Facebook

ZA MIEDZĄ. Kto odpowie za śmierć pacjenta?

2017-04-05 12:06:56

W poniedziałkowym odcinku programu „UWAGA” emitowanym przez telewizję TVN przedstawiona została historia mężczyzny, który źle się czując udał się do lekarza, który skierował go do Szpitala Bródnowskiego, tam skierowano go do lekarza rodzinnego, który skierował go do szpitala… Niestety, finał tej historii jest tragiczny.

Wdowa – Pani Renata Cybula – pracuje w nowodworskim szpitalu jako pielęgniarka. W grudniu ubiegłego roku do tego szpitala trafił jej mąż – 57–letni Pan Andrzej, który kilka lat temu miał zawał serca. Jak dowiadujemy się z materiału „Uwagi”, mężczyzna od pewnego czasu narzekał na ból nogi, która z dnia na dzień puchła i siniała. Pan Andrzej udał się więc wieczorem na SOR do szpitala nowodworskiego, w którym przebywał kilka godzin, a następnie przewieziono go na Bródno, na badanie USG. – Okazało się, że ze szpitala wypuścili go o 3.15. Dla mnie to jest nie do pomyślenia, że oni go o tej porze wypuścili – opowiada żona Pana Andrzeja.

Nie było podstaw żeby został w szpitalu?
Rzecznik Szpitala Bródnowskiego wyjaśnił dziennikarce „Uwagi”, że pan Andrzej został zwolniony do domu, ponieważ nie było żadnych podstaw do tego, żeby miał pozostać w szpitalu… – Mąż mi opisywał całą sytuację, która go spotkała na Bródnie. Lekarz podobno był bardzo zbulwersowany tym, o której godzinie przywożą mu pacjenta do badania – opowiada dalej pani Renata, która opisała trudności z chodzeniem jej męża tej nocy. Jak informuje „Uwaga”, lekarz, który wypisywał Pana Andrzeja ze szpitala już w nim nie pracuje. Tymczasem pacjent mający duży obrzęk w prawej kończynie, brak przepływu w obwodowej części udowej tętnicy udowej, a także zakrzep lub zator, bo tak było napisane na wypisie, powinien zostać w szpitalu.

Wizyta u lekarza rodzinnego
Pan Andrzej Cybula dotarł z Warszawy do domu, lecz sprawiło mu to dużo trudności. Postanowił więc udać się do lekarza pierwszego kontaktu, który znowu skierował go do szpitala z podejrzeniem ostrej niewydolności krążenia. W poniedziałek rano pacjent ponownie został przyjęty w nowodworskim szpitalu. Jak dowiadujemy się z programu, karta medyczna Pana Andrzeja zawiera dwa zapisy. Pierwszy zapis jest z godziny 11.35, a drugi z godziny 21.24 i to już jest informacja o zgonie pacjenta. – Jeżeli pacjent jest przyjmowany w trybie pilnym, z takimi objawami niewydolności, i dopiero po prawie dziewięciu godzinach jest kolejna informacja stwierdzająca, że pacjent nie ma objawów życia, to rodzi się pytanie, czy nikt go wcześniej nie oglądał… – tłumaczy „Uwadze” prof. Krzysztof Bielecki.

Prokuratura bada sprawę
– Lekarz prowadząca powiedziała mi, że ten poprzedni zawał, który miał, to był bardzo rozległy zawał i praktycznie od tamtej pory mój mąż żył z połową martwego serca. Gdy spytałam, jak można żyć z martwym w połowie sercem, zmieszała się trochę i powiedziała, że w takim razie teraz może tak się stało – mówi w programie Renata Cybula. Sam dyrektor ds. lecznictwa nowodworskiego szpitala Jerzy Szubski stwierdził, że nie wie, co było przyczyną śmierci mężczyzny. Z materiału dowiadujemy się też, że rodzina zażądała sekcji zwłok, niezależnej od szpitala, i zgłosiła sprawę organom ścigania. Prokuratura wszczęła śledztwo w kierunku narażenia pacjenta na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia oraz w sprawie nieumyślnego spowodowania jego śmierci. – Z opinii biegłych wynika, że do śmierci doszło na drodze przewlekłej niewydolności krążenia. Ponadto w obrazie sekcyjnym stwierdzono przewlekłe, zaawansowane zmiany chorobowe w układzie krążenia – wyjaśnia dziennikarzom „Uwagi” Łukasz Łapczyński z Prokuratury Okręgowej Warszawa–Praga.

Adam Balcerzak

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *