Facebook

ZA MIEDZĄ. Zmarła podczas transportu: ze SZPITALA do SZPITALA

2018-02-14 12:00:38

 

 

 

Konferencja prasowa odbyła sie w miniony poniedziałek, w samo połudn

Środę, 7 lutego, bliscy pani Danuty z Pułtuska zapamiętają na długo. Wtedy to 56 – letnia kobieta źle się poczuła i wezwano pogotowie. Przyjechała karetka z Makowa Mazowieckiego. To był początek dramatu

 

Już następnego dnia ogólnopolskie media informowały, że pułtuska prokuratura prowadzi postępowanie w sprawie zmarłej w karetce kobiety, której nie przyjęto do pułtuskiego szpitala. Jak to zwykle w takich sytuacjach bywa, wersje wydarzeń były bardzo różne, na forach społecznościowych wrzało. Prokurator Rejonowa Jolanta Świdnicka poinformowała nas, że zawiadomienie w tej sprawie złożył dyrektor szpitala w Makowie Mazowieckim. Trwają czynności, przesłuchania świadków, sekcja zwłok odbędzie się w najbliższych dniach. Pojawiło się tez oficjalne stanowisko Szpitala Powiatowego Gajda med.

Wobec sytuacji zaistniałej w dniu 07.02.2018 roku informujemy, iż na chwilę obecną trwa dochodzenie prokuratorskie i dlatego prosimy o powstrzymanie się od zbyt pochopnych komentarzy. Jest to bardzo trudna sytuacja dla rodziny, ale także dla całego szpitala. Pragniemy zdementować nieprawdziwe informację, które pojawiły się w przestrzeni publicznej „o zgonie w karetce”. Jednocześnie informujemy, że do czasu zakończenia działań Prokuratury nie będziemy udzielać żadnych informacji, ani komentować doniesień prasowych.

Mimo tego oświadczenia, już w poniedziałek w dyrektor szpitala Robert Gajda zwołał konferencję prasową. Oto obszerne fragmenty jego wyjaśnień:

W piątek zgłosiliśmy do prokuratury zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa, które nie dotyczy naszego szpitala, ale postępowania jakie było w trakcie całego zdarzenia. Prokuratura prowadzi dochodzenie w sprawie z powodu dwóch zawiadomień – naszego i szpitala w Makowie. Z jednej strony, ponieważ trwa dochodzenie – powinniśmy się ograniczać z wypowiedziami, natomiast ciężko mi jest w ogóle się nie wypowiadać, gdy media mówią co chcą i jak chcą. Postaram się, nie przekraczając bariery tajemnicy lekarskiej, podsumować przebieg tego zdarzenia bez osądzania, ale ze wskazaniem, gdzie można się dopatrywać ewentualnych uchybień i czy można było przeprowadzić tą akcję w taki sposób, żeby się skończyła inaczej (…).

Przebieg wydarzeń był taki, że w dniu 7 lutego, dzień po tym jak mieliśmy generalny przegląd tomografu komputerowego, gdzie został przeserwisowany i przygotowany do dalszej pracy na długi okres czasu, po godzinie 10 zepsuł się tomograf komputerowy. O godzinie 11.10 zawiadomiliśmy Centrum Powiadamiania Ratunkowego o tym zdarzeniu, które powinno powiadomić szereg innych instytucji, w tym pogotowie.

Szpital Powiatowy Gajda Med nie ma swojego pogotowia ratunkowego, choć tak się wydaje ludziom. W Pułtusku stacjonuje karetka, której wtedy nie było, ale nie jest to karetka szpitala powiatowego tylko Meditrans Ostrołęka. To jest nieszczęście dla całego powiatu, że tego pogotowia nie mamy. Poprzedni szpital powiatowy, zanim jeszcze splajtował, w 2012 roku oddał pogotowie ratunkowe. Tymczasem w procesie diagnostyczno – leczniczym pogotowie posiada niezmiernie ważną funkcję. Generalnie służy pomaganiu, choć mogą być sytuacje, że pogotowie pakuje pacjenta i chce się go jak najszybciej pozbyć. Nie mówię, że tak było w tej sytuacji, nikogo nie oskarżam, ale jeśli lekarz w karetce S, która stacjonuje w Makowie Mazowieckim, która jest bardzo dobrze wyposażona, rozpoznaje tętniaka rozwarstwiającego aorty brzusznej, a powinien mieć wiedzę że w pułtuskim szpitalu tomograf komputerowy jest zepsuty, wiezie pacjentkę do tutejszego szpitala. Przecież to lekarz pogotowia ustalił, że najlepszym miejscem dla pacjentki byłby szpital bródnowski, gdzie jest chirurgia naczyniowa.

Moim zdanie za zdarzenia nie odpowiadają instytucje. To nie Meditrans popełnia błąd i nie szpital popełnia błąd. Za decyzje odpowiedzialni są ludzie, którzy tam pracują – dyspozytor, lekarz pogotowia. Prokuratura będzie się starała ustalić, kto z tych osób zawinił.

Pacjentka była przywieziona do naszego szpitala o 18.08 i lekarz chirurg, mając wstępne rozpoznanie, stwierdził, że pacjentka powinna być przewieziona karetką bezpośrednio do szpitala bródnowskiego. Odmówił przyjęcia, twierdząc, że nie ma możliwości diagnostycznych. O 18.25 karetka z pacjentką wyjechała, by została ona przewieziona lotniczym pogotowiem ratunkowym do Warszawy. Lotnicze pogotowie ratunkowe wylądowało na stadionie. W trakcie przenoszenia pacjentki z karetki S do helikoptera doszło do zatrzymania krążenia. Rozpoczęto reanimację, którą przeprowadzały dwa zespoły – karetki S i lotniczego pogotowia ratunkowego. W tej sytuacji nie zdecydowano się na dalszy transport, tylko powrót do naszego szpitala. O godzinie 19.35 pacjentka wraca do szpitala, w trakcie reanimacji, i trafia na stół operacyjny. W trakcie operacji lekarz stwierdza, że następuje zgon.

Bardzo ważną rzeczą jest, czy ten proces miał wpływ na to, że pacjentka zmarła. Jestem lekarzem i z informacji które posiadam, a które nie są wynikiem sekcji zwłok, bo ta będzie przeprowadzona na zlecenie prokuratury wynika, że niezależnie od tego czy pacjentka byłaby transportowana do Warszawy, do Makowa czy zostałaby tu w Pułtusku, niezależnie jak dobrą opiekę miałaby, proces który się toczył i który potwierdzają badania laboratoryjne, był już długim procesem w momencie przesilenia i można powiedzieć że był nieodwracalny. Mówię to na podstawie rozmów z lekarzami i osobami które brały udział w tym procesie. Mówię o tym dlatego, że dzisiaj nie dyskutujemy, kto przyczynił się do zgonu, bo święcie wierzę w to że zgon by nastąpił tak czy inaczej i prokurator to potwierdzi. Dziś nie należy stawiać twardych rozpoznań i szukać kogoś, żeby go „powiesić”.

Podsumowując, to bardzo źle że Pułtusk nie ma własnego pogotowia ratunkowego i źle że zespoły ratunkowe w danej sytuacji nie myślą czasem niezależnie do procedur, co będzie najlepszym rozwiązaniem. Przepychanie się z pacjentem w sytuacji gdy powinni wiedzieć, że nasz tomograf jest zepsuty, nie powinno mieć miejsca. W jakimś sensie pewnie pogotowie czuje się odpowiedzialne, bo Maków złożył doniesienie, że pacjentka zmarła po wielokrotnych próbach przyjęcia do szpitala. To jest bzdura, to nieprawda!

Kluczowym pytaniem w tej sprawie, które w czasie konferencji prasowej zadaliśmy drowi Gajdzie jest to, czy w momencie bezpośredniego zagrożenia życia, z jakim niewątpliwie mieliśmy do czynienia w tej dramatycznej sytuacji, najbliższy szpital do którego przywożą pacjenta, nie powinien podjąć niezwłocznej próby ratowania go, niezależnie od posiadanego sprzętu czy specjalistycznego oddziału. Czy taka próba powiedzie się czy nie nigdy nie wiadomo, natomiast pozostaje przekonanie, że lekarze zrobili wszystko, by ratować człowieka.

– Czy chodzi o życie pacjenta, czy chodzi o dopełnienie formalności?- odpowiedział Robert Gajda. – Gdyby pacjentka była tu przyjęta i zmarła, zapewne nie byłoby szumu i wszystko byłoby zgodnie z prawem. Pytanie jest jednak takie, czy chodzi o to żeby pacjentka zmarła w majestacie prawa, czy miała maksymalne szanse przeżycia, trafiając do tego szpitala, który może jej najlepiej pomóc. Reanimowanie pacjentki, u której jest podejrzenie pęknięcia tętniaka aorty brzusznej, ma zerowe szanse powodzenia, więc należało szybko podjąć decyzję, że może uda się ją uratować po przewiezieniu do specjalistycznego szpitala. Zawsze można przyklepać sprawę, wiedząc że pacjent u nas umrze. Moje zdanie jest takie: jeśli pacjentka była w świetnie wyposażonej karetce S i jeśli lekarz postawił takie rozpoznanie, powinien od razu skierować pacjentkę do szpitala bródnowskiego, gdzie miała największe szanse na przeżycie.

Ewa Dąbek

CHRONOLOGIA WYDARZEŃ Z 7 LUTEGO

18.08 – pacjentka zostaje przywieziona karetką obsługiwaną przez ratowników z Makowa Mazowieckiego do pułtuskiego szpitala, mimo że rodzina otrzymała informację, że trafi do szpitala bródnowskiego w Warszawie.

18.25 – karetka z kobietą odjeżdża z pułtuskiego szpitala na stadion miejski, gdzie ma lądować helikopter lotniczego pogotowia ratunkowego.

19.35 – karetka z pacjentką, której stan się pogorszył, wraca do pułtuskiego szpitala.

20.40 -w trakcie operacji lekarz stwierdza zgon kobiety.

WYNIKI SEKCJI ZWŁOK

Jak nas poinformowała prokurator rejonowa Jolanta Świdnicka, we wtorek odbyła się sekcja zwłok zmarłej 56 – latki. Stwierdzono, że przyczyną śmierci kobiety było masywne rozwarstwienie aorty z pęknięciem odcinka piersiowego. Patolog nie odpowiedział na zasadnicze pytanie prokuratury, czy istniała szansa na uratowanie pani Danuty. Po przesłuchaniu świadków i zebrani materiału dowodowego, konieczne będzie więc powołanie biegłego z Zakładu Medycyny Sądowej, który oceni czy na każdym odcinku leczenia udzielono jej właściwej pomocy, czy zadziałały procedury i lekarz pogotowia rzeczywiście posiadał wiedzę o uszkodzonym tomografie w pułtuskim szpitalu. Do sprawy będziemy więc wracać.

Komentarze

1 komentarz

  1. Sandra odpowiedz

    Szpitale powinny być priorytetem każdej władzy, społeczeństwo się niestety starzeje, popyt na szpitalne leczenie będzie systematycznie wzrastał…A i dzieci rodzi się coraz więcej…Pogotowie natomiast powinno być w każdej gminie, a szpital w każdym powiecie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *