Facebook

SPORT. Latające talerze w Powiecie Legionowskim – Firsbee – gra zespołowa dla wszystkich

2018-02-27 11:20:16

Przyznaję, że z frisbee, nieolimpijską grą zespołową ,zetknąłem się po raz pierwszy podczas ubiegłorocznych transmisji telewizyjnych z wrocławskich The World Games 2017. Nie przypuszczałem, że latające po zakrzywionych trajektoriach „talerze” znane są już od kilku lat w Powiecie Legionowskim , a liczba czynnych zawodników tej gry w odmianie – ultimate frisbee, przekroczyła już w kraju ponad tysiąc osób

– Zaczęło się od zwykłego rzucania dyskiem (prawidłowa nazwa „talerza” ) w Jabłonowskim Parku – mówi legionowianin, Paweł Pakulski. – Rzucaliśmy dla zabawy ze znajomymi w lato, przy piwku, już od ok. 3 lat. Potem dowiedziałem się, że u mnie na uczelni, warszawskiej Akademii Leona Koźmińskiego jest osoba grająca w frisbee w reprezentacji kraju. Była nią także moja koleżanka z liceum. Zacząłem się bliżej interesować czym jest ta gra, na czym polega jej zespołowość, jakie są jej reguły.

Gdy już wiedziałem z czym „to się je”, wtajemniczyłem w zasady gry znajomych. Łyknęli bakcyla spodobało im się to i gdy zebrało nas się kilkanaście osób, uznaliśmy, że warto może w to pograć. Nasze, nazwijmy to pierwsze treningi rozpoczęły się za Pałacem Jabłonowskim. Kto wie, czy nie decydującym krokiem na drodze ku temu, że powstał nasz zespół frisbee, było zainteresowanie się tym co robimy, przez Piotra Wiśniewskiego z Legionowa, który już przed ponad pięciu laty należał do zespołu uprawiającego tą grę, był uznaną osobą w tym środowisku jako Peter Parker. Zasugerował też, że moglibyśmy spróbować swych sił w profesjonalnych rozgrywkach Warszawskiej Ligi Ultimate. Został naszym grającym trenerem, pomógł też zgłosić akces do zimowych rozgrywek WLU. I tak to się właśnie zaczęło – mówi P. Pakulski.

– Nasz zespół tworzą uczniowie, studenci, ludzie już pracujący, w przedziale wieku od 15 do 36 lat. W 90 procentach z powiatu legionowskiego. Niektórzy próbowali już innych dyscyplin sportu: biegali, grali w szczypiorniaka… Cieszy nas, że do drużyny dołączają młode sprawne dziewczyny, bo frisbee to gra koedukacyjna, zespołów głownie mieszanych – podkreśla Maciej Kozera, inny z „weteranów” legionowskiego zespołu, który dorobił się już oczywiście swej nazwy. Na moje ucho takiej fikuśnej, trochę ironicznej, lekko prześmiewczej, bo fonetycznie zbliżonej do rodzaju muzyki, za którą jak zgodnie podkreślają – nie przepadają, legionowski zespół frisbee nazywa się więc – Dysko Polot. Gra we wspomnianych rozgrywkach WLU, uczestniczy w okazjonalnych turniejach. – Ostatnio byliśmy na turnieju w Płocku, we wspaniałej miejscowej Orlen Arenie. Może kiedyś uda nam się zagrać w naszej Arenie Legionowo – wzdycha M. Kozera, dotykając finansowej sprawy funkcjonowania zespołu.

Paweł, Maciek, także Paweł Sołodko nie ukrywają, że koszty ich sportowej pasji muszą pokrywać głównie z własnej, czyli członków zespołu, kieszeni. To zrozumiałe – inne drużyny, które należą do Polskiego Stowarzyszenia Graczy Ultimate, funkcjonują na podobnych zasadach, czasami szukając sponsorów, o których nie tak łatwo, bo frisbee w zasadzie dopiero raczkuje, nie może się mierzyć popularnością z innymi grami zespołowymi. Trzeba więc zbierać fundusze na stroje, płacić za salę do treningu w zimie, kosztują wyjazdy, więc… Czasami muszą ograniczać się do minimalnego składu, bo nie każdego z nich stać na wydatek 300-400 złotych na osobę, na jakiś turniej. Marzy im się zorganizowanie jakiegoś turnieju u siebie, bo na tym można trochę zarobić, podreperować budżet.

Dlaczego polubili frisbee? – Mnie najbardziej podoba się w tym sporcie jego dynamika, widowiskowość – mówi Paweł Sołodko. – Także główna zasada przyświecająca tej grze, którą jest Spriit of the game, czyli wzajemny szacunek do przeciwników, to że sami rozstrzygamy sporne sytuacje (gra bez sędziów – przyp.red.). Gramy bez nadmiernej agresji, rozstrzygamy wszystko pokojowo na zasadach fair play. Poza tym to w zasadzie sport dla wszystkich, bo nie ma w nim granic, nie tylko wiekowych – wylicza atuty swojej sportowej miłości P. Sołodko. – Kiedyś w trakcie meczu z bardzo dobrą drużyną warszawską – dodaje P. Pakulski – podszedł do nas, do zawodników czekających na zmianę, kapitan przeciwników.

Powiedział, że jest super, że powinniśmy uspokoić grę poradził jak wyeliminować błędy. To było ekstra, wtedy zrozumiałem, że to jest coś innego, że tu naprawdę obowiązuje duch sportu. – Tradycją jest też zbieranie po meczu we wspólnym kółku obu zespołów, wzajemne przypominanie najfajniejszych momentów, zagrań skończonego meczu – dodaje P. Sołodko. Kontuzje? Bywają, choć jest to zasadniczo sport bez fauli. Jakieś skręcenia nogi, wybite palce rąk, czasami można oberwać „talerzem” w twarz, trochę potłuc źłe padając na murawę. W kwietniu zawodnicy Dysko Polot zapowiadają popularyzację swej dyscypliny w szkołach powiatu. Zachęcają też wszystkich zainteresowanych w treningach frisbee do kontaktu mailowego (dyskopolot @gmail.com) lub odwiedzenia strony zespołu na fb pod hasłem Dysko Polot.


Oto aktualny skład zespołu: Piotr Wiśniewski (grający trener), Sebastian Balcerzak, Radosław Lindner (kapitan), Paweł Pakulski, Paweł Sołodko, Maciej i Marcin Kozera, Grzegorz, Wojciech, Maciej i Antoni Litwińscy, Maciej Księżak, Patryk Baranowski, Michał Rokita, Karol Domosławski, Piotr Sikorski Julia i Jędrzej Moczulscy, Monika Rusek, Julia Banasik, Monika Juchnicka, Zosia Brzezińska.

(jb)

 


Skąd się wzięło frisbee (także frisbie)?

Nazwa frisbee pochodzi od firmy piekarskiej założonej w roku 1871 przez W.R.Frisbiego, który po wybuchu wojny domowej w USA, zamieszkał w stanie Connecticut. Firma piekarnicza wykorzystała do produkcji form cynowych do ciasta kształt „latającego talerza”. Tymi formami do ciasta, podobno jako pierwsi dla żartów zaczęli rzucać studenci uniwersytetu Yale. Jako gra znana w USA od połowy XIX wieku. Niezależnie od tych cynowych spodków podobny talerz skonstruował w 1948 roku weteran II wojny światowej W. F. Morrison, który chciał dostarczyć ludziom zabawy nawiązującej do dyskutowanej wówczas kwestii „latających spodków” (UFO). Pierwsze dyski Morrisona już z masy plastycznej, zwane frisbee nosiły napis: „Graj chwytając. Wymyślaj gry”. Motto to spowodowało powstanie szeregu gier różniących się zasadami, ale wykorzystujących pierwotne elementy frisbee. Wszystkie te gry, a więc także ultimate, zalicza się obecnie do sportu określanego jak Latający Dysk (Flying disc).

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *