendają, jak gdyby nigdy nic. Tylko skurw…y mecze piłkarskie skasowali”. Ja: „ U nas też”. On: „Tyle że u was grać nie umieją”.
Szczypta humoru, nawet tego angielskiego nikomu nie zawadzi. A poza tym, tak na serio, w czasach zarazy szanowny kibicu są sprawy ważne i ważniejsze. Nie dajmy się więc zwariować.

Jerzy Buze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *