Facebook

WYWIAD. Nie tylko w todze

2019-12-13 7:52:24

Rozmowa z JAROSŁAWEM KALINOWSKIM, adwokatem

Jerzy Buze: Nie znalazłeś się w setce zasłużonych legionowian, którym przyznano medale z okazji stulecia nadania nazwy miasta. Twojego nazwiska wśród wyróżnionych nie dostrzegłem. Kilkanaście dni później zostałeś uhonorowany nadanym przez Prezydenta RP, Krzyżem Wolności i Solidarności. Jakaś Twoja refleksja związana z tymi dwoma zbliżonymi w czasie wydarzeniami?

Jarosław Kalinowski: Cóż, najprostsza refleksja nasuwa się sama: po prostu nie zasłużyłem na to aby znaleźć się wśród stu najwyżej cenionych obywateli Legionowa. Byli lepsi, mądrzejsi, bardziej zasłużeni, bardziej zaangażowani w działaniach na rzecz tego naszego Miasta. Być może moja wypowiedź podszyta jest lekką nutką ironii i nie chodzi w niej o mnie. Wśród setki uhonorowanych zabrakło – moim zdaniem kilku, kilkunastu innych nie mniej zasłużonych osób.

JB: Wróćmy do wydarzenia z 13 grudnia 2019. Byłeś wśród pięciu legionowian, działaczy opozycji, odznaczonych Krzyżem Wolności i Solidarności za działalność antykomunistyczną. To prestiżowe w skali kraju wyróżnienie i spora – jak rozumiem – satysfakcja.

JK: Na początek małe sprostowanie. 13 grudnia 2019 r. medal otrzymały cztery osoby: Bożena Kamińska, Kazimierz Koślacz, Mieczysław Rudnicki i ja. Natomiast obecny na tej uroczystości prezydent Legionowa Andrzej Kicman, taki Krzyż otrzymał wcześniej, był naszym opiekunem i cicerone w tych ważnych dla nas chwilach. Byłem dumny, że otrzymałem to wyróżnienie w gronie tak zacnych ludzi, że dołączyłem do wcześniej wyróżnionych z  dr Ligią Urniaż-Grabowską, jej córką Małgorzatą Grabowską- Kozera, Pawłem Kozerą czy takimi osobami jak Stanisław Kuczyński, Jacek Girtler czy mój kolega po fachu mecenas Bonifacy Bąk. W sumie tylko 13 Legionowian jest kawalerami Krzyża Wolności i Solidarności. Wręczający te medale państwowe Prezes IPN dr Jarosław Szarek w swoim przemówieniu powiedział m. in.: „Jesteśmy tu wszyscy. Uniwersytet, Politechnika, Ursus, Huta Warszawa, Legionowo, Wrocław, Jesteśmy tu wszyscy…” . Uroczystość miała podniosły charakter, byli przedstawiciele Sejmu i rządu, uroczystość zakończył koncert pieśni patriotycznych.
Było to dla mnie oczywiście wielkie przeżycie podsumowujące moje kilkanaście lat działalności, głównie z okresu stanu wojennego, kiedy jako przyszły prawnik zamieszkałem w Legionowie. Pamiętam, że w dniu ogłoszenie stanu wojennego, jako student II roku prawa udowadniałem, że wprowadzenie stanu wojennego jest nielegalne. Z satysfakcją odnotowuję, że po 20 latach zostało to potwierdzone.

JB: Dominuje więc poczucie satysfakcji, dumy….

JK: Jestem dumny, że miałem jakiś może niewielki, ale swój udział w zmianie ustrojowej w Polsce. Tamten wcześniejszy ustrój (socjalizm, komunizm – diabli wiedzą co) był z pewnością najgorszym losem jak mógł Polskę spotkać po II wojnie światowej.

JB: Zapytam więc przekornie: czy teraz perspektywy 30 lat możesz powiedzieć, że opozycja antykomunistyczna, a więc i Ty – o taką Polskę walczyliście?

JK: Mówi się, że dzisiaj czytelnik książek historycznych wygrałby kampanię napoleońską. Każdy z perspektywy lat jest mądrzejszy. W 82, czy 83. roku chyba nikt nie przewidywał nawet w marzeniach skutków jakie te działania opozycyjne, czy quasi rewolucyjne wywołają. Kto wtedy wierzył ,że za kilka lat będziemy żyć w wolnym kraju że upadnie komunizm, że runie Mur Berliński, nie będzie Związku Sowieckiego, NRD, czy Czechosłowacji?
Oczywiście od czasu, gdy mamy wolną Polskę, nie wszystkie zmiany poszły w dobrym kierunku, niektóre w złym, niektóre w bardzo złym. Nie czas i miejsce, żeby o tym dywagować, analizować te sprawy, ale ja osobiście dostrzegam wiele niedociągnięć wszystkich ekip, które rządziły naszym krajem po 90. roku. Zamykając tę kwestię dodam tylko, że mimo wielu niedociągnięć i wad – żyjemy w najwspanialszym okresie w tysiącletniej historii naszego kraju i  sami możemy decydować o tym jak żyjemy.

Kabaret Pętla, Grand Prix Ogólnopolskiego Festiwalu Piosenki Kabaretowej – Ostrołęka 1988 r.

JB: Wróćmy do czasów opozycji. Jakie było środowisko legionowskich, jak ich wtedy czasami określano, legionowskich dysydentów Kto w  nim działał i jak ty zaangażowałaś się w pracę konspiracyjną?

JK: Muszę zacząć od początku. Jestem Pułtuszczakiem. W Pułtusku skończyłem szkołę średnią, w Legionowie pojawiłem się rozpoczynając studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim w 1980 roku. Stopniowo nawiązałem kontakty towarzyskie, które z czasem przerodziły się po 13 grudnia 1981r w kontakty nazwijmy je – opozycyjne. Za wprowadzającego mnie w legionowskie środowisko opozycyjne muszę uznać Piotra Nowotnego, znanego działacza kultury, artystę. Przypadkowe spotkanie w pociągu przerodziło się w przyjaźń, która, trwa do dzisiaj. Jako student nie należałam do NSZZ Solidarność i  na początku stanu wojennego legionowskich działaczy związkowych oprócz P. Nowotnego i  braci Kuczyńskich nie znałem. W tym czasie poznałem i rozpocząłem współpracę z opozycjonistami skupionymi wokół Pawła Kozery, Małgosi Grabowskiej, dr. Ligii Urniaż-Grabowskiej. Działałem też na Uniwersytecie Warszawskim m. in. kolportując prasę i wydawnictwa podziemne.

JB: Mimo to, musiałeś się znaleźć po „lupą” służb bezpieczeństwa?

JK:
No tak. Przeglądałem swoje akta osobowe w Instytucji Pamięci Narodowej, zapoznałem się z teczką raportów na mój temat, np. opisami jak to para młodych ludzi z dzieckiem w wózku, przemieszcza się z Przystanku Legionowo na ul. Hubala, a więc tam gdzie mieszkała dr. Grabowska. Byliśmy więc, śledzeni, inwigilowani. W połowie lat osiemdziesiątych miewaliśmy częste „ wizyty” służby bezpieczeństwa, która szukała „bibuły”. Wystarczyło, że jakiś samochód zatrzymał się przed naszym domem, aby za kilkadziesiąt minut pojawiało się SB , aby sprawdzić, kto mnie odwiedził.

JB: Internowany jednak nie byłeś?

JK:
Nie, nie. Doświadczyłem represji psychologicznych tj. częstych przesłuchań i rozmów ostrzegawczych, gróźb wyrzucenia z aplikacji adwokackiej czy wielokrotnego przeszukiwania domu, a z fizycznych oberwałem kilka pałek podczas demonstracji np. 3 maja 1982 roku czy pod kwietnym krzyżem przy Kościele Wizytek. To drobiazgi w porównaniu z doznaniami osób, które były internowane, czy siedziały w więzieniach. Może zrodzić się więc pytanie: za co on dostał ten Krzyż Wolności i Solidarności? Zajmowałem się kolportażem, tzw. małym sabotażem, u mnie w domu prowadzona była podziemna działalność drukarska oraz przechowywane różne nielegalne materiały i przedmioty, m. in. do drukowania oraz archiwum działalności opozycyjnej. Ponadto odbywały się u mnie spotkania i próby nielegalnych grup artystycznych. Czy podczas licznych najść i  rewizji niczego nie znaleziono? No nie, aż tak dobrze nie było. Miałem w 1986r m. in. włamanie do domu, kto wie czy nie zaaranżowane przez służbę bezpieczeństwa – skradziono nam wiele cennych rzeczy. Następnego dnia przyjechało SB i dokonali przeszukania – znaleźli niewielką ilość materiałów – 3500 sztuk nielegalnych znaczków i  bezdebitowych wydawnictw. Na szczęście nie znaleźli wszystkiego co mieliśmy ukryte. Powiem tylko, że bywały momenty, że miałem w domu kilkadziesiąt tysięcy „ nielegałów”

Mecz Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” Legionowo przeciwko Komitetowi Wyborczemy „Solidarność” Warszawa – wiosna 1990 r. U dołu drugi z lewej – bramkarz

JB: W Twoim opozycyjnym życiorysie nie sposób pominąć działalności związanej z kabaretem „Pętla”. Drwiliście z władzy słowem – kpiną, ironią, wasze występy cieszyły się popularnością nie tylko na Mazowszu.?

JK:
To prawda. Byłem autorem większości tekstów dla naszego kabaretu Pętla, który w pełnej nazwie miał Region Mazowsze. Powiem nieskromnie, że część z tych tekstów, jest do dzisiaj aktualna, co mnie nieco bawi. Przykładowo? Np. taka fraza: Na skrzyżowaniu Azji i Europy/na styku kultur wschodniej i zachodniej/jedni żyją jak ludzie/drudzy jak im wygodniej.
Jeździliśmy po całej Polsce, stosując jak to określił w jednym z wywiadów Piotrek Nowotny – zasadę delfina. Jako, że nasze niektóre występy były ocenzurowane, pojawialiśmy się tu i tam niespodziewanie, nic sobie z cenzury nie robiąc. Niestety mieliśmy za to zakaz oficjalnych występów w kilku województwach. W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że mniej efektów przynosi w drugiej połowie lat osiemdziesiątych chodzenie na demonstracje uliczne, niż występy naszego kabaretu przed np. dwutysięczną widownią w  kościele w Mistrzejowicach w Nowej Hucie ,w kościele na warszawskiej Woli, w Muzeum Archidiecezji, na tajnych występach we Wrocławiu czy Poznaniu. Skład naszego kabaretu się zmieniał, ale jego podstawowy trzon to kompozytor i wykonawca Dariusz Zawadzki, Krzysztof Turek, wspomniany Piotr Nowotny i ja. Przez kilka sezonów, członkiem kabaretu „Pętla” był znakomity aktor Artur Żmijewski, o czym teraz nie wspomina w swojej biografii. My wspominamy Go serdecznie. Działając oficjalnie dostaliśmy wiele nagród na różnych festiwalach kabaretowych m.in. na krakowskiej PACE, Festiwalu Kabaretowym w Zakopanem,Festiwalu Kabaretowym w Nowym Sączu, Ogólnopolskim Festiwalu Piosenki Kabaretowej w Ostrołęce – tam cztery piosenki mojego autorstwa otrzymały w 1987 r główną nagrodę Grand Prix . Kasetę z naszymi nielegalnymi nagraniami wydano w 1988r w Londynie.

Uroczystości przy grobie Sybiraków – kwiaty składają Andrzej Kicman, Ryszard Kaczorowski, Jarosław Kalinowski

JB: W okresie transformacji ustrojowej włączyłeś się w działalność samorządową na terenie Legionowa…

JK: Zaangażowałem się w działalność Komitetu Obywatelskiego na trenie naszego miasta. W pierwszych wolnych wyborach w  1990 roku starowałem z list tego komitetu i zostałem wybrany radnym. Samorządowcem w Legionowie byłem przez 12. lat, piastując różne funkcje. Od przewodniczenia rożnym komisjom, po funkcję Przewodniczącego Rady Miejskiej w latach 1998 -2001. Byłem delegatem Legionowa do Sejmiku Mazowieckiego przez dwie kadencje, byłem też Przewodniczącym Komitetu powołania Powiatu Legionowskiego. Ciekawostka – w „ Roczniku legionowskim” moje funkcje i działania są przypisywane innemu panu Kalinowskiemu. Poza samorządem byłem współzałożycielem Szkoły Społecznej i Prezesem Społecznego Towarzystwa Oświatowego w Legionowie wspomagałem Komitet budowy pomnika marszałka J. Piłsudskiego, nadal działam w Stowarzyszeniu „Mała Ojczyzna”

JB: Pamiętam jak przed laty, na głównej płycie naszego stadionu rozgrzewałem Cię, jako bramkarza Legionowskich samorządowców przed meczem bodaj z samorządowcami stolicy. Skąd u Ciebie sportowe ciągotki?

JK: Moje sportowe zainteresowania wynikają z czasów jakich przyszło mi żyć. Zamiast telefonów komórkowych, komputerów, stu kanałów telewizyjnych, których nie było – wolny czas spędzaliśmy na podwórkach ganiając za piłką, zimą śmigając na łyżwach. Wspomniałem, że pochodzę z Pułtuska – tam rozmaitych rozlewisk na Narwi nie brakowało, a mroźna zima trwała 3-4 miesiące. Kariery sportowej oczywiście żadnej nie zrobiłem, ale w szkole podstawowej i średniej byłem w wielu reprezentacjach. Taka ciekawostka: m. in. byłem wicemistrzem powiatu w jeździe szybkiej na lodzie, na 200 i 400 metrów. Sport już w roli kibica (bo parady na klepiskach zrobiły swoje, boli kręgosłup) jest nadal ważnym elementem mojego życia. Był czas, że bywałem na meczach reprezentacji Polski w piłkę nożną nawet za granicami kraju. Dziś jak wiesz spotkamy się na meczach lokalnych drużyn, czy to piłkarzy nożnych, czy też ręcznych oraz oczywiście siatkarek.

JB: A wracając do tego legionowskiego spotkania samorządowców. To po nim otrzymałeś fajny komplement z ust samego….

JK: … redaktora Jacka Żemantowskiego – skomentował moje udane parady bramkarskie takimi mniej więcej słowami: ”Oby pan, panie mecenasie bronił swoich klientów tak skutecznie jak dziś na bramce”. Było to miłe, bo to był dopiero początek mojej kariery zawodowej, która już trwa trzydzieści lat.

Przewodniczący Rady Miejskiej w Legionowie 1998 – 2001

JB: Mówi się ostatnio wiele o kaście prawniczej. Z tego co wiem ty jesteś z takiej” kasty”, bo „odziedziczyłeś” fach po tacie?

JK: To określenie pejoratywne. Funkcjonuje trochę w innym kontekście, zostało przypisane innej sytuacji niż pokoleniowe przekazywanie pewnych doświadczeń, wiedzy, kompetencji, zainteresowań. Prawdą jest, że mój tata Piotr Kalinowski przez 50 lat był adwokatem i do dzisiaj jest osobą szanowaną i wspominaną jako bardzo dobry mecenas. Z moich dwóch córek jedna ukończyła resocjalizację, a druga studia prawnicze ale wybrały działania nie związane z wymiarem sprawiedliwości.

JB:A Twoja największa satysfakcja w pracy adwokata z czego wynika?

JK: Moją największą satysfakcją rozpatrywaną w kategoriach pracy zawodowej jest to, że w zdecydowanej większości z przeprowadzonych kilku tysięcy spraw moi Klienci byli z mojej pracy zadowoleni, że wracają do mnie osoby, którym prowadziłem wcześniej sprawy oraz to, że będąc o 10-20 lat starszy od większości obecnych adwokatów w Legionowie, mam z nimi dobry kontakt, a nawet mogę powiedzieć, ze przyjaźnię się ze sporą grupą mecenasów, którzy mnie, jak mi się wydaje – lubią i  szanują.

Rozmawiał: Jerzy Buze

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *